Pokazywanie postów oznaczonych etykietą God bless America. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą God bless America. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2020

Rozdział 8. (God bless America)


Jejku, sama nie wierzę w to, że wreszcie udało mi się ten rozdział napisać. Wiem, że trochę minęło od ostatniej publikacji, ale na moją obronę rozdział jest naprawdę długi. 
Życie zwaliło mi się na głowę i na ten moment nie zapowiada się, aby coś miało się tu poprawić. Sierpień będzie dla mnie ciężkim miesiącem zarówno zawodowo jak i prywatnie, więc nie chcę niczego obiecywać. Dopiero w okolicach września powinnam trochę zwolnić, ale do tego czasu bardzo chciałabym jeszcze napisać ostatni rozdział "Mroku". Może się uda.
A teraz już nie przedłużam. Zapraszam do czytana i uprzedzam - mogą być błędy. Nie miałam czasu, aby to jeszcze sprawdzić. 



Bezpodstawne oskarżenia

Wpatrzył się w ekran telefonu, czując jak krew odpływa mu z twarzy, a głowę wypełnia panika. Bał się odebrać rozmowę, miał wrażenie, że chyba nie był na nią gotowy – a na pewno nie w tym momencie, kiedy chwilę temu z mieszkania cioci wyszedł Ryan i zostawił Mateusza samego. Puste ściany (teraz już) jego sypialni dobitnie przypominały mu, że jest setki kilometrów od swojego rodzinnego miasta, od Gdańska, z którego właśnie Patryk próbował nawiązać z nim wideorozmowę.
Kiedy jednak dotarło do niego, że zaczął już nawet rozważać przesunięcie czerwonej słuchawki, przeklął się w myślach. Wiedział jednak, że zobaczenie byłego chłopaka – jego wydatnych ust, dołeczków w policzkach, gdy się uśmiechał i tych rozbrajająco szczerych, brązowych oczu, z których niegdyś mógł wyczytać naprawdę wiele – będzie niczym ten owiany złą sławą gwóźdź do trumny.
Z dnia na dzień tęsknił coraz bardziej, a po wydarzeniach z wyjazdu integracyjnego tęsknił chyba jeszcze mocniej. Świadomość, że teoretycznie będzie dzielić ich tylko szybka smartfona, a praktycznie cały Atlantyk, wcale nie pomagała.

niedziela, 21 czerwca 2020

Rozdział 7. (God bless America)



Dzień dobroci dla zwierząt

– I jak zamierzacie się teraz wytłumaczyć?
Kto by pomyślał, że urocza, łagodna twarz Ashley może przybrać wyraz istnej chęci mordu? Już nie mówiąc o tonie głosu, który teraz jasno wskazywał, że nauczycielka najchętniej by ich tu i teraz wybiła.
Przesunął językiem po opuchniętej dolnej wardze, wyczuwając po jej lewej stronie nieprzyjemne pęknięcie – pamiątkę, jaką zostawił mu Cooper. Całe szczęście, sam też nosił na sobie ślady po pięściach Skibińskiego. Nabrzmiały policzek i mała ranka przy prawym łuku brwiowym wdzięczyła się na jego parszywej (no dobra, może nie do końca takiej parszywej – Blaine był całkiem przystojny) mordzie niczym oznaka Mateuszowego zwycięstwa. Patrzył na to z niemałą satysfakcją, choć przy Ash udawał skruchę – całkiem nieźle mu to wychodziło.
– Nie zamierzam się tłumaczyć – prychnął olewczo Blaine, odchylając się na krześle i wbijając wzrok w sufit.

czwartek, 11 czerwca 2020

Rozdział 6. (God bless America)


Na początku standardowo dziękuję za komentarze. Miło, że ktoś wciąż tu jeszcze jest (i że nie wszyscy uciekli na Wattpada). Blog to jednak kawał mojego życia, taki mój kącik w Internecie, więc już zawsze będę mieć do niego sentyment. :)
Rozdział jest dość długi, trochę się w nim zadzieje, więc mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Miłego czytania.

Mateusz ma przekichane

Patrzył na żółtego busa, samemu nie dowierzając własnym oczom. Nigdy nie sądził, że w wieku dwudziestu lat, kiedy to już dawno miał za sobą liceum, przyjdzie mu przejechać się TAKIM pojazdem.
Nie, żeby nigdy o tym nie marzył. Oglądając amerykańskie filmy zawsze czuł małe ukłucie zazdrości, na widok dzieciaków dojeżdżających do szkoły takimi autobusami. A teraz wreszcie miał okazję poczuć się jak pełnoprawny Amerykanin.
– Fajnie, co? – Usłyszał padające z boku pytanie, a kiedy zobaczył zachwyconą minę Min, miał ochotę parsknąć śmiechem.
– No.

sobota, 6 czerwca 2020

Rozdział 5. (God bless America)


Dzięki za komentarze :)

Tęsknota

Od kilku chwil próbował zrobić dobre zdjęcie zarówno Mostu Brooklyńskiego, jak i stojącej w oszklonym zadaszeniu drewnianej karuzeli. Zawsze jednak coś mu w tym ujęciu nie pasowało, to ktoś wszedł mu w kadr, to złe światło, a to jeszcze jakiś inny, wkurzający szczegół. Kiedy wreszcie po długiej batalii udało mu się wykonać satysfakcjonującą fotkę, poczuł, jak ktoś zachodzi go od tyłu i zakrywa mu oczy dłońmi.
Uśmiechnął się mimowolnie.

piątek, 29 maja 2020

Rozdział 4. (God bless America)


GBA zamiast Mroku, bo po prostu nie miałam w tym tygodniu czasu, aby napisać to drugie. Myślę jednak, że nie będziecie narzekać, bo ten rozdział jest dość przełomowy :).


Blaine Cooper


Długo wyczekiwany przez Mateusza dzień wreszcie nadszedł. Noc wcześniej nie mógł zmrużyć z ekscytacji oka, dzięki czemu nad ranem był ledwo żywy. Kiedy wszedł do kuchni, wypompowany z energii i przypominający cień samego siebie, Asia aż upuściła łyżkę z powrotem do miski pełnej swoich ukochanych płatków.
– A ciebie ktoś napadł, czy co?

poniedziałek, 25 maja 2020

Rozdział 3. (God bless America)

Ślicznie dziękuję za komentarze :) Z pewnością są motorem napędowym i tak wrzucam Wam trzeci rozdział, zaraz po tym, jak niedawno opublikowałam dwójkę. Ale mówiłam, że z moją cierpliwością może być różnie. :D
Miłego czytania! Dajcie znać, czy w ogóle zaczynacie czuć to opowiadanie :)

Williamsburg nocą


Leżał na kanapie, oglądając powtórkę jednego z tych amerykańskich programów rozrywkowych, których urywki widział jedynie na YouTube, zamieszczone tam głównie dla wyśmiania „głupich amerykanów”. Rzeczywiście, fabuła programu nie była zbyt mądra i zdecydowanie zbyt mocno naciągnięta, jednak o godzinie ósmej rano nie mógł narzekać. Jego mózg nie zdążył jeszcze wskoczyć na odpowiednie obroty, więc obejrzenie czegokolwiek bardziej ambitnego nie wchodziło teraz w grę.

sobota, 23 maja 2020

Rozdział 2. (God bless America)


Nieznajomy psychol


W swoim życiu zdarzało mu się już bywać na lotniskach, jednych mniejszych, drugich większych. Wiedział więc, w jaki sposób się na nich poruszać oraz co działo się przed i po odprawie. Jeszcze gdy wsiadał do samolotu w Warszawie wydawało mu się, że nie istniało nic, co mogłoby go zaskoczyć... Jak bardzo się mylił.
Lotnisko Johna Fitzgeralda Kennedy'ego w Nowym Jorku było spore, więc samo to mogło powodować u podróżnego dyskomfort, jednak dokładając też do tego całą masę kręcących się wszędzie ludzi, otrzymywało się mieszankę wybuchową. Samą odprawę paszportową przeszedł bez większych problemów, jednak te zaczęły się dopiero w momencie szukania miejsca odbioru bagażu. Miał wrażenie, że idzie za strzałkami w nieskończoność, jedne schody, później kilka ruchomych chodników, znów schody, aż wreszcie dotarł do odpowiedniej hali. Chwilę też pobłądził między stanowiskami, nim odnalazł to dedykowane jego lotowi. Odetchnął dopiero, gdy na taśmie pojawiła się jego olbrzymia granatowa walizka. Teraz już wiedział, że po przyjeździe do cioci będzie przynajmniej mógł zmienić bieliznę, bo bagaż dotarł do niego cały i w jednym kawałku. Na samą myśl o kąpieli aż się uśmiechnął do siebie, po czym złapał za swój walizkę i od razu skierował się ku wyjściu.

wtorek, 19 maja 2020

Rozdział 1. (God bless America)


No to zaczynamy. Jestem tym faktem szalenie podekscytowana, mam nadzieję, że polubicie Mateusza i jego spojrzenie na świat. 
Rozdziały postaram się dodawać raz w tygodniu, ale nie zamierzam się tego szczególnie mocno trzymać. Mogą być szybciej, mogą być troszkę później. Na razie mam napisanych kilka na zapas, ale ze mnie takie niecierpliwe stworzenie, że pewnie będę się musiała powstrzymywać przed częstymi publikacjami. ;)


Ameryko, nadchodzę

poniedziałek, 18 maja 2020

Wstęp (God bless America)


Witajcie.

Nim przejdziemy do nowego opowiadania, zdecydowałam się napisać kilka słów skąd w ogóle wziął się pomysł, gdyż jest to tekst dla mnie ważny i myślę, że warto wiedzieć, jakie były jego początki.
Miałam pisać go po mojej najważniejszej podróży życia – podróży poślubnej, ale w dobie wydarzeń dzisiejszego świata i zamkniętych granic, nie wiem, czy takowa się w ogóle odbędzie. To dla mnie ciężki temat, bo długo przygotowywaliśmy się do wyjazdu, który miał być spełnieniem marzeń i kropką nad „i" w naszych wyjazdowych wspomnieniach.

God bless America

Długo się zastanawiałam, czy startować z tym opowiadaniem, ale ostatnimi czasy piszę głównie je naprzemiennie z "Mrokiem", więc odpowiedź wydała się prosta. Zanim jednak opublikuję pierwszy rozdział, zapoznajcie się ze wstępem, znajdziecie go TUTAJ. Kilka słów ode mnie, skąd wziął się pomysł i dlaczego ten tekst jest tak ważny.

Ostrzeżenia: wulgaryzmy, przemoc, narkotyki, sceny erotyczne
Status: trwające
Gatunek: okruchy życia
Rok rozpoczęcia i zakończenia publikacji: 2020-?

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.