Jejku, sama nie wierzę w to, że wreszcie udało mi się ten rozdział napisać. Wiem, że trochę minęło od ostatniej publikacji, ale na moją obronę rozdział jest naprawdę długi.
Życie zwaliło mi się na głowę i na ten moment nie zapowiada się, aby coś miało się tu poprawić. Sierpień będzie dla mnie ciężkim miesiącem zarówno zawodowo jak i prywatnie, więc nie chcę niczego obiecywać. Dopiero w okolicach września powinnam trochę zwolnić, ale do tego czasu bardzo chciałabym jeszcze napisać ostatni rozdział "Mroku". Może się uda.
A teraz już nie przedłużam. Zapraszam do czytana i uprzedzam - mogą być błędy. Nie miałam czasu, aby to jeszcze sprawdzić.
Bezpodstawne oskarżenia
Wpatrzył
się w ekran telefonu, czując jak krew odpływa mu z twarzy, a głowę
wypełnia panika. Bał się odebrać rozmowę, miał wrażenie, że
chyba nie był na nią gotowy – a na pewno nie w tym momencie,
kiedy chwilę temu z mieszkania cioci wyszedł Ryan i zostawił
Mateusza samego. Puste ściany (teraz już) jego sypialni dobitnie
przypominały mu, że jest setki kilometrów od swojego rodzinnego
miasta, od Gdańska, z którego właśnie Patryk próbował nawiązać
z nim wideorozmowę.
Kiedy
jednak dotarło do niego, że zaczął już nawet rozważać
przesunięcie czerwonej słuchawki, przeklął się w myślach.
Wiedział jednak, że zobaczenie byłego chłopaka – jego wydatnych
ust, dołeczków w policzkach, gdy się uśmiechał i tych
rozbrajająco szczerych, brązowych oczu, z których niegdyś mógł
wyczytać naprawdę wiele – będzie niczym ten owiany złą sławą
gwóźdź do trumny.
Z dnia
na dzień tęsknił coraz bardziej, a po wydarzeniach z wyjazdu
integracyjnego tęsknił chyba jeszcze mocniej. Świadomość, że
teoretycznie będzie dzielić ich tylko szybka smartfona, a
praktycznie cały Atlantyk, wcale nie pomagała.