piątek, 7 sierpnia 2026
Wattpad
czwartek, 11 czerwca 2026
Część 8. (God bless this mess)
Monday, August 31, 8:03 a.m.
Poniedziałek rano przywitał mnie ostrym słońcem wdzierającym się przez niedokładnie zaciągnięte zasłony. Ledwo otworzyłem oczy, a dłoń odruchowo powędrowała w stronę telefonu. Zalogowałem się na portal studenta, łudząc się jeszcze, że to wszystko to tylko senny koszmar.
Wpisałem hasło, a system mielił dane przez wieczność. Zagryzłem w oczekiwaniu wargę i zaraz wypuściłem powietrze ze świstem, jakby ktoś przebił mi płuca.
Nic. Przywitał mnie biało-niebieski interfejs.
Wstałem i ubrałem się mechanicznie, bez udziału myśli. W łazience umyłem zęby, patrząc w lustro, jakby odbicie w nim należało do kogoś innego. A potem znów sięgnąłem po telefon.
Wciąż nic.
Część 7. (God bless this mess)
Sunday, August 30, 4:30 a.m.
Jarzeniówka pod sufitem brzęczała jednostajnie, wwiercając się prosto w mój umysł. Adrenalina i alkohol powoli odpuszczały, a w ich miejsce wpełzała lodowata świadomość tego, co się właściwie wydarzyło.
Wpatrywałem się w swoje dłonie. Nadgarstki wciąż pulsowały tępym bólem; za ciasne kajdanki zostawiły na skórze sine, piekące pręgi.
Będę miał co opowiadać Patrykowi, pomyślałem z wisielczym humorem, gdy pijany, śmierdzący moczem facet po raz kolejny zatoczył koło na środku celi, po czym dopadł do krat i zaczął wrzeszczeć, że jest głodny.
– I na chuj ci to było? – zapytał siedzący obok mnie Blaine. Odchylił się na metalowej ławce i oparł głowę o brudną ścianę.
Nie odpowiedziałem od razu. Sam zadawałem sobie to pytanie. Dlaczego nie mogłem, jak reszta, po prostu stać z boku? Patrzeć, a potem grzecznie dać się wylegitymować, ryzykując co najwyżej mandat za picie jako niepełnoletni? Zamiast tego gniłem w tej dziurze z bandą meneli.
Część 6. (God bless this mess)
Same day, 9:25 p.m.
– To tu – powiedziała Min-jin, zerkając na zmianę na mapę w telefonie i ceglasty budynek przed nami.
Graffiti na ścianach i odbijający się w nich ostry, niebieski, przekrzywiony neon „Loft 88” nie dodawały miejscu uroku. Lokal wyglądał jak typowa speluna, która lata świetności – o ile takie kiedykolwiek istniały – dawno miała za sobą. Miejsce, w którym nikt nie przejmował się standardami, dopóki alkohol był na tyle tani, by klejąca się podłoga przestawała komukolwiek przeszkadzać.
– Najwyraźniej – mruknął Kurt i pchnął ciężkie metalowe drzwi.
Uderzyła w nas fala dusznego, gęstego powietrza. Pachniało podrzędnym piwem, chlorem i czymś, co przypominało spalone kable.
poniedziałek, 18 maja 2026
Część 5. (Good bless this mess)
Friday, August 28, 8:57 a.m.
Blaine nie pojawił się na zajęciach od środowego zniknięcia, a rok już huczał od plotek, że Cooper się poddał. Nie komentowałem tego, ale trudno mi było uwierzyć, że ktoś, kto wygrał stanowy konkurs, odpuściłby po dwóch dniach.
Choć pewnie wielu by to ucieszyło.
– Są wszyscy? – zapytała Alice na piątkowych zajęciach, omiatając nas wzrokiem.
– Nie – odezwała się Tamara, a ja zdusiłem w sobie nagłą chęć wywrócenia oczami. – Blaine'a nie ma od wczoraj – powiedziała, jakby się z tego faktu cieszyła.
D'Nneiro wydęła wargi i zerknęła do notesu, z którym chyba nigdy się nie rozstawała.
– Niedobrze – skomentowała. – Matthew?
Wywołany znienacka poczułem, jak napinają się wszystkie mięśnie w moim ciele.
Mój banner: