poniedziałek, 20 lutego 2017

Rozdział 3. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Gówniarz wciąż się pisze. Na pewno nie wyrobię się z nim na jutro, więc będziecie musieli trochę poczekać. Ale na tę chwilę serwuję Wam kolejną porcję cukrzycy. Ja już się zasłodziłam.

Niesprawdzone

Oprawca kontra bohater

Nigdy nie przebierał się w szatni. Zabierał swój strój od wuefu, szedł do toalety, żeby tam zamknąć się w kabinie i będąc z daleka od prześmiewczych spojrzeń, móc w spokoju zmienić strój. Dopiero kiedy miał już na sobie biały T-shirt i czarne spodenki do ćwiczeń, szedł w stronę przebieralni, zostawiał rzeczy, a następnie z niechęcią wchodził na salę gimnastyczną.
Nienawidził wuefu. I wcale nie dlatego, że nauczyciel był psychofanem sportu, bo nie był. Pan Gackowski liczył już sobie sporo po pięćdziesiątce, a pod granatowym ortalionowym dresem hodował całkiem pokaźny brzuch. Nie wymagał od uczniów nie wiadomo jakich rzeczy – właściwie nie wymagał niczego, poza uczęszczaniem na lekcje. Teodor nawet go lubił, pomimo swojej niechęci do samego przedmiotu. Gdyby nie Rafał i jego świta, wszystko z pewnością wyglądałoby inaczej.
Jak zwykle po przyjściu na salę, ustawili się w rzędzie. W ich klasie było aż piętnastu chłopców, odliczyli po kolei. Brakowało czterech, Gackowski sprawdził obecność i – żadna niespodzianka – na rozgrzewkę kazał im pokonać kilka kółek dookoła sali.

wtorek, 14 lutego 2017

Rozdział 28. (Gówniarz)

Okej, przyznam - nie jest to najlepszy rozdział na walentynki. Powiem więcej, jak go wreszcie skończyłam i wysłałam becie, byłam tak zmęczona, że przez resztę dnia nawet nie chciałam myśleć o Gówniarzu. Tyle ile czasu poświęciłam tej części, to tylko ja i moja zbolała psychika wie. Przez cały tydzień po kilka godzin siadałam, poprawiałam, dopisywałam, zmieniałam. Z ostatecznej wersji, którą macie poniżej, jestem całkiem zadowolona. Ale naprawdę - nigdy więcej takiego wczuwania się w postacie.

Za betę dziękuję Ekucbbw. :) 

Pęka i rozpada się na kawałki

Ciapek był świetnym psem. I chociaż Filip całkiem lubił zwierzęta, to jakoś nigdy nie podzielał tego wszechobecnego rozckliwiania się nad czworonogami. Musiał jednak przyznać, że Ciapek był najlepszym psem, jakiego Maciej mógłby potrącić. Chociaż brzydki, chociaż zezowaty, z rzadką sierścią, kościstym zadkiem – i można tak wymieniać w nieskończoność – to zdecydowanie nadrabiał charakterem.

sobota, 11 lutego 2017

Rozdział 2. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

No to zanim kolejny rozdział Gówniarza, pozwolę sobie jeszcze odetchnąć. Gówniarz wciąż się pisze, nie jest to zbyt łatwy rozdział, bardzo się w niego wczuwam, więc cały dzień chodzę poddenerwowana. McDonald stanowi więc naprawdę miłą odmianę. :D Mam nadzieję, że dla Was również i że nie tylko ja czerpię przyjemność z jego pisania. ;) Dajcie znać, jak się Wam podoba i czy od czasu do czasu nie chcielibyście przeczytać ode mnie takich lekkich opowiadań. (Ale oczywiście sporadycznie, nie chciałabym się skupiać na samych fluffach, bo to też niezbyt dobre.) 

Betowała Ekucbbw.

Do trzech razy sztuka

Następnego dnia wchodząc do McDonalda, Teodor czuł się jak przestępca. Jakby robił coś zakazanego i godnego pohańbienia. Owinięty bordowym szalem po sam czubek nosa, stanął w kolejce do kasy, mając wrażenie, że zaraz się ugotuje. Niewielkie znaczenie miało tu nagrzane wnętrze restauracji w zestawieniu z jego grubym, wełnianym swetrem i puchową kurtką. Teodor po prostu się denerwował.
Dzisiaj zamówi kawę. Jedną, zwykłą, małą i najtańszą kawę, w końcu przelew z UJ-otu jeszcze do niego nie dotarł, dlatego jego portfel świecił żałosnymi pustkami. Przetrząsnął więc cały swój pokój, żeby odnaleźć zapodziane groszaki, którymi bynajmniej nie przejmował się na początku miesiąca.

czwartek, 9 lutego 2017

I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie

Ostrzeżenia: brak
Status: niezakończone
Gatunek: fluff, romans, obyczaj
Rok rozpoczęcia i zakończenia publikacji: luty 2017-?
Rating: +16

Teodor jest pulchnym, jąkającym się i zakompleksionym chłopcem; Andrzej chudym, bezczelnym i napuszonym cwaniaczkiem. Ich drogi na chwilę krzyżują się pod koniec gimnazjum, jednak ten krótki epizod całkowicie odmienia życie Teodora.
Po kilku latach Teodor, wracając z wykładów i mając jedynie kilka złotych w kieszeni (jak to na studenta przystało), postanawia zjeść obiad w McDonaldzie. Jakie będzie jego zdziwienie, gdy zza kasy popatrzy na niego para znajomych, niesamowicie niebieskich oczu, uświadamiając go, że Kraków to wcale nie tak wielkie miasto. Jedno jest jednak pewne – pytanie „a może frytki do tego?” nie ma szansy paść. McDonaldowy mundurek oraz czapeczka to i tak zbyt duża potwarz dla napompowanego dumą Andrzeja.

  

Spis rozdziałów:

Rozdział 1. Nie taki Kraków mały, jak go smogiem malują
Rozdział 2. Do trzech razy sztuka
Rozdział 3. Oprawca kontra bohater

wtorek, 7 lutego 2017

Rozdział 27. (Gówniarz)

Dziękuję wszystkim za komentarze! :) Ja rozpoczęłam już moje długo wyczekiwane ferie (o ile nie okaże się, że muszę wracać na poprawki), więc myślę, że teraz będę pisała trochę więcej niż dotychczas. Jak się uda, postaram się publikować dwa razy na tydzień, na przemian z McDonaldem

Sprawdzała Ekucbbw., której należą się ogromne podziękowania, bo zwaliłam jej na głowę dwa teksty. ;) 

Jak nie urok to sraczka

– Niedobrze mi.
Popatrzył na niego z przerażeniem i momentalnie zwolnił. Dokonując szybkiego rezonansu strat oraz zysków, błyskawicznie doszedł do wniosku, że lepiej zapaskudzić karoserię niż tapicerkę. Był więc gotów w każdej chwili wypchnąć głowę Filipa za okno.
Filip ni to czknął, ni to mu się odbiło. Naprawdę sporo wypił i nie trzeba być znawcą stanów poalkoholowych, aby dojść do takich wniosków.
Świetnie. Cudownie. Genialnie wręcz.

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.