czwartek, 31 sierpnia 2017

Rozdział 3. (Co z Oliwerem nie tak?)

Bardzo dobrze pisze mi się to opowiadanie. Aż żałuję, że czasu mam tak mało, bo gdy już siadam do laptopa, mam wrażenie, że rozdział powstaje sam. ;) Mam więc nadzieję, że tak jak mi dobrze się go pisało, tak Wam będzie się czytać.

Niebetowane

Randka

Nie chodzę na randki. Właściwie to chyba na żadnej jeszcze nie byłem, bo wyjścia do kina trzy lata temu niestety nie mogę uznać za randkę, chociaż wszystko na nią wskazywało. Jak się jednak okazało już w budynku Multikina, do którego musiałem jechać pół miasta w upale i śmierdzącym tramwaju bez klimatyzacji (nowoczesne Krakowiaki to zasługa ostatniego roku, wtedy jeszcze trzeba było się telepać w starych, śmierdzących tramwajach), randka była tylko wymysłem mojej wyobraźni. Tak naprawdę kolega – bo inaczej go nazwać nie mogę – nawet nie był gejem i nastawił się na kumpelski wypad do kina na najnowszych Avangersów. I, żeby tego było mało, zabrał ze sobą jeszcze swoją dziewczynę. Tak, miał dziewczynę. A więc nie dość, że moje nadzieje brutalnie roztrzaskały się o mur rzeczywistości, to jeszcze gościu, w którym zadurzyłem się po uszy, okazał się totalnym heterykiem. Nigdy nawet na mnie nie spojrzał z inną, bardziej mi sprzyjającą intencją. A ja jak głupi masturbowałem się po nocach do jego zdjęcia, zakochałem się i oczywiście źle odebrałem wszystkie znaki, jakie mi wysyłał... chociaż, chyba w ogóle niczego w moją stronę nie wysyłał. Był dość „ciepły” w obejściu, to fakt, ale jak widać nawet hetero może być ciepły.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Informacja

Trochę zastanawiałam się, czy pisać tę informację, czy może jednak nie zawracać ani sobie, ani Wam głowy. Doszłam jednak do wniosku, że będę spokojniejsza, kiedy o tym Was poinformuję.

Ostatnio piszę o wiele mniej niż kiedyś, co niestety wynika z mojego braku czasu. Wciąż jednak mam gdzieś z tyłu głowy, że ten jeden rozdział na tydzień musi być. Takie myśli bardzo mnie stresują, bo ostatnio jak napiszę te pięć stron w przeciągu siedmiu dni to jest wielki sukces. Pisanie ma być jednak przyjemnością, w szczególności, że już nie marzę o wielkiej karierze pisarki. ;) Teraz to moja ucieczka od rzeczywistości, a nie źródło zarobku. Dlatego nie chcę się zmuszać, na siłę wynajdywać w ciągu napiętego dnia chociażby tę jedną godzinę, w szczególności, że właśnie rozwijam się w zupełnie innym kierunku i to też zabiera mój czas, chęci, wenę.

Napiszę więc - kończymy z polityką rozdziału na tydzień. Rozdział będzie, kiedy będzie, wszystkiego jak zawsze dowiecie się przez Facebooka. Jeśli chodzi o kolejną publikację, coś tam mam już napisane, ale nie wiem czy wyrobię się na weekend. I właśnie tego chciałam uniknąć, bo lubię przestrzegać swoich wytycznych co do publikacji postów, a kiedy się spóźniam, czuję wyrzuty sumienia.

Kończę więc z tymi wytycznymi. ;) Myślę, że mnie zrozumiecie i nie będziecie zbytnio narzekać. Wciąż mam głowę pełną pomysłów, a ten blog jest dla mnie naprawdę bardzo ważny, nie ma mowy o porzuceniu go. Za długo już go prowadzę, gdyby nagle go zabrakło, powstałaby jedna wielka pustka.

Rozdział już niedługo, za parę dni - nie wiem dokładnie za ile. Jak napiszę to będzie i tego się trzymajmy. :) Wszystkie dodatkowe informacje znajdziecie u mnie na fanpejdżu. Tam powiadamiam o każdej publikacji.

Trzymajcie się i do napisania.

sobota, 19 sierpnia 2017

Rozdział 16. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Wiem, że trochę musieliście na ten rozdział poczekać, ale no tak wyszło. ;) Musiałam mocno się zmobilizować, żeby go napisać. W ramach przeprosin, rozdział odrobinę dłuższy niż inne rozdziały McDonalda. :) 

Niebetowane

Bez żadnego alkoholu, bez żadnej trawki

Rafał wrócił do mieszkania cały nabuzowany emocjami. Cud, że po drodze nie spowodował żadnego wypadku, bo naprawdę nie potrafił się na niczym skupić. Nie wiedział jednak na kogo był bardziej zły – na Andrzeja wykorzystującego Teodora, na Teodora żałośnie zapatrzonego w Andrzeja, czy na samego siebie, przejmującego się tym wszystkim, chociaż go to przecież nie dotyczyło. Teodor go nie dotyczył, nie raz już mu mówił, że nie chce zapominać o przeszłości.
I takie jego prawo, do cholery, pomyślał Rafał ze złością, kiedy rzucił swoją kurtkę na kanapę, żeby zaraz usiąść tuż obok niej. Wpatrzył się w ścianę, dobrze wiedząc, że długo nie wytrzyma w tym małym pokoju. Aż go nosiło, czym prędzej musiał więc wyładować na czymś swoją frustrację, a niestety karnet na siłownię skończył mu się parę tygodni temu. Nie odnawiał go, no bo i za co niby? Nie spał na kasie, ledwo wiązał koniec z końcem, a siłownia, jedna z nielicznych przyjemności w jego życiu, nie licząc muzyki, musiała zejść na dalszy plan.

piątek, 11 sierpnia 2017

Rozdział 2. (Co z Oliwerem nie tak?)

W następnym Mcdonald, obiecuję.

Sprawdzała Ekucbbw.

Dziwak za dziwakiem

Kolejny mój dzień na uczelni rozpoczynały ćwiczenia z filozofii. Całe szczęście, tym razem mogłem zostać w łóżku trochę dłużej niż wczoraj, więc kiedy szedłem na przystanek, nie nawiedzały mnie mordercze myśli w kierunku ludzi, których spotykałem. Co więcej – udało mi się w miarę wyspać, dlatego poranek (albo wczesne popołudnie, jak kto woli) mógłbym zaliczyć do udanych. Zamiast zniszczonej pięćdziesiątki dwójki, nadjechała pachnąca nowością osiemnastka, którą również mogłem dojechać na kampus. Zapowiadał się naprawdę dobry dzień.
„Na razie dopiero zacząłem studia” – odpisałem Łukaszowi, kiedy już znalazłem się w tramwaju i przycupnąłem na siedzeniu. Od wczorajszego wieczora rozmowa jako-tako nam się kleiła (a to nowość, nie? Rozmowa na Grindrze!) i ani razu jeszcze nie zeszła na tematy seksu. Tak po prostu gadaliśmy o życiu, o planach (których ja raczej nie miałem), o jego pracy, no i moich studiach. Nie miałem pojęcia, co z tego wyniknie, ale Łukasz wydawał się sympatyczny, więc postanowiłem pociągnąć to dalej.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Rozdział 1. (Co z Oliwerem nie tak?)

Jedna z moich czytelniczek, Interia, założyła bloga z opowiadaniem. Jeśli chcecie, zachęcam Was do odwiedzenia go i zostawienia śladu po sobie. Wsparcie komentarzami na pewno jej się przyda, bo początki zawsze są trudne. :)


 Niebetowane


 Zielone oczy, pączki z sieciówki i wystraszony Prezes, czyli pierwszy dzień na kulturoznawstwie

Poranek nie zwiastował zbyt przyjemnej pogody na resztę dnia. Ciężkie chmury, które zawisły nad Krakowem, stopniowo ustępowały jednak spozierającemu zza nich słońcu, aż wreszcie nieprzyjemna, szarobura aura odeszła w zapomnienie. Ludzie szybko zaczęli gotować się w wyciągniętych z dna szafy jesiennych płaszczach, bo oto na początku października znów zawitało lato.

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.