niedziela, 16 lipca 2017

Rozdział 14. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Ta-dam! Wyrobiłam się. Jakoś ostatnio całkiem nieźle mi to wychodzi.
Ślicznie dziękuję za taki odzew pod poprzednim rozdziałem. Jesteście niezrównani w motywowaniu mnie. :)

EDIT:
Wczoraj wypuszczono nową piosenkę Biersacka: https://www.youtube.com/watch?v=H3ckSpb5kNE Abstrahując już od tego, czy jest dobra, czy nie (można wyłączyć dźwięk, chociaż ja tam uwielbiam jego głos), miło sobie na niego popatrzyć i na te zmarszczone groźnie brwi (tak, jestem ich fanką). No, Teo, gust to ty masz. 

Niebetowane

Rano było tak dobrze

Teodor praktycznie nikogo nie znał. Kojarzył jedynie współlokatorkę Rafała, niską, pulchną dziewczynę, która kilkanaście dni temu otworzyła mu drzwi i wpuściła go do pokoju Rzepy. Gdzieś jeszcze kręcił się Boguś, przywitali się, pogadali nawet ze sobą chwilę, jednak już po chwili Bohdan zniknął gdzieś, zdradzając jeszcze Teodorowi, że podoba mu się któraż z obecnych tu dziewczyn. Teodor pożyczył mu powodzenia i to byłoby na tyle, więcej interakcji z imprezowiczami nie doświadczył, bo zamiast chodzić i się witać, został przykuty do kanapy. Mimo wszystko wcale nie czuł się obco, chociaż rzeczywiście otaczały go same nieznajome twarze.
– Masz, zrobiłem ci. Słabego, tak jak chciałeś. – Popatrzył na lekko pijanego Andrzeja, stojącego tuż przed nim z wyciągniętą dłonią.
– Dzięki – odpowiedział, odbierając biały, plastikowy kubek z drinkiem. – Długo chcesz siedzieć? – zagadnął. No bo on to by najchętniej wrócił już do mieszkania i zaległ w łóżku. Może nawet powtórzył co nieco z wczorajszej nocy...
Andrzej jednak wzruszył ramionami, żeby zaraz znowu wyciągnąć przed siebie rękę, tyle tylko, że już nie z zamiarem podania mu kubka. Nim Teodor zdążył się uchylić, Andrzej już czochrał mu włosy z szerokim uśmiechem.
– Wiem o czym myślisz – powiedział tylko, mrugnął jeszcze zawadiacko, po czym, jakby nigdy nic, odwrócił się i odszedł, zostawiając zawstydzonego Teodora na kanapie w pokoju współlokatorek Rafała.
Kamiński westchnął ciężko i popatrzył na ciemny płyn w kubku. Wódka z colą, obowiązkowy drink na każdej domówce, pomyślał, żeby po chwili pociągnąć solidnego łyka i zaraz się skrzywić. Andrzej chyba nie miał pojęcia, co to słaby drink.
– Aż tak kopie? – usłyszał znajomy głos. Popatrzył na bok, na Rafała siadającego tuż obok na kanapie.
– Trochę... masz, spróbuj. Słaby drink według Andrzeja – powiedział i podał mu kubek, postanawiając na moment zapomnieć o całej gimnazjalnej przeszłości i o swoim uprzedzeniu do Rafała. W końcu udało mu się przekroczyć magiczną granicę przyjaźni z Andrzejem, cała reszta przestawała już mieć znaczenie.
– No. – Rafał wcale się nie skrzywił, po spróbowaniu Andrzejowego specyfiku. – Niczego innego po nim nie można było się spodziewać – dodał i uśmiechnął się z rozbawieniem.
– Chyba tak. – Pokiwał głową i odebrał kubeczek, żeby zaraz zamilknąć ze skrępowaniem. Tak właściwie to nawet nie wiedział o czym rozmawiać z Rafałem. Jego obecność obok z jednej strony przytłaczała, ale z drugiej Teodor czuł osobliwą wdzięczność, że nie siedzi teraz sam. W końcu naprawdę nikogo tu nie znał.
– A to... – zaczął nagle Rafał. Teodor popatrzył na niego kątem oka i dopiero teraz dostrzegł jego zaczerwienioną od alkoholu twarz. Rzepa zdążył już coś wypić zanim tutaj z Andrzejem przyjechali. – Z Andrzejem. Na schodach...?
Teodor poczuł, jak robi mu się gorąco. Sam jednak nie wiedział dlaczego – przez zawstydzenie, czy może jednak złość? Bo co Rafała obchodziły jego stosunki z Andrzejem? Po co o nie wypytywał?
– Tu chyba nie ma co tłumaczyć – prychnął zły i dopił drinka do połowy. Już nawet się nie skrzywił, zbyt zajęty wyzywaniem wścibstwa Rzepy w myślach.
– Stało się coś między wami? – zapytał w końcu, przestając się motać.
– Najwyraźniej tak – odpowiedział, a w jego głosie pobrzmiewało zadowolenie. Zerknął na Rafała, na jego skonfundowany wyraz twarzy, przez który poczuł się jeszcze lepiej. Tak, całował się z Andrzejem. Tak, sprawy potoczyły się w dokładnie takim kierunku, jaki Teodor wymarzył sobie już parę lat temu. Wszystko się układało, a Rafał niech przestanie wtykać nos w nieswoje sprawy.
Rzepa nie odpowiedział jednak od razu. Zamilkł, obracając w dłoni swojego drinka i wpatrując się z zastanowieniem w jakiś punkt przed sobą.
– Uważaj lepiej – powiedział w końcu, tym jednym zdaniem doprowadzając Teodora do wrzenia ze złości.
– Niby na co? – fuknął, pewny, że Rafał chciał jakoś jemu i Andrzejowi zaszkodzić.
– Nie jestem głupi – mruknął. – Zauważyłem, że coś czujesz do Wrony. – Wzruszył ramionami, ale nim Teodor miał szansę wybuchnąć i coś mu odpyskować, zaraz dodał: – On jest dobrym kumplem. Pewnie tak na to wszystko nie patrzy, ale naprawdę w patowych sytuacjach można na niego liczyć. – Znów obrócił kubek w dłoniach, marszcząc mocno w zastanowieniu brwi, tak, że na jego czole pojawiło się kilka głębokich bruzd. Ani na moment jednak nie spojrzał na Teodora, jakby bojąc się konfrontacji z jego wzrokiem. – Ale myślę, że to nie jest dobry materiał na faceta. On... lubi zmiany.
– Ta? Mówi to ten, który lizał się z jakimś pierwszym lepszym i prowadził go do łóżka? – prychnął Teodor, w którym buzowało już poirytowanie słowami Rafała.
Rafał wzruszył ramionami.
– Każdy ma swoje potrzeby. – Wreszcie na niego spojrzał. Małe, świńskie oczka spotkały się z dużymi, niebieskimi oczami Teodora, teraz zasnutymi mgiełką zdenerwowania.
– Dokładnie. Każdy ma swoje potrzeby – prychnął Teodor, żałując, że nie może teraz z gracją wstać i odejść. W jego głowie on i Andrzej już po pierwszym seksie stali się parą. Był naiwnym romantykiem, ale zawsze marzył mu się stabilny, długoletni związek – wspólne mieszkanie, jakiś wspólny zwierzak, powroty z pracy i obiadki. Wiedział, że pewnie różnił się w swoim myśleniu od innych rówieśników, w szczególności od tych homoseksualnych, bo dzisiaj monogamia nie była modna. Modne za to było zaliczanie kogo popadnie, szukanie seksu na Fellow i Grindr, a później chwalenie się znajomym.
– Dobra. Nic już więcej nie mówię. – Rafał wzruszył ramionami. – W kuchni jest pizza, przynieść ci może kawałek? – zaproponował, zmieniając temat.
– Możesz – odpowiedział łaskawie Teodor.
– Jakiś sos? Mamy barbecue, czosnkowy i zwykły keczup.
– Keczup.
– Okej, to chwila – powiedział, wstał i odszedł, żeby po chwili wrócić do Teodora z dwoma kawałkami pizzy hawajskiej. Bez słowa znów usiadł tuż obok, jakby nie mając nic lepszego do roboty. Teodor jednak nie chciał już z nim rozmawiać, zajął się więc jedzeniem, a gdy skończył, stwierdził, że idzie do toalety.
– Pomogę – zaproponował zaraz Rafał, już zrywając się z kanapy.
– Nie, dzięki. – Skrzywił się. – Dojdę sam. – A później znajdę Andrzeja i namówię go na powrót.
Tak jak pomyślał, tak też zrobił. Wrońskiemu impreza nie przypadła do gustu, więc nie trzeba było nawet długo z nim debatować o powrocie. Pół godziny później Rafał już pomagał Teodorowi zejść ze schodów, a później wsadził go do taksówki.
– Poradzicie sobie później? – zapytał jeszcze.
– Mówiłem, że nie jestem kaleką – prychnął Teodor, przewracając oczami. Już chciał powiedzieć, żeby Rafał zamknął te drzwi, bo zimno, kiedy zobaczył jego minę. Jakąś taką zawiedzioną, smutną, a na dodatek lekko podchmieloną – zupełnie jak u skarconego, Bogu ducha winnego psiaka. Coś aż ścisnęło Teodora w piersi na ten widok, od razu też pomyślał, że może faktycznie przesadził dzisiaj z byciem niemiłym? – Poradzę sobie – zapewnił i ostatecznie nawet uśmiechnął się lekko. – Dzięki za wszystko.
– Jasne – odpowiedział Rafał, kiwnął głową i zatrzasnął drzwi. Patrzył jeszcze chwilę na Teodora przez szybę, aż wreszcie odwrócił się i zgarbiony ruszył w kierunku kamienicy.
Taksówka po chwili odjechała.

***

– Chujowe – orzekł Andrzej z miną znawcy. – Kraków lepszy. Jakbyśmy tam na wycieczkę pojechać nie mogli.
– Do Krakowa jeździ się na każdą wycieczkę klasową. Warszawa jest przynajmniej miłą odmianą – stwierdził Oskar, który w wielu kwestiach nie zgadzał się z Andrzejem i nie bał się tego wyrażać. Zdaniem Teodora był też w dziwny sposób znacznie doroślejszy niż cała reszta ich klasy – może właśnie dlatego nie robił sobie żartów z Kamińskiego, bo po prostu nie widział w tym niczego zabawnego?
– No ale spójrz na to. Pałac Kultury. – Prychnął z pogardą. – Przy Sukiennicach wygląda jak PRL-owsie gówno.
– M-ma s-swój u-urok – dodał cicho Teodor, cały blady na twarzy. Nie chciał nic mówić, że poobiedni spacer, na jaki zabrały ich wychowawczynie, okropnie go zmęczył. Nic zresztą dziwnego, przez cały dzień zjadł jedynie jabłko i to jeszcze niecałe.
– Chyba urok postkomunistycznego reżimu. Beznadziejna ta wycieczka, wyrzucona kasa w błoto.
– Mnie się podoba. – Oskar wzruszył ramionami, zatrzymał się jeszcze, cyknął zdjęcie aparatem cyfrowym, jaki zapewne pożyczyli mu rodzice, po czym pędem dołączył do wycieczki.
– Warszawka jest przereklamowana. Jak już wyprowadzę się od rodziców, na pewno zamieszkam w Krakowie – stwierdził Andrzej, a Teodor zerknął na niego uważnie. – A ty? – zapytał.
– J-ja?
– No przecież nie Oskar. – Przewrócił oczami.
Teodor wzruszył ramionami. Nie zastanawiał się jeszcze nad tym, chociaż mama czasem pytała, na jakie studia chciałby iść. Był jednak dopiero w gimnazjum, niedawno napisali testy na zakończenie trzyletniej nauki, teraz myślał o liceum, a nie o studiach.
– M-może b-być Kra-ków. – Kiwnął głową, zdając sobie sprawę, że gdyby Andrzej chciał jechać nawet na drugi kraniec Polski, do Gdańska, to i tak by z nim pojechał. Miasto, w którym miał studiować, niewiele go obchodziło.
– No i super – powiedział Andrzej uśmiechając się nagle szeroko. – Wynajmiemy razem mieszkanie, co ty na to? – zapytał, wlepiając w Teodora to swoje cholernie błękitne, ciekawskie spojrzenie, przyprawiające go o szybsze bicie serca. Zaczerwienił się i wiedząc, że nic nie będzie w stanie z siebie wydusić, kiwnął głową. – No to byle do końca szkoły. Może średnią też wybierzemy tą samą?
Teodorowi zakręciło się w głowie. Sam już nie wiedział, czy to przez rozpierające go od wewnątrz szczęście, że Andrzej nie chciał go opuszczać tak samo, jak Teodor nie chciał opuszczać Andrzeja, gdy w pewnym momencie zabrakło mu tchu. Słońce, pomimo później godziny, prażyło z nieba, tylko wywołując u Teodora silniejsze zawroty.
Nie wiedział kiedy, a zemdlał. Nim jednak odpłynął, zdążył zauważyć tylko przestraszoną minę Andrzeja.

***

Wrócili do mieszkania bez słowa, bo wspinaczka po schodach skutecznie ich wykończyła. Teodor musiał przyznać, że z Rafałem pokonanie nawet najbardziej stromych stopni przychodziło mu łatwo, przy Andrzeju już niestety nie miał tego komfortu. Andrzej mógł go przytrzymać, nieść kule, obejmować w pasie i starać się asekurować – ale to byłoby na tyle. Nie miał takiej siły jak Rafał, nie podniósłby go oraz nie zaniósł na piętro. Ostatecznie jednak udało im się jakoś dojść na górę. Teodor dokuśtykał z uniesioną nogą do pokoju, bo nie chciał się szamotać z kulami i budzić Bartka, a Andrzej poszedł za nim. Zrzucili z siebie kurtki, Teodor przysiadł na łóżku i zdjął buty. Kątem oka zerknął na Wrońskiego, ale wciąż milcząc, zabrał się za ściąganie ubrań.
– Przyniosę wodę, co? – zapytał szeptem Andrzej.
– Okej – odpowiedział równie cicho Teodor i kiedy Andrzej już wyszedł z pokoju, narzucił na siebie koszulkę z logiem Black veil Brides, w której zazwyczaj spał. Cały czas jednak czuł lekkie poddenerwowanie, z którym nie mógł sobie poradzić nawet ten mocny, Andrzejowy drink. Jak będzie wyglądać ta noc? Andrzej wróci do siebie na materac? Czy może wylądują tam razem? Albo tym razem zalegną w łóżku Teodora?
– Nalałem z kranu, ale ponoć można taką pić – powiedział, niosąc wielki kufel od piwa z wodą w środku.
– Ponoć – odpowiedział Teodor, zerkając ciągle na Andrzeja nerwowo.
– Rozmawiałeś z Rzepą – bardziej stwierdził, niż zapytał. Teodor uniósł brwi w zdziwieniu, nie spodziewając się teraz usłyszeć czegoś takiego od Andrzeja. Raczej nie myślał, że w nocy, kiedy mogliby robić ze sobą praktycznie wszystko, Andrzej zagada o Rzepę.
– No... rozmawiałem – przytaknął.
Andrzej odstawił kufel na biurku, zatrzymując swoje lekko pijane, ale jakieś takie zdeterminowane spojrzenie na Teodorze.
– O czym? – brzmiał poważnie, a ton jego głosu sugerował, że kłamstwo ze strony Teodora byłoby teraz niewskazane.
Serce momentalnie przyspieszyło swoje bicie w klatce piersiowej Teodora. Zwilżył usta, nie wiedząc dlaczego miał dziwne poczucie perwersji płynącej z tej sytuacji. Andrzej był naprawdę stanowczy, ale on, tak czy siak, mógł mu skłamać. Mógł nie powiedzieć mu prawdy, a w odwecie Andrzej mógłby coś mu zrobić... I, cholera, to coś mogłoby być przyjemne.
– Tak... po prostu – powiedział i wzruszył ramionami, wciągając nerwowo powietrze, kiedy Andrzej do niego podszedł.
– Mówił ci coś o mnie? – zapytał, nachylając się do Teodora i patrząc mu z bliska w oczy. O ile wcześniej serce Teodorowi łomotało mocno w piersi, o tyle teraz już chyba miało zamiar z niej uciec. Patrzył na niego, czując, że chyba zaczynają prowadzić jakąś dziwną grę.
– Może? – odpowiedział, odpowiadając na spojrzenie Andrzeja bez skrępowania. Zwilżył wargi, mając ogromną ochotę złapać Andrzeja za przód koszulki, przyciągnąć do siebie i mocno pocałować.
– Nie lubię kiedy się o mnie mówi za plecami – powiedział jeszcze Andrzej, chyba już rozumiejąc co takiego dzieje się w głowie Teodora. Uśmiechnął się w ten swój drapieżny sposób, kątem ust, zupełnie jak Andy Biersack widniejący na plakacie za jego plecami. Ale Andy teraz już naprawdę nie dorastał Andrzejowi do pięt. Teodor nawet przestał ich porównywać, miał w końcu swojego unikatowego Andrzeja Wrońskiego.
– Coś tam mówiliśmy – odparł cicho Teodor, oddychając głęboko. Miał wrażenie, jak atmosfera dookoła nich z każdą chwilą gęstnieje coraz bardziej. Wreszcie nie wytrzymał, złapał Andrzeja za koszulkę i pociągnął na siebie. Wylądowali na łóżku, całując się energicznie, błądząc dłońmi pod swoimi ubraniami.
– Nie gadaj już z nim o mnie – warknął w pewnym momencie Andrzej, kiedy na chwilę oderwał się od ust Teodora, żeby zaraz na ułamek sekundy znowu do nich powrócić. – Rozumiesz? – zapytał, ponownie przerywając pocałunek i patrząc na Teodora z mocą. – Nie wiem co ci on takiego nagadał, ale nie gadaj z nim.
Teodor na moment aż wstrzymał powietrze w płucach. Andrzej był zazdrosny?
– Ja... – Nie dokończył. Andrzej przyszpilił go do materaca, zaczynając szybko ściągać z niego ubrania.
A później już była tylko przyjemność. I szczęście, bo Andrzej naprawdę był zazdrosny o Rzepę, ale Teodor w tamtym momencie już nawet o nim nie myślał. Miał w końcu tuż obok siebie nagie, gorące ciało Andrzeja. Tyle mu wystarczyło.
Gdyby tylko Wroński zechciał dopuścić go jeszcze bliżej, Teodor z pewnością już postarałby się, żeby zawsze było im razem ze sobą dobrze. Ale może i to marzenie się spełni?

***

Poranek należał do jednych z najlepszych poranków w życiu Teodora. Możliwość obudzenia się tuż obok Andrzeja, w jego ramionach, przez co dosłownie wszędzie czuł jego charakterystyczny zapach drogeryjnych perfum pomieszanych z zapachem papierosów, była dla Kamińskiego jak utrafienie szóstki w totka – niemożliwa, kiedy o tym myślał przed całym zdarzeniem, ale gdy już się trafiła, okazała się spełnieniem największych marzeń. No i wciąż nie mógł w to uwierzyć, gdyby trafił tę cholerną szóstkę pewnie też by nie dowierzał.
– Co się wiercisz? – wyburczał sennie Andrzej, przebudzając się na moment. Teodor wlepił w niego szczęśliwe spojrzenie, uważnie badając wzrokiem bardzo jasną, gdzieniegdzie usłaną wągrami twarz, szczupły nos i wreszcie wąskie, teraz spierzchnięte usta. Niewiele myśląc pochylił się do nich i je pocałował.
Niech to się nie kończy. Nigdy. Niech tak będzie już zawsze.
Andrzej uchylił powieki, a uśmiech, którym obdarzył Teodora był najpiękniejszym uśmiechem, jakiego kiedykolwiek w życiu doświadczył. Teodor zawsze kochał Andrzeja, ale teraz, po tym wszystkim miał wrażenie, że tylko kocha go jeszcze bardziej... o ile to w ogóle możliwe.
– Hej – powiedział Andrzej, patrząc na niego z bliska zaspanymi oczami. Jego ochrypły głos wywołał u Teodora gęsią skórkę i przyjemny dreszcz przebiegający przez całe ciało.
– Hej – odpowiedział, nie ruszając się ani o centymetr.
Obaj zamarli w bezruchu, przez kilka chwil mierząc się dopiero co rozbudzonymi spojrzeniami. Niebieskie na błękitne, błękitne na niebieskie. Oddech przy oddechu – trochę nieświeże, no bo poranne, ale kto by się przejmował – a ciało przy ciele.
Teodor nie wiedział jak długo tak leżeli, ale był przekonany, że tyle wystarczyło, by całkowicie go roztopić od wewnątrz. Andrzej nie zachowywał się jak Andrzej, którego znali wszyscy. Teraz był Andrzejem Teodora. Na samą myśl miał wrażenie, że zaraz naprawdę się rozpłynie.
Nie za dużo tego dobrego jak na jeden poranek?
Andrzej wyciągnął rękę. Chuda dłoń powędrowała w stronę jego twarzy, zatrzymała się przy kąciku prawego oka. Szorstki palec strzepnął coś stamtąd, a spierzchnięte usta wygięły się w szeroki uśmiech, ucinający intymny moment, jaki zdążył powstać.
– Śpiocha miałeś – powiedział z lekkim rozbawieniem i wstał nagle, żeby zaraz przeciągnąć się na rozbudzenie. Kręgi kręgosłupa przesunęły się pod jasną, wyglądającą na niezwykle cienką skórą, a jakieś kości strzeliły głośno i boleśnie. – To co? Śniadanie? – zapytał, a Teodor, chociaż zawiedziony przerwaniem takiej chwili, nie mógł się nie uśmiechnąć.
– Nie ma nic w lodówce.
– Spoko. Może skoczę do Maca, co? Uwielbiam te ich oferty śniadaniowe.
Teodor wzruszył ramionami i spojrzał w dół, na swój brzuch. Czy mu się wydawało, czy był jakby większy?
– Ja nie chcę.
– No to postanowione. Czekaj, skoczę tylko i zaraz jestem. – Widok nagiego Andrzeja krzątającego się po pokoju był przezabawny, ale jednak Teodor chłonął go wzrokiem, chcąc zapamiętać każdy fragment jego chudego ciała. Każdy pieprzyk odbijający się na jasnej skórze, każdy ciemny włosek... nawet kształt lekko owłosionych pośladków wydawał się godny zapamiętania.
A co, jak sobie to wszystko ubzdurał? I jak za chwilę wszystko okaże się tylko głupim snem?
Potrząsnął głową. Nie. Andrzej tu był, spał z nim, przytulał i całował, a teraz na dodatek szedł po śniadanie.
To wszystko rzeczywiście miało miejsce.

***

Andrzej był jak kot – gdy już wyszedł, nigdy nie tłumaczył się dokąd idzie, a później potrafił nie wracać przez długie godziny, szlajając się Bóg jeden wiedział gdzie. Wracał kiedy chciał, zazwyczaj cholernie głodny, a kiedy obżarł już Teodora z jedzenia, zazwyczaj uważał że sama jego obecność wystarczy za podziękowanie. Zupełnie jak kot – taki czarny, chudy, może odrobinę wyliniały, ale wciąż młody i chętny do wałęsania się. Podrapie, gdy ma zły humor, a w innej chwili łaskawie pozwoli się pogłaskać. No i zwieje, kiedy tylko spuścisz go ze wzroku.
Teodor popatrzył na zegarek. Andrzej nie wracał, a przecież mówił, że idzie tylko do sklepu po coś słodkiego (taką już miał zasadę, że zawsze po obiedzie zapychał się jeszcze słodyczami). Minęły już jednak dwie godziny, a Andrzeja dalej nie było widać. Teodor wysłał mu jedną wiadomość – „żyjesz?” – i uznał, że tyle wystarczy. Dobrze znał już Andrzeja, wiedział, że takie zbytnie zawracanie mu głowy nie przyniesie żadnych pozytywnych skutków. Jeśli Andrzej chciał gdzieś pójść, no to szedł, nie bardzo przejmując się konsekwencjami.
Teodor nie mógł jednak pozbyć się przeczucia, że było za dobrze. Tak po prostu za dobrze, więc zaraz powinno coś pójść nie tak, żeby szara, zwykła rzeczywistość znów mogła wysunąć się na pierwszy plan i pochłonąć jego nudne życie.
Minęła godzina. Druga, a później trzecia. Telefon milczał, Teodor napisał drugiego SMS-a.
„Mogłeś chociaż powiedzieć, że gdzieś idziesz” – wysłał i zaraz pożałował, bo wiadomość brzmiała pretensjonalnie. Jakby był poirytowaną żoną, czekającą na powrót męża. Prawda była jednak taka, że Andrzej nie dawał mu żadnych deklaracji. To on sam stworzył sobie je w głowie myśląc, że teraz już wszystko pójdzie tak, jak to sobie kiedyś tam wymarzył.
On jest dobrym kumplem. Ale myślę, że to nie jest dobry materiał na faceta – jak na zawołanie przypomniał sobie słowa Rafała. Potrząsnął głową, wcale nie chcąc w nie wierzyć. Przecież rano było tak dobrze.
Andrzej jest jak kot. Powałęsa się i wróci, stwierdził ostatecznie i opadł ciężko na łóżko z „Opowieścią zimową” Szekspira w dłoni. Jak poinformowała go Natalia, musieli ją przeczytać już na następne zajęcia, na których chciał się zresztą pojawić.
Przynajmniej miał czym zająć myśli, dopóki Andrzej nie wróci ze swojej kociej tułaczki. Najgorsza jednak była frustracja, która z każdą minutą coraz bardziej narastała w Teodorze i utrudniała mu skupienie się na lekturze.
Bo co takiego Andrzej mógł teraz robić? Dlaczego po takim poranku po prostu wyszedł i nie wrócił?
Miał już Teodora dosyć?
Na zegarze pojawiła się godzina dwudziesta druga, a mieszkanie, nie licząc Bartka zamkniętego w swoim pokoju, wciąż świeciło pustkami. Niepokój wzrastał w Teodorze z każdym kolejnym kwadransem, podczas którego jego telefon milczał uparcie, nie dając znaku życia ze strony Andrzeja.
Rafał, w jego głowie pojawiła się kolejna myśl, może jest z Rafałem?
Nie zastanawiał się dłużej, złapał za telefon i od razu zadzwonił do Rzepy, nie bawiąc się już w żadne SMS-y. Chciał tylko dowiedzieć się, czy przypadkiem nie są na jakiejś imprezie... trzeci dzień pod rząd, jeżeli chodziło o Andrzeja, ale taki wynik wcale by Teodora nie zaszokował.
– Halo? – usłyszał zaspany głos Rafała. W tle nie usłyszał nic, cisza, żadnych odgłosów rozmów, muzyki, czy czegokolwiek, co potwierdziłoby domysły Teodora.
– Jesteś u siebie? – zapytał, żeby jeszcze się upewnić.
– No... tak. Jestem – odpowiedział ochryple, jakby jeszcze paręnaście sekund temu smacznie sobie spał, a telefon od Teodora mu to udaremnił.
– Sam?
Chwila ciszy. Kamiński nie miał pojęcia, że to pytanie zabrzmiało dziwnie.
– W sensie... pytasz, czy mam kogoś w łóżku? – odezwał się w końcu Rafał, a Teodor jak na zawołanie poczuł napływ gorąca. Był pewny, że właśnie zaczerwienił się po same koniuszki uszu ze wstydu... Momentalnie przed oczami pojawiła mu się scena w pokoju Rzepy, której był świadkiem. Nie wiedział dlaczego, ale oprócz zawstydzenia poczuł coś jeszcze... jakby złość? Nie, niedorzeczne. Miał przecież Andrzeja, dlaczego niby miałby być zazdrosny o Rafała? Niech sobie sprowadza kogo tam chce, pieprzy się z kim chce, łapie choroby jakie chce!
– N-nie! – Chciał powiedzieć to stanowczo, jednak głos mu się załamał, za co zaraz przeklął się w myślach. – Nie, jasne, że nie. Nie obchodzi mnie to – dodał dla jasności. – Chodzi mi o Andrzeja. Wyszedł gdzieś i już parę godzin go nie ma. Myślałem, że jest może z t-tobą – i znów mu się głos załamał. Jego umysł pozostawał nieubłagany, wciąż podsyłając mu wyobrażenia szerokich ramion Rzepy obejmujących jakiegoś obcego chłopaka.
– Teo, ja dopiero z pracy wróciłem – sapnął ciężko Rafał, a w słuchawce było słychać szelest, jakby rozmówca właśnie zmienił pozycję i jakby telefon otarł się o pościel. – Położyłem się spać może z pół godziny temu. Niektórzy muszą pracować, bo nie dostają darmowych noclegów i żarcia od znajomych – rzucił jeszcze wyjątkowo kąśliwie, ale Teodor postanowił nawet tego nie skomentować.
– To nie wiesz, gdzie jest Andrzej?
– Nie mam pojęcia. Pewnie gdzieś poleciał. Ktoś zadzwonił, a on stwierdził, że nie ma jeszcze dość alkoholu czy zielska. Mówiłem ci zresztą wczoraj – przypomniał, na co Teodor momentalnie pożałował, że w ogóle wykręcił numer Rzepy. Nie chciał już tego słuchać, nie chciał wierzyć, że to mogłaby być prawda. Przecież rano było tak dobrze.
– Dobra, mniejsza już – prychnął. – Sorry za pobudkę, cześć. – Nie poczekał na odpowiedź. Od razu się rozłączył i zerknął jeszcze na telefon.
Nie chciał wierzyć Rafałowi, który na pewno był zazdrosny i tylko dlatego tak gadał. Chciał Teodora zmanipulować, dlatego przedstawiał Andrzeja w jak najgorszym świetle, a Andrzej, chociaż może czasem nieodpowiedzialny, był przecież naprawdę dobrym kumplem. A skoro był dobrym kumplem, to partnerem również. Przecież Teodor zdążył już go trochę poznać z tej strony.
Poszedł się kąpać, a kiedy wrócił, Andrzeja wciąż nie było. Spróbował skupić się na lekturze, ale i to przychodziło mu z trudnością. Zaczął przeglądać Internet, jednak nawet tam nie potrafił odnaleźć swojego miejsca.
A nieprzyjemne uczucie uciskające mu klatkę piersiową, odbierające równomierny oddech, momentami nawet paraliżujące ciało, wcale nie ustępowało. Chociaż starał się być dobrej myśli, złe przeczucia go nie ustępowały.
Co, jeśli Rafał miał rację? I jeśli za bardzo idealizował sobie Andrzeja?  

18 komentarzy:

  1. No proszę, mądry chłopak, ale czy łatwo jest porzucić marzenia? A może jednak Andrzej nie jest taki jak sobie wyobrażał. Ale świńskie oczka Rafał mnie powaliły.:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Albo Andrzej poszedł w przysłowiowe 'tany', albo coś mu się stało. Mimo wszystko mam nadzieję, że olał Teo <3 i może chłopak przejrzy na oczy.
    Nie zdziwiłabym się, gdyby faktycznie Andrzej skakał z kwiatka na kwiatek, jak jest do tego okazja. Znaczy może i faktycznie lubi Teo, może mu na nim zależy, ale nadal jest TYM Andrzejem, który podchodzi lekko do wszystkiego. Możliwe, że do związków też. Chociaż hasło 'związek' chyba tutaj niezbyt pasuje, bo w sumie nigdzie nie określili swojej relacji. To całe 'zależy mi na tobie' ze strony Andrzeja może mieć całkiem inne znaczenie niż 'zależy mi na tobie' od Teo.
    :D
    Swoją drogą - czy możemy dostać jakieś przykładowe zdjęcie jak może wyglądać Rafał? Bo rzucenie tym hasłem w google powoduje taki rozrzut możliwości, że jest trochę ciężko z wyborem opcji, która pasuje do Rafała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trampku, ostatnio już nawet rozmawiałam o tym na Facebooku z jedną z czytelniczek. Rafała po prostu nie ma w Googlach. Szukałam go, ale natrafiałam na samych wymuskanych, przystojnych facetów, a Rafał taki po prostu nie jest. Ma bardzo ostrą urodę, nie można byłoby nazwać go ładnym ;)

      Usuń
    2. https://pbs.twimg.com/media/Cb2K16vW8AEh5SA.jpg

      Ja go widzę tak i nikt mnie nie przekona, że jest brzydszy :-)

      Usuń
    3. Haha, nie zapominajmy, że chłopcy mają po 22 lata :D

      Usuń
  3. Ojojoj same zazdrośniki z tych chłopaków 😉 Ciekawe czy ostrzeżenia Rafała znajdą odzwierciedlenie w rzeczywistości? Kurcze już sama nie wiem czego życzyć Teosiowi, bo z jednej strony Andrzej był takim jego marzeniem i fajnie jakby mogło się ono spełnić, ale jakoś nie mogę sobie wciąż wyobrazić Wrony w poważnym związku... Natomiast Rafał do związku jak najbardziej, ale czy jego wspólna przeszłość z Teo za bardzo ich nie dzieli? To miało być podobno lekkie opowiadanko 😆 hehe. Bardzo dziękuję i dużo weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dalej jestem w partii Rzepy (o ile on jakąś posiada). Niestety inaczej już patrzę na świat i nie wierzę w te wyidealizowane miłości z dzieciństwa. Rzepa to solidny mocny facet. A Endeju to chwiejna gałązka na wietrze. Jak mu zawieje tam poleci. Szkoda Teo ale lepszy szybki zimny prysznic na dzień dobry.
    Mam tylko taką jedną uwagę co do tej historii mianowicie strasznie dluza mi się perypetie z przeszłości względem obecnej akcji. W danej chwili tempo jest płynne natomiast odczuwam wrażenie, że przeszłość jest lekko na siłę wtracana i zaburza ten rytm z akcją obecną. Zabieg z przeszłością jest fajny ale lepiej było by naprawdę mocno się skupić na relacji tej trójki albo ją stopniowo eliminować. Mi jeśli chodzi o przeszłość to brakuje tylko obrazu Rzepy. Jakby on jest najważniejszy w tej całej historii bo ma największą problematykę i przechodzi przemianę.

    Pozdrawiam ślę wene i najlepszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagę, postaram się je trochę umiejętniej wklejać :)

      Usuń
  5. Boze mam nadzieje, ze nic nie zrobilas Andrzejowi bo sie poplacze !;(( Ja tak ciae na nich licze ale to sie chyba nie skonczy po mojej mysli :((

    OdpowiedzUsuń
  6. Zauważyłam ostatnio że komentarz mi się nie dodał :( ale tak to jest jak się korzysta z telefonu.

    Czyżby Teo sobie uświadamiał jaki jest naprawdę Andrzej hmmm
    Choć jeszcze różnie to może się potoczyć. Ale faktycznie gdzieś tam ciężko zaufać Andrzejowi, dlatego Rzepa wydaje się jakiś taki przychylniejszy mimo dawnego gnębienia...
    Oczywiście mogłabym czytać dalej i dalej, a tu już koniec rozdziału :D
    Jednak ogromnie doceniam, rozdziały są co tydzień :D jakie to miłe uczucie tak wejść i zobaczyć że już jest :DDD

    Pozdrawiam ciepło,
    Elda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzedni komentarz wylądował w spamie (blogger ma dziwną politykę). Już go stamtąd wyciągnęłam :)
      Muszę przyznać, że rozdziały McDonalda są krótsze niż Gówniarza, więc może dlatego tak szybko ten koniec rozdziału. :D Nic z tym jednak nie zrobię, zawsze piszę rozdziały takie, jakie powinny być jeśli chodzi o wydarzenia. Uważam że nie ma co wciskać więcej na siłę. :)

      Dziękuję ślicznie za komentarz!

      Usuń
  7. A może Andrzej ma swoje "drugie dno" i jak Teo je odkryje za pozwoleniem to związek będzie jak ta lala i Andrzej juz bawizyciem nie będzie? :p

    OdpowiedzUsuń
  8. Za każdym razem, gdy czytam o małych, świńskich oczkach Rafała, mam ochotę zobaczyć, jak on wygląda w twojej głowie. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią bym Wam go pokazała, gdybym mogła :D

      Usuń
  9. Jestem ciekawa, jak to się stało, że kontakt Teo i Andrzeja urwał się na tyle lat. Razem planowali przyszłość i wspólną kontynuację nauki, a jednak dopiero po kilku latach od gimnazjum się spotkali. Druga sprawa, która nie daje mi spokoju to sytuacja młodego Rzepy – co się wówczas działo u niego, że musiał wyładowywać swoje frustracje na biednym, zakompleksionym koledze? Czy to wiązało się z jakąś trudną sytuacją rodzinną czy z jego odkryciem, że jednak podobają mu się koledzy zamiast koleżanek? Dzieci w gimnazjum są okropne i zachowują się różnie, chcąc komuś zaimponować czy po prostu jakoś odreagować stres, dlatego tak bardzo ciekawi mnie co działo się wówczas w głowie Rafała. Mam nadzieje, że sobie z Teo wytłumaczą pewne sprawy związane z ich wspólną przeszłością.

    Podobała mi się niezręczna rozmowa podczas imprezy oraz sytuacja przy taksówce – Teo i Rafał mają się ku sobie albo chociaż ich relacje zaczynają się lekko poprawiać i zmieniać tor.

    Zgadzam się z Rafałem, co do jego opinii o Andrzeju i na pewno patrzy bardziej trzeźwym okiem na jego osobę. Przykro mi na myśl, że Teo może skończyć ze złamanym sercem, ale za bardzo idealizuje Andrzeja. W tej sytuacji najlepszym wyjściem byłaby szczera rozmowa. Dobrze by było, gdyby Teo się przemógł i wprost zapytał go, na czym stoją.Chciałabym, żeby pozostali dobrymi przyjaciółmi - szkoda mi Andrzeja całkowicie skreślać.

    Czyżby Andrzej bał się konfrontacji, dlatego jeszcze nie wrócił do domu?

    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Twoje pytania przyjdzie jeszcze czas, żeby odpowiedzieć. :) Opowiadanie jest dopiero w swoim rozkwicie, jeszcze parę rozdziałów, żeby je zakończyć, więc na pewno wszystko się wyjaśni.

      Dziękuję ślicznie za długi komentarz!

      Usuń
  10. było by nawet śmiesznie gdy by tak że we trójkę beą

    OdpowiedzUsuń
  11. tylko dwa takie opowiadania trzytała ale o wilkołakach anie o narmalnym trójkaciku w zwiazku

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy nadesłany komentarz!

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.