Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Za trzy punkty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Za trzy punkty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 20. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

To moje życie i nikt go za mnie nie przeżyje

Nie wiem, jak doszło do tego, że zwierzyłem się Bartkowi z moich problemów. Samo tak wyszło, od słowa do słowa, w ogóle nie panowałem nad sobą i swoimi emocjami. Zaprosił mnie na kawę, a ja gdy to usłyszałem, miałem ochotę się roześmiać. Tak nagle wydało mi się to bardzo zabawne, bo wyobraziłem sobie siebie, biedną istotkę wypłakującą mu się na ramieniu przy filiżance caffe latte. Co mnie, cholera, skłoniło do tego, że się zgodziłem i umówiłem z nim? Nie wiem. Nie mam pieprzonego pojęcia, ale ustaliliśmy dzień spotkania, miejsce i godzinę.
Kiedy się rozłączyłem, zdałem sobie sprawę, że to zły pomysł. Bardzo zły. Co innego, gdy zwierzasz się komuś w stanie upojenia alkoholowego, a inna sprawa, gdy jesteś kompletnie trzeźwy i rozbudzony przez popijanie kofeiny.

piątek, 25 października 2013

Rozdział 18. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

Nowe życie

– Co? – Miałem wrażenie, że się przesłyszałem. Aż odwróciłem się przodem do niego, chcąc spojrzeć mu w oczy. Poczułem też, że zaczynam trzeźwieć.
– Mój brat przeprowadził się do Nowego Jorku, mama chce, żebym rozpoczął tam studia. Marzy jej się uniwersytet Columbia, ale staram się jej to wybić z głowy, bo… – Miałem ochotę się roześmiać. Parsknąć głośnym śmiechem, a później powiedzieć: „świetny żart!”. Tylko, że on nie żartował.
– No tak – warknąłem, przerywając mu – mama najważniejsza. Zawsze robisz wszystko co chce? – prychnąłem i stwierdziłem, że nawet nie mam ochoty, żeby mu przypieprzyć. Wywróciłem całe życie dla niego, a on mi tu wyjeżdża z „lecę do Stanów, bo mama ma taką zachciankę”. To było nie fair, to było kurewsko nie fair! – Nie odpowiadaj – powiedziałem zaraz, gdy już otwierał usta. – Obaj wiemy, że tak jest. Wszystko dla niej robisz, pieprzony maminsynek – warknąłem jeszcze i podniosłem się chwiejnie z mokrego betonu.

czwartek, 19 września 2013

Rozdział 17. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

Tam, gdzie wszystko się zaczęło

Było ciepło, może trochę za ciepło, ale przyjemnie, aż nie chciało mi się otworzyć oczu i wybudzać z sennego otępienia. W tamtej chwili nie wiedziałem gdzie jestem, miałem tylko świadomość, że tuż obok leży Sebastian, pachnie, jak to na niego przystało, intensywnie i męsko. Odpowiadało mi to. Lubiłem jego perfumy, choć naprawdę wolałem nie wiedzieć ile pieniędzy na nie wydawał i jakiej były marki. Podejrzewałem, że to półka typu Calvin Klein, czy Hugo Boss.
Przysunąłem się do niego jeszcze bliżej, wodząc nosem po skórze i wdychając przyjemny zapach. Ja nie perfumowałem się za często, gdzieś tam w mojej szafce stał flakonik Adidasa, który zwinąłem podczas jakiejś kradzieży, ale używałem go raz na ruski rok, a może jeszcze rzadziej. Poniekąd trochę mi było żal psikać się nim, nawet jeżeli złamanej złotówki na niego nie wydałem.

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 16. (Za trzy punkty)

Niebetowany

Najprawdziwsza z prawdziwych ciot

Przyglądałem się Wojtkowi i Sebastianowi z boku, popijając smętnie piwo. Jedyne co robiłem, to przesłuchiwałem się ich rozmowie, nie uczestnicząc w niej. Rozmawiali o motorach, czyli o czymś, o czym wiedziałem tyle, co nic. Kto by pomyślał, że Sebastian marzył o motocyklu? Aż zacisnąłem dłoń na kuflu, mierząc go zezłoszczonym spojrzeniem. Nigdy mi nic takiego nie powiedział! Jak byliśmy razem, to ciągle opowiadał o koszykówce, myślałem więc, że niczym innym się nie interesuje. Najwidoczniej z Wojtkiem (w ogóle, co za głupie imię!) miał o wiele więcej wspólnego. Musieli się długo znać. Właściwie to mógłbym nawet stwierdzić, bo już przecież tak długo ich obserwowałem znad tego mojego piwa, że chyba coś pomiędzy nimi kiedyś było. A jak Wojtek (imię naprawdę głupie) położył dłoń na ramieniu Sebastiana, tego było już za wiele. Odstawiłem niedopity browar na stół i wstałem. Żeby to, cholera, jeszcze chociaż zwróciło na mnie jego uwagę. To nie. Nawet na mnie nie spojrzał, tylko dyskutował o wyższości Yamahy nad motocyklami BMW. Że niby BMW musi się jeszcze wiele nauczyć, że kopiuje od innych znanych marek, że Japonia równa się precyzji, no do kurwy nędzy! 

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 15. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

Piąte koło u wozu

– Kto ci to zrobił? – Tak brzmiało kolejne pytanie, jakie zadał Sebastian. A miał przecież spojrzeć na mnie z obrzydzeniem, może nawet coś powiedzieć, a później uciec jak najszybciej. Chociaż sam nie wiem, czy powinienem się dziwić. Już dawno zdążyłem zauważyć, że Sebastian nieco odbiega od norm. No i nie byłby chyba sobą, gdyby robił wszystko po mojej myśli.
Przewróciłem oczami i dalej milczałem. Bo w tamtym momencie nie wiedziałem co powiedzieć, a przecież mogłem ściemnić coś na poczekaniu. Nawet głupią bajkę o wywaleniu się ze schodów. Mogłem, ale siedziałem cicho, bo nawet coś takiego nie przychodziło mi do głowy.
– Nie uciekasz? – burknąłem jedynie, patrząc na niego dziwnie. Najchętniej to schowałbym się za drzwiami, zamknął je na wszystkie spusty i posiedział sam.

niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 14. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

Niczym Harvey z Batmana

Nie wiem o której się obudziłem, ale z pewnością na dworze było już bardzo jasno. Uchyliłem lekko powieki, czując, że jest mi cholernie gorąco. Zaspanym wzrokiem błądziłem dookoła, dłużej zatrzymując nieprzytomne jeszcze spojrzenie na włączonym telewizorze. Później zorientowałem się również, że pomimo promieni słonecznych wpadających do pokoju przez duże okna, wciąż świeciła się lampa pod sufitem.
I już wiedziałem gdzie jestem. Aż przełknąłem nerwowo ślinę, bojąc się poruszyć. Uniosłem tylko głowę i spojrzałem, najpierw nieco niespokojnie, na twarz Sebastiana. Gdy zorientowałem się, że śpi w najlepsze, podniosłem się na jednym łokciu, na tyle, na ile pozwało mi ramię chłopaka owinięte dookoła mojego pasa. Nie myślałem w tamtej chwili o tym, że za ścianą mogą być jego rodzice. Że (cholera!) na pewno tam są, a ja przytulałem ich syna. Przyglądałem się mu, nie mogąc powstrzymać lekkiego uśmiechu.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 13. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

Całkiem normalne korepetycje

Przed wyjściem z domu obiecałem sobie, że jeżeli Sebastian będzie umiał z matmy tyle co ja (ale to raczej było niemożliwe) albo nie będzie miał w planach korepetycji, to jak Boga kocham, wyjdę stamtąd, trzasnę drzwiami i już nie wrócę. Dobra, może i bym kiedyś wrócił, ale wyjdę na pewno. Pójdę do domu i spróbuję coś z tego zrozumieć, może się uda. Może na dwa wystarczy.
Pod jego domem znalazłem się równo o umówionej godzinie i… holender, zacząłem się denerwować. Czym niby? Korepetycjami? Bo co, jeśli Sebastian jednak będzie chciał mnie czegoś nauczyć? I zobaczy, jak wielkim idiotą jestem? Że właściwie to nawet cofnięcie mnie do czasów gimnazjum by nie pomogło?
Zadzwoniłem, wpatrując się w piękny dom z dziedzińcem. Zaraz tam wejdę, brzęczało mi w myślach. Co więcej, zaraz znajdę się w jego pokoju… No cholera! I jak ja w takich warunkach będę mógł się skupić na funkcji kwadratowej?
– Słucham? – Z domofonu rozbrzmiał jego głęboki, niski głos. Aż odetchnąłem cicho, po czym odchrząknąłem, zażenowany własnymi myślami.

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 12. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

Dziwny jak Sebastian

Wpadłem do szpitala i wcale nie musiałem długo szukać. Paweł siedział przy recepcji z opartymi na kolanach łokciami, wpatrując się w podłogę. Arek popchnął mnie w jego stronę niezbyt delikatnie. Obejrzałem się na niego, czując, że zaczynam się denerwować. Ze zmarszczonymi brwiami kiwnął głową na mojego brata, wciąż się jednak nie odzywając. Przełknąłem ślinę i stanąłem przed Pawłem. Już miałem coś powiedzieć. Coś głupiego, w stylu: „hej” czy nawet „jak się masz” (co byłoby kretyńskim rozpoczęciem rozmowy), jednak on podniósł głowę. Popatrzył na mnie przez, dosłownie, ułamek sekundy, podczas którego zdążyłem zarejestrować, że miał podkrążone, czerwone oczy i już po chwili popchnął mnie z całej siły na ścianę, przygniatając do niej i zaciskając pięści na mojej koszulce. Zamachnął się. Byłem już pewny, że mi przypierdoli. Że będę miał złamany nos, wybite zęby, czy co tam jeszcze, gdy nagle jego uścisk na materiale mojego T-shirtu zelżał. Spojrzałem na niego nieco zdziwiony, ale wtedy on tak po prostu mnie objął.
Stałem, analizując co się właśnie stało. Dopiero po chwili odpowiedziałem na uścisk i poczułem, że drży. Płakał, przemknęło mi przez myśli. Ale przecież Paweł nigdy nie płakał, to był najtwardszy facet, jakiego znałem. Ostatni raz zdarzył się, gdy był dzieckiem, miał jakieś siedem, osiem lat.
- Mówią, że jak przeżyje noc to będzie cud – powiedział, nie puszczając mnie. Momentalnie zrobiło mi się głupio. Zostawiłem go. I to dla kogo? Dla bandy bogatych dzieciaków. Dla imprezy i alkoholu. Dla Sebastiana.
Miałem ochotę sam siebie walnąć. Paweł zawsze przy mnie był, gdy go potrzebowałem, a teraz, jak on potrzebował mnie, ja piłem i paliłem, mając go kompletnie gdzieś.
- Przepraszam – powiedziałem, a on już nie odpowiedział, tylko odsunął się i niemal z furią wytarł twarz. Ludzie znajdujący się na recepcji patrzyli na nas dziwnie. Zignorowałem ich, bo co mnie oni obchodzili i złapałem Pawła za rękaw bluzy. Poprowadziłem go do łazienki, żeby się ogarnął, bo dobrze wiedziałem, jak musi się teraz czuć. Nienawidził wyglądać na słabego. Musiał być twardzielem, zawsze, bez względu na okoliczności.
Teraz jednak nie dał rady. Sytuacja go przerosła, a mnie przy nim zabrakło.

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 11. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

Wódka, piwo, skręty… i jeszcze trochę wódki

Blondyn mierzył mnie nieprzyjemnym spojrzeniem, a ja miałem wrażenie, że jeszcze chwila i albo wysiądę i mu przywalę, albo wysiądę i wrócę do domu. Nic jednak nie zrobiłem, tylko siedziałem na tyłku i odpowiadałem na jego wzrok równie niechętnym spojrzeniem.
– Jedzie z nami, mówiłem, że wezmę kogoś ze sobą – powiedział Sebastian, wzruszając obojętnie ramionami. – No już, wrzucaj tę torbę. – Pogonił go. Chłopak westchnął ciężko i jeszcze raz łypnął na mnie wrogo. Zapowiada się świetna zabawa, przemknęło mi przez myśl i skrzywiłem się niechętnie, zaczynając żałować, że dałem się Sebastianowi wyciągnąć.
Gdy blondyn włożył już torbę do bagażnika, wsiadł na tylne miejsce. Sebastian znów odpalił samochód, kiedy nagle chłopak wychylił się w stronę odtwarzacza i włożył do niego jakąś płytę.
– Oskar jestem – powiedział, z powrotem zajmując swoje miejsce. Z głośników popłynął jakiś hit tego lata, na co ja niemal jęknąłem, gdy wyobraziłem sobie, że całą drogę do działki będę słuchać takiej muzyki.
– Kacper – odparłem z konieczności.
– Musiałeś to gówno nagrywać? – Sebastian wypowiedział moje myśli na głos, jednak nie sięgnął do odtwarzacza i nie wyłączył tego.
– Trochę nastroju się przyda – stwierdził Oskar i w lusterku widziałem jego szeroki uśmiech. Szybko przeszła mu niechęć do mnie, stwierdziłem. – Nie zapominaj, że Natalia przygotowywała muzykę. Więc na działce będzie jeszcze gorzej – zaśmiał się rechotliwie.
– O rany – jęknął Sebastian, wyjeżdżając z osiedla.

wtorek, 4 czerwca 2013

Rozdział 10. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

Vader i cienki, pękający lód

Cholera, nie powinienem pić czystej, pomyślałem, kiedy tylko wyszedłem z zaparowanej kabiny i momentalnie zakręciło mi się w głowie. Aż przymknąłem oczy, oddychając ciężej i po omacku łapiąc za ręcznik. Miałem wrażenie, że jeszcze chwila, a wyląduję na podłodze, twarzą do płytek, tak jak mnie matka natura stworzyła.
Żołądek ścisnął mi się nieprzyjemnie, jednak trwało to tylko chwilę. Odetchnąłem głęboko i już było po wszystkim, a przynajmniej tak by się zdawało. Nawet potworne zawroty głowy minęły. Nasunąłem więc na tyłek spodnie, jakie dostałem od Sebastiana i przetarłem jeszcze ręcznikiem włosy, żeby mu podłogi dookoła nie zachlapać.
Wyszedłem z łazienki i niemal od razu natrafiłem wzrokiem na Sebastiana. Ten chyba skorzystał już z innej toalety, bo ręce, które chwilę wcześniej uwalone były błotem aż do łokci, teraz były czyste.  Siedział przy biurku w samych niebieskich szortach w kiczowate hawajskie kwiatki, z haczykiem NIKE na nogawce. Przed nim znajdował się laptop i jakaś otwarta strona, chyba facebook, a z głośników dobiegała przyciszona muzyka. Mimowolnie się uśmiechnąłem, a przynajmniej chciałem się uśmiechnąć, gdy tylko rozpoznałem utwór Red Hot Chili Peppers. Czyli Sebastian ma nie tylko ładną mordę i talent do gry w kosza, ale też dobry gust muzyczny. W tym przypadku dobry oznaczał po prostu podobny do mojego.

środa, 29 maja 2013

Rozdział 9. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

Z rodziną najlepiej na zdjęciach

Gdy z każdą chwilą znajdowałem się coraz bliżej domu, czułem nieodpartą chęć zawrócenia. Wystarczyło, że pomyślałem o mamie, która już była w mieszkaniu, a nie powinna. O wkurwionym Pawle, z pewnością nie będącym najprzyjemniejszym towarzystwem. I o ojcu, którego brakowało do upiększenia tej wizji, patrzącego na wszystko ze smutkiem i skaczącego dookoła mamy z miną: „tylko nie umieraj”. Na szczęście to ostatnie wydawało mi się tak bzdurne i nielogiczne, że nawet nie było co tego oczekiwać.
Wszedłem do klatki i momentalnie poczułem ciężki zapach stęchlizny pomieszanej z moczem, bo nie raz, nie dwa, zdarzyło się, że jakiś bezdomny tu narobił. Skrzywiłem się, automatycznie przypominając sobie dom Sebastiana. Wiem, że nie było żadnego sensu w porównywaniu naszych warunków życia, bo te różniły się masakrycznie, ale… tak jakby… zaczynałem tęsknić. U niego czułem się dobrze, czego oczywiście nigdy bym mu nie przyznał. Wolałem już siedzieć na jego sofie z udawaną nadętą miną, niż powiedzieć, że lubię jego towarzystwo i dom. Bo lubiłem. Mimo wszystko nie była to taka chłodna, bezwyrazowa willa, jakie to widuje się często na filmach. Tam w każdym pomieszczeniu, w każdym kącie, widać było znaki tego, że w budynku żyli ludzie. Że nie był on tylko na pokaz. Czy to brudne kubki w zlewie, przewieszone przez oparcie sofy ubrania, damskie okulary na drewnianym stole w ogrodzie, a i nawet ten bałagan w pokoju Sebastiana.

środa, 8 maja 2013

Rozdział 8. (Za trzy punkty)


Betowała Akari

Joker z radajgerem

Rano było jeszcze gorzej z Pawłem, a także z atmosferą, jaka panowała w mieszkaniu. Nie, żeby kiedykolwiek była świetna, ale tamtego dnia to, co działo się w domu, przekraczało wszystkie dotąd znane mi granice. Było… cicho. Po prostu cicho. Nikt do nikogo się nie odzywał, nikt na nikogo się nie wydzierał, a co najważniejsze – nikt się nie awanturował. Paweł nie próbował wypieprzyć ojca z domu, tak jak robił to niemal każdego ranka, kiedy znajdował go w kuchni, kompletnie zalanego i chętnego do wszczęcia kłótni. Bo ojciec nie był ani zalany, ani chętny do kłótni. Nie rzucał się na nas, nie wyzywał nas, nie przeklinał. Po prostu siedział przy blacie, wpatrując się w swoją, zimną już, kawę smutnym wzrokiem.
Z początku, gdy go takiego zobaczyłem, myślałem, że po prostu taki humor mu się udzielił po pijaku. Ale nie, on był całkowicie trzeźwy. Podniósł na mnie spojrzenie znad kubka, przyjrzał mi się dokładnie i westchnął. Ciężko, żałośnie. Jak najbardziej pokrzywdzona osoba na tym świecie. Momentalnie nabrałem ochoty przywalenia mu za to spojrzenie, za westchnięcie i za jego zgarbioną postawę. Bo nie był niewinny, sam sobie na to pracował przez te wszystkie lata.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 7. (Za trzy punkty)


Betowały Skidayo i Akari

 Nieodebrane połączenia

– Gdzie byłeś? – Wiedziałem, po prostu wiedziałem, że jak tylko wejdę do pokoju, padnie takie pytanie. W tamtym momencie czułem się jak mąż wracający do domu później niż powinien. Westchnąłem jedynie ciężko, dochodząc do wniosku, że nie ma co się kłócić. Zresztą, nawet nie chciałem.
– Na piwie z takim gościem z pracy. – Bo przecież nie mogłem mu powiedzieć, że odwiedziłem dom Sebastiana, piłem z nim Carlsberga, odganiałem się od kupy białego futra zwanej psem i kąpałem się w jego basenie, a wszystko to przy prowadzeniu przyjemnej, niezobowiązującej rozmowy. Chyba by mnie wyśmiał.
– Mogłeś chociaż smsa wysłać albo co, umówiliśmy się przecież ze Zbychem i Kapslem na piwo. – Zapomniałem. Kompletnie zapomniałem, ale przecież nic się nie stało, więc wydusiłem tylko „sorry” i rzuciłem się na swoje łóżko. – Dużo wypiłeś? – zapytał, kiedy ja miałem ochotę już zasnąć.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 6. (Za trzy punkty)


Betowała Akari

Son Goku, Carlsberg i zimna woda

Nie lubiłem imprez u Agnieszki. Tej głośnej muzyki, pijanych, nierzadko też naćpanych dzieciaków w moim wieku (a może i nawet młodszych ode mnie), masy ludzi gnieżdżących się w dwupokojowym mieszkaniu i dziewczyn, które pozwalały na wszystko. Dosłownie wszystko. Ale najbardziej to chyba nie lubiłem organizatorki. Nie mam pojęcia, dlaczego Paweł z nią był. Głupia, pusta i na dodatek dziwka, a on ją kochał. Już nieraz mówiłem mu, co o niej myślę, ale tylko wzruszał ramionami albo w ogóle nie słuchał.
Aga była jego pierwszą dziewczyną, a poznał ją jakoś w drugiej gimnazjum. Ona wtedy zaczynała dopiero szkołę, była brzydka i nieudolnie wymalowana, bo tusz (czy tam kredka, nie wiem, nie znam się na kosmetykach) rozmazywał się jej dookoła oczu, twarz przypominała kolorem pomarańczę, a nie buzię trzynastoletniego wtedy dziecka. Do dzisiaj nie wiem, co w niej Paweł widział. Sam przecież już w gimnazjum prezentował się o niebo lepiej od niej, pomimo młodzieńczego trądziku, który w tamtym okresie zasypywał mu policzki i który niestety nie ominął również mnie. Jak już wiele osób zwróciło uwagę, jestem do niego podobny. Może nie „dwie krople wody”, jak to się mówi na rodzeństwo, bo nietrudno nas rozróżnić, ale z drugiej strony jednak podobieństwo ponoć widać już na pierwszy rzut oka.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 5. (Za trzy punkty)


Betowała Akari

 Uśmiech Heatha Ledgera

Wydawałoby się, że po tym, jak nie mogłem doczekać się spotkania z Sebastianem, pędem ruszę na Orlik, gdy tylko wyjdę z domu. A jednak, kiedy zamknąłem za sobą drzwi, opuściłem śmierdzącą moczem i stęchlizną klatkę, zadałem sobie jedno, ważne pytanie – co ja, do kurwy nędzy, robię? Leciałem do niego, jak jakaś oszczana nastolatka. Sebastian burknął sobie jakąś godzinę pod nosem i uważa, że przyjdę? I może mu jeszcze za to podziękuję? Jego niedoczekanie, pomyślałem, odbijając piłkę i idąc przed siebie. Skręciłem w jakąś uliczkę, żeby po chwili wyjść prosto na jedną z głównych dróg miasta. Nawet o tej godzinie panował tu ruch. Samochody czekały długimi sznurami na światłach, akurat gdy przechodziłem przez pasy. Westchnąłem, łapiąc piłkę i mimowolnie patrząc na wielki, kolorowy szyld supermarketu Real, wyłaniający się spomiędzy pięknych, odrestaurowanych kamienic. Pasowało to jak pięść do nosa. Tylko w Polsce tak potrafią zepsuć wizerunek starówki. Budują te markety masowo i upychają gdzie mogą, a później takie efekty. Zamiast piękna przedwojennych kamienic widzisz same szyldy Carrefoura, TESCO, czy też Biedronki.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział 4. (Za trzy punkty)


Betowała Akari

Nie jestem jego suką

Czasem wydawało mi się, że Arek miał dużo gorzej ode mnie i Pawła. Był sam. Jako kilkulatek nie miał się do kogo przytulić, tak jak robiłem to ja, gdy ojcu odbijało. Wieczorami, kiedy wpadał w furię, wchodziłem do łóżka brata, a ten zakrywał nas kołdrą aż po samą głowę i bez słowa mnie obejmował, dając jako-takie poczucie bezpieczeństwa.
Oczywiście Arek nie raz, nie dwa nocował u nas, ale przecież nie mógł robić tego codziennie. Miał tylko matkę, która najprawdopodobniej żałowała, że go urodziła. Taty nie znał, co akurat nie jest niczym dziwnym, w końcu nawet pani Ziółkowska nie wiedziała, kto jej sprawił taki prezent w postaci syna.
Mama Arka była kobietą zupełnie nie nadającą się do roli rodzica. Zmieniała facetów jak rękawiczki, co chwilę inny, byleby ktoś grzał miejsce obok w łóżku. To aż dziwne, że miała tyko jedno dziecko… Największy błąd w jej życiu, jak nieraz określała syna w napadzie szału. Dużo piła, paliła, a może nawet ćpała.

środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 3. (Za trzy punkty)


Betowała Akari

Zabiliśmy go

Nic tak nie kocham jak jedzenia. No dobra, jest Arek, Paweł, koszykówka i masa innych, nieco ważniejszych rzeczy, które przełożyłbym nad żarcie, ale to też lubię. Mogę opychać się godzinami i tylko dzięki uprawianiu sportu nie wyglądam jeszcze jak przeciętny Amerykanin, którego trzeba wyciągać z fotela dźwigiem.
Gdy już dorwę się do czekolady, to nie ma innego sposobu – muszę zeżreć całą. Zeżreć, bo, jak to mi Arek wspaniałomyślnie kiedyś powiedział, nie da się tego nazwać jedzeniem. Całą tabliczkę opchnę w przeciągu pięciu minut, a później mam jeszcze ochotę na ciastka.

piątek, 29 marca 2013

Rozdział 2. (Za trzy punkty)

Betowała Akari

Bogaty, przystojny, wysportowany

Zawsze byłem jednostką bardzo dumną. Czasem aż nazbyt, przez co ciężko przychodziło mi wysłuchiwanie krytyki. Kiedy Arek, czy tam Paweł, mówili mi „robisz to źle”, było okej. Nie czułem tego ukłucia złości, tej zadry na honorze. To dotyczyło jedynie osób uważających się za lepszych ode mnie. Tylko one wywoływały tę wściekłość i niepohamowaną chęć obronienia swego, tak więc, gdy nauczyciel polskiego powiedział, że nie mówi się „kupywać”, a „kupować” i jeszcze na jego pucołowatej facjacie widniał uśmiech, czułem się poniżony jak nigdy. Gdy ktoś z klasy śmiał się, że skoro mogę „wziąść” to mogę też „braść” i wbijał we mnie swoje kpiące spojrzenie, a później uśmiechał się, jakby Amerykę odkrył i jakby chciał powiedzieć: „fakt, u ciebie wszystko się włoncza, a matka idzie kupywać chleb, skąd możesz wiedzieć, że włączasz telewizor?"

niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 1. (Za trzy punkty)


Betowała Silris

Wyuczona precyzja pokonała instynkt

Odkąd pamiętam byłem ja, Paweł i Arek. Wszędzie razem, nierozłączni. Jak rodzina, chociaż z Arkiem wspólne mieliśmy jedynie podwórko i ją – koszykówkę. Nie wiem, kiedy to się u nas zaczęło, ale pamiętam późniejsze kradzione Bravo Sport, uważne obserwowanie rozgrywek NBA i TBL, i wzdychanie nad talentem Michaela Jordana oraz pierwszą piłkę do kosza kupioną za „pożyczone” pieniądze od jakiejś kobiety, której niezwykle łatwo było wyrwać torebkę, kiedy stała sama na przystanku autobusowym o dosyć późnej godzinie.

wtorek, 19 marca 2013

Za trzy punkty

Ostrzeżenia: wulgaryzmy, przemoc, opisy erotyczne
Status: zakończone
Gatunek: obyczajowe, środowiskowe, sportowe
Rok rozpoczęcia i zakończenia publikacji: 2013-2014
Rating: +18

„Najpierw graliśmy na rozpadającym się szkolnym boisku, wyganiani o godzinie osiemnastej przez woźnego, by o dwudziestej drugiej przemknąć się przez bramę i grać tak długo, aż wystarczy nam sił.” 

„No i są jeszcze oni. Dzieciaki z bogatych rodzin przesiadujący na orliku godzinami. Chwalący się nowymi butami sportowymi z pumy, I-podami, czy innymi I-phonami. Na boisku, do licha! Kogo coś takiego obchodzi na boisku?” 

„Wystarczyło tylko kilka minut, aby zauważyć precyzję ich gry. To nie uliczna koszykówka, jak w naszym przypadku. Oni ją trenowali. Zapewne kilka godzin dziennie w najlepszym klubie sportowym miasta. Każdy krok, każdy skok, wszystko idealne.” 

„Nie stąd. Nie ma mowy. Nawet Arek by nie trafił.
Trafił.
Trafił, cholera. I co najgorsza, przegrywamy. Z nimi, wychuchanymi bachorami.”

„Myśleliśmy, że jesteśmy geniuszami w ulicznej koszykówce, aż tu nagle takie bachory ściągnęły nas na ziemię. Wyuczona precyzja pokonała instynkt.” 

„Po prostu lubię piękno, a męskie, wysportowane ciała z pewnością są piękne. Gdzie mi więc do geja? Ciotki latającej z wypiętą dupą?”



Spis rozdziałów:

Rozdział 3. Zabiliśmy go
Rozdział 4. Nie jestem jego suką
Rozdział 8. Joker z radajgerem
Rozdział 12. Dziwny jak Sebastian


Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.