poniedziałek, 24 lipca 2017

Rozdział 15. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Z lekkim opóźnieniem, ale jest. :) Ostatnio mam trochę mniej czasu niż normalnie, praca, dom i jeszcze życie towarzyskie (bo jakieś jednak wypadałoby mieć) ostatnio całkowicie mnie pochłania. Staram się pisać dodatek do Gówniarza, ale to też idzie jak po grudzie. Planowałam wydać go na początku lipca, ale jako że nawet nie jestem w połowie, premiera pewnie mocno się posunie w czasie.
Dodatkowo myślałam, żeby powoli zabierać się za nowy projekt... nie ma opcji, nie dałabym teraz rady. Musicie więc na razie nacieszyć się McDonaldem.

Niebetowane

Wyznania nad naleśnikami

Po kolacji wszyscy udali się do swoich pokoi, a następnie zaczęła się wielka batalia prysznicowa. Andrzej, jak to Andrzej, narzekał wszem i wobec na stare, stęchłe prysznice, na panujący tam brud i zapewne całą paletę odmian grzybów na podłodze. Teodor w tym momencie, chciał czy nie, musiał przyznać mu rację. Prysznice nie prezentowały się najlepiej ze swoimi zbutwiałymi kotarami, zarośniętą kamieniem armaturą oraz z niezbyt higienicznie prezentującymi się małymi płytkami tworzącymi brodzik, które zapewne przetrwały już niejedno pokolenie.

niedziela, 16 lipca 2017

Rozdział 14. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Ta-dam! Wyrobiłam się. Jakoś ostatnio całkiem nieźle mi to wychodzi.
Ślicznie dziękuję za taki odzew pod poprzednim rozdziałem. Jesteście niezrównani w motywowaniu mnie. :)

EDIT:
Wczoraj wypuszczono nową piosenkę Biersacka: https://www.youtube.com/watch?v=H3ckSpb5kNE Abstrahując już od tego, czy jest dobra, czy nie (można wyłączyć dźwięk, chociaż ja tam uwielbiam jego głos), miło sobie na niego popatrzyć i na te zmarszczone groźnie brwi (tak, jestem ich fanką). No, Teo, gust to ty masz. 

Niebetowane

Rano było tak dobrze

Teodor praktycznie nikogo nie znał. Kojarzył jedynie współlokatorkę Rafała, niską, pulchną dziewczynę, która kilkanaście dni temu otworzyła mu drzwi i wpuściła go do pokoju Rzepy. Gdzieś jeszcze kręcił się Boguś, przywitali się, pogadali nawet ze sobą chwilę, jednak już po chwili Bohdan zniknął gdzieś, zdradzając jeszcze Teodorowi, że podoba mu się któraż z obecnych tu dziewczyn. Teodor pożyczył mu powodzenia i to byłoby na tyle, więcej interakcji z imprezowiczami nie doświadczył, bo zamiast chodzić i się witać, został przykuty do kanapy. Mimo wszystko wcale nie czuł się obco, chociaż rzeczywiście otaczały go same nieznajome twarze.

niedziela, 9 lipca 2017

Rozdział 13. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Z trudem wyrobiłam się na dzisiaj , ale jest. Zaczęłam też pracę nad dodatkiem do Gówniarza i chociaż z początku miałam nadzieję, że nie przekroczy on paru rozdziałów, już zapowiada się na średniej długości opowiadanie. Z moich planów, że skończę je w sierpniu, raczej nici. No cóż, nie pierwsze, nie ostatnie opowiadanie, które mi się rozrosło. Idealny przykład takiego tekstu macie poniżej. ;)

Niebetowane


Zawalił na całej linii

Rozejrzał się po pokoju, usiłując jednocześnie zdusić w sobie obrzydzenie. Dwa metalowe łóżka – jedno zwykłe, drugie piętrowe – ułożone na nich białe, wykrochmalone pościele, mały (brudny) dywanik, zakrywający pozdzierane linoleum, ciężkie, szare od kurzu zasłony w drewnianych, wielokrotnie malowanych oknach. I ten zapach, unoszący się wszędzie, wdzierający się do umysłu, przez co Teodor był pewny, że już nigdy go nie zapomni – zapach stęchlizny i brudu pomieszanego z ostrą wonią detergentów. Tak właśnie prezentowała się ich sypialnia w ośrodku wczasowym pod Warszawą.

niedziela, 2 lipca 2017

Rozdział 12. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Niebetowane. Czujcie się ostrzeżeni, bo chyba takie będę Wam teraz wrzucać.  


Nocą wszystkie koty są czarne

Kostka całe szczęście nie była zwichnięta, więc jak się szybko okazało – Andrzej narobił dymu w recepcji o nic. Mimo wszystko gdyby nie on, siedzieliby pewnie parę godzin w poczekalni, a Teodor walczyłby z narastającym bólem. Co jak co, ale zawsze był dość wrażliwy na takie sprawy i odkąd pamiętał, źle znosił wszystko, co sprawiało dyskomfort fizyczny. Nawet siniaków nabawiał się zaskakująco łatwo, wystarczyło tylko, że lekko się uderzył, no i proszę, krwiak na pół kończyny. Wizytę w szpitalu wytrwał jednak całkiem dzielnie, ani przez moment nie narzekając, a gdy mógł wreszcie wrócić do mieszkania, odetchnął z ulgą.
– Skombinuję ci kule – powiedział Rafał poważnie, gdy już siedzieli w taksówce i jechali w stronę mieszkania Teodora.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rozdział 11. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Niebetowany, bo staram się dotrzymywać dawnej umowy publikowania raz na tydzień. Przy okazji też pomyślałam, że mogłabym Wam podlinkowywać piosenki, które towarzyszyły mi przy pisaniu rozdziału, może wzbogaci to jego klimat. Tak więc: jedenastka McDonalda sponsorowana jest przez Judah & The Lion - Suit and Jacket. ;)


 Andrzej Wroński, windykator, negocjator. Rafał Rzepa... tragarz?  

– Będę muzykiem – powiedział któregoś poniedziałkowego poranka Andrzej, kiedy usiedli w ławce, witani niezbyt entuzjastycznym spojrzeniem matematyczki. Nikt jej się jednak nie dziwił, cała ich klasa wyglądała jak ledwo żywa – w końcu była siódma trzydzieści. Kto normalny o siódmej trzydzieści wykazywałby się chociaż zalążkami energii i dobrego humoru?
Andrzej, oczywiście.
Bo Andrzej nie był normalny, co Teodor w trakcie trwania ich ponad półrocznej przyjaźni zdążył już zauważyć.
– C-co?

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.