Dwa
tygodnie siedzenia w domu. Czy to nie brzmi pięknie? Dla Deana było to jak
balsam na ranę, czy inny miód na uszy. Bez idealnych Connellów, bez
denerwującego Keitha, tylko on i spokój. No i też Diabeł, który ze spokojem
miał niewiele wspólnego.
I
nawet jeżeli kostka rwała go silnym bólem, nic nie mogło zepsuć jego dobrego
nastroju. Mógł rozłożyć się na kanapie, co zresztą robił, zajadać się chipsami,
dokładnie tak jak teraz, i oglądać kolejny odcinek Big Bang Theory, którego
nawet nie lubił. No, ale na innych stacjach nic nie puszczali o tej godzinie,
więc był skazany na maraton z Sheldonem, a ten wychodził mu już wszystkimi
dziurkami w jego ciele. Ale nie narzekał. Lepszy Sheldon niż Keith.
Nagle
do pokoju wbiegł przemoczony od czubka czarnego nosa, aż po wściekle merdający,
puchaty ogon, Diabeł. Dean wiedział co za chwilę się wydarzy. Już się podnosił.
Już miał krzyczeć. To było jak odliczanie. Trzy.
–
Tato!
Dwa.
–
Wytrzyj go!
Jeden.
I
nawet jeżeli kostka rwała go silnym bólem, nic nie mogło zepsuć jego dobrego
nastroju. Mógł rozłożyć się na kanapie, co zresztą robił, zajadać się chipsami,
dokładnie tak jak teraz, i oglądać kolejny odcinek Big Bang Theory, którego
nawet nie lubił. No, ale na innych stacjach nic nie puszczali o tej godzinie,
więc był skazany na maraton z Sheldonem, a ten wychodził mu już wszystkimi
dziurkami w jego ciele. Ale nie narzekał. Lepszy Sheldon niż Keith.
Nagle
do pokoju wbiegł przemoczony od czubka czarnego nosa, aż po wściekle merdający,
puchaty ogon, Diabeł. Dean wiedział co za chwilę się wydarzy. Już się podnosił.
Już miał krzyczeć. To było jak odliczanie. Trzy.
–
Tato!
Dwa.
–
Wytrzyj go!
Jeden.