niedziela, 9 lipca 2017

Rozdział 13. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Z trudem wyrobiłam się na dzisiaj , ale jest. Zaczęłam też pracę nad dodatkiem do Gówniarza i chociaż z początku miałam nadzieję, że nie przekroczy on paru rozdziałów, już zapowiada się na średniej długości opowiadanie. Z moich planów, że skończę je w sierpniu, raczej nici. No cóż, nie pierwsze, nie ostatnie opowiadanie, które mi się rozrosło. Idealny przykład takiego tekstu macie poniżej. ;)

Niebetowane


Zawalił na całej linii

Rozejrzał się po pokoju, usiłując jednocześnie zdusić w sobie obrzydzenie. Dwa metalowe łóżka – jedno zwykłe, drugie piętrowe – ułożone na nich białe, wykrochmalone pościele, mały (brudny) dywanik, zakrywający pozdzierane linoleum, ciężkie, szare od kurzu zasłony w drewnianych, wielokrotnie malowanych oknach. I ten zapach, unoszący się wszędzie, wdzierający się do umysłu, przez co Teodor był pewny, że już nigdy go nie zapomni – zapach stęchlizny i brudu pomieszanego z ostrą wonią detergentów. Tak właśnie prezentowała się ich sypialnia w ośrodku wczasowym pod Warszawą.
– Ja pierdolę – sapnął Andrzej, idealnie podsumowując wszystkie myśli, jakie do tej pory zebrały się w głowie Teodora. – No to, kurwa, będzie zabawa – dodał wulgarnie, wchodząc do pokoju, żeby zaraz podejść do łóżka piętrowego i rzucić swoją torbę na górny materac. – Dobrze, że to tylko jedna noc. Chyba jakiejś grzybicy czy innego świerzbu nie dostaniemy w pakiecie, co?
– Bez przesady – zamruczał pod nosem Oskar, bez wahania podchodząc do zwykłego łóżka ustanowionego pod oknem. Nawet nie spojrzał na posłanie pod wybraną przez Andrzeja pryczą, jakby już od samego początku zakładając, że dokładnie tam będzie chciał spać Teodor. Od września ubiegłego roku ta dwójka była nierozłączna; Andrzej raczej z nikim nie rozmawiał – bo nie chciał, Teodor z kolei nie palił się do nawiązywania kontaktów przez swoją wadę wymowy. Oskar miał świadomość, że był tu tylko na doczepkę – pokoje były trzy i czteroosobowe, ktoś musiał zapełnić lukę.
– No spójrz na ten dywan – sapnął Andrzej, patrząc z obrzydzeniem na okrągły, wyraźnie nieodkurzany od dawien dawna chodniczek. – Jezu, tu chyba jest czyjś paznokieć. – Aż cofnął się o krok z obrzydzeniem. – Zaraz to nagram i wyślę matce. Niech wie, na jakie męki mnie posłała – dodał jeszcze i zaraz odwrócił się do swojego plecaka po telefon.
Teodor, chociaż równie obrzydzony tym wszystkim, nie wykazywał żadnych odznak niechęci. Jakby nigdy nic odłożył swoją torbę na łóżko, żeby zaraz usiąść na twardym, bardzo niewygodnym materacu i niemal od razu poczuć, jak jakaś sprężyna wbija mu się w tyłek. Naprawdę cieszył się, że to tylko jedna noc.
– Zaraz obiad, nie? – zapytał Oskar, grzebiąc w swojej torbie. Teodor popatrzył na kolegę w milczeniu. Całkiem go lubił – albo raczej nie miał żadnych powodów, żeby go nie lubić. Oskar również trzymał się na uboczu, był osobą, którą każdy darzył sympatią, ale o której niczego szczególnego nie dało się powiedzieć. Ot, miły, pomocny, uśmiechnięty, niemieszający się w klasowe spory, stojący na uboczu i nikomu nieprzeszkadzający chłopak.
– Tak szczerze, to trochę brzydzi mnie jedzenie tutaj – wtrącił Andrzej, krzywiąc się jeszcze bardziej.
– Może nie będzie tak źle.
– Jeżeli kuchnia wygląda tak jak ten pokój, to dzięki, ale nie.
Teodor uśmiechnął się mimowolnie. Andrzej nawet na szkolnej wycieczce nie zapomniał o swojej Andrzejowatości w pełnej krasie. Zabawne jednak, że chociaż w swoim pokoju sam miał nieziemski syf, to tutaj wszystko go obruszało.
– Zejdźmy już na dół, co? – zaproponował Oskar, podnosząc się ze swojego łóżka.
– Na samą myśl mi niedobrze – wtrącił jeszcze Andrzej, co Teodor skwitował kolejnym rozbawionym uśmiechem. Idąc za przykładem Oskara, podniósł się na równe nogi (chyba odrobinę za szybko) i w ostatniej chwili aż złapał się metalowej drabinki łóżka, żeby nie runąć twarzą na podłogę. W głowie momentalnie mu pociemniało, a przez całe ciało przebiegł dziwny impuls, odbierający mu na ułamek sekundy świadomość.
– Teo? – Nie minęła chwila, a Andrzej już przy nim był.
– O-okej. – Zamrugał kilkakrotnie, chcąc odzyskać niezmącony niczym obraz widzenia. – P-po prostu z-za szy-bko w-ws-wstałem – wyjąkał, wymuszając uspokajający uśmiech, ale kiedy dostrzegł zaalarmowane, przestraszone spojrzenie Andrzeja, przyjemne ciepłe uczucie rozgorzało w jego piersi.
– Na pewno? Strasznie blady jesteś.
– Na pe-wno. – Potwierdził to jeszcze stanowczym kiwnięciem głową, a Andrzej zamruczał coś pod nosem w stylu „no dobra” i odpuścił. Teodor słowem nie dodał, że było mu trochę słabo i że to zapewne przez niejedzenie. Ostatni posiłek pochłonął (dosłownie pochłonął, zjadł pół wielkiej pizzy w niecałe pięć minut!) wczoraj – a przez wyrzuty sumienia nie był w stanie nic innego dzisiaj zjeść. Nic mu się przecież nie stanie, jak się trochę przegłodzi, prawda? Musiał schudnąć, bo przy Andrzeju wyglądał komicznie. A jak już schudnie, to może... może Andrzej wreszcie go zauważy? Obojętnie jak głupie by to nie było, w końcu obaj byli chłopcami, miał nadzieję, że w jakiś magiczny, całkowicie nielogiczny sposób Andrzej zwróci na niego uwagę. Teodor tylko jeszcze nie wiedział, o jaką dokładnie uwagę mu chodziło.

***

Pierwszy obudził się Teodor – przez całą noc robił to praktycznie co godzinę. Przez te wszystkie emocje, które kłębiły mu się w głowie, nie mógł zapaść w głęboki sen, więc reagował na każdy najdrobniejszy szmer, czy ruch Andrzeja śpiącego tuż obok. Wreszcie jednak niebo za oknem najpierw zaczęło szarzeć, a później już na dobre nastąpił dzień, co Teodor przyjął z ulgą. Nie wytrzymałby więcej tej niepewności i oczekiwania, chciał wreszcie skonfrontować wydarzenia z poprzedniej nocy i dowiedzieć się, co to tak naprawdę znaczyło dla Andrzeja. No chyba, że Andrzej jak zwykle postanowi o wszystkim zapomnieć – również bardzo możliwa opcja.
Patrzył, jak śpiący tuż obok Andrzej się wybudza. Jak marszczy najpierw swój wąski, lekko zadarty nos, żeby po chwili uchylić zaspane powieki, zamrugać i ziewnąć rozdarcie. W tym momencie Teodora ogarnęła nagła panika. Chociaż całą noc układał sobie w głowie różne koncepcje i wizje poranka, wszystkie nagle wyparowały, zostawiając jedną wielką pustkę. Nie wiedział jak zacząć rozmowę, w jaki sposób zapytać, żeby tym razem Andrzej się nie wykręcił. Pierwszy raz był w takiej sytuacji, kiedy tak bardzo zależało mu, żeby druga osoba go nie odepchnęła.
– Już nie śpisz? – zapytał Andrzej spokojnym, ale bardzo ochrypniętym od snu głosem, który sprawił, że po plecach Teodora przebiegły dreszcze podniecenia. Głos Andrzeja generalnie był seksowny, ale głos Andrzeja zaraz po przebudzeniu nie miał sobie równych.
– No nie – odpowiedział i wpatrzył się w niego z wyczekiwaniem. Może sam zacznie? Może coś powie, jak zauważy, że są nadzy?
Andrzej, ku rozpaczy Teodora, nie wydawał się tym zbytnio przejęty. Zdawał się całkowicie zignorować fakt, że właśnie leżą na jednym materacu, pod jedną kołdrą i to jeszcze na dodatek bez ubrań. Jakby nigdy nic podniósł się do siadu i rozejrzał po mieszkaniu. Jego wzrok przesunął się szybko po niechlujnie porozrzucanych ciuchach, które wczoraj z siebie zrzucali, ale nie zainteresował się nimi. Andrzej czegoś szukał i wcale tu nie chodziło o dowody wczorajszego seksu.
– Kurwa, pić – oznajmił w końcu.
– Na biurku stoi butelka wody – wymruczał Teodor z zawiedzeniem i nagle poczuł, jak zaszkliły mu się oczy. Zamknął je szybko, nie chcąc dać niczego po sobie poznać, ale nie mógł ukryć, że było mu przykro. Tak najzwyczajniej w świecie przykro, że po raz kolejny coś bardzo ważnego dla niego, zostało przez drugą stronę przyjęte z obojętnością. Jakby nigdy się nie zdarzyło.
Andrzej wstał i podszedł do biurka. Złapał za butelkę i w kliku łapczywych haustach opróżnił ją do połowy. Dopiero gdy się od niej oderwał, odetchnął z ulgą i już chciał rzucić jakiś komentarz o Saharze w ustach, kiedy spojrzał na Teodora, zakrytego kołdrą praktycznie po sam nos, tępo wpatrującego się w jakiś punkt przed sobą.
Oczywiście, że Andrzej pamiętał, co robili w nocy. Musiałby chyba doświadczyć lobotomii, żeby nie pamiętać. I chociaż był niesamowicie pijany, nie mógłby zwalić wszystkiego na swoją nietrzeźwość – chciał Teodora, ale bał się konsekwencji. Nigdy ich nie lubił, dlatego prowadził życie lekkoducha i omijał problemy szerokim łukiem, a teraz jedna z tych konsekwencji leżała obok bliska płaczu.
Andrzej odetchnął ciężko. Chyba tym razem nie będzie mógł zrobić uniku, musi wreszcie jakoś skonfrontować się z rzeczywistością, czego normalnie dla nikogo innego by nie zrobił. Ale tu chodziło o Teodora, Andrzej naprawdę bardzo go lubił i już za czasów gimnazjum odkrył, że łatwo było go zranić. Teodor wszystko brał do siebie, zupełnie odwrotnie od Andrzeja, który lubił wzruszać ramionami, wymijać przeszkodę, jakby nigdy jej tam nie było oraz iść dalej.
Odstawił butelkę i jeszcze nie do końca pewny, jak to wszystko rozegra, w dwóch krokach podszedł do materaca. Kucnął, a zaalarmowany ruchem Teodor popatrzył na niego nieco zaszklonym wzrokiem. Andrzej na ułamek sekundy aż wstrzymał powietrze, bo Teodor z roztrzepanymi włosami i z łzami w niebieskich oczach był widokiem, który na długo go już chyba nie opuści.
– S-sorry, chyba się przeziębiłem – powiedział szybko Teodor, podnosząc się do siadu i usiłując jakoś wytłumaczyć swój stan. Andrzej już jednak go nie słuchał. Przyciągnął go do siebie stanowczo i tak po prostu pocałował, nie bacząc na ich nieświeże po śnie oddechy. Teodor sapnął z zaskoczeniem i już miał odpowiedzieć, kiedy w głowie zapaliła mu się ostrzegawcza lampka. Jeżeli znów wylądują w łóżku, wszystko potoczy się jak zawsze – Andrzej uda, że sprawy nigdy nie było, a Teodor będzie się zmagać z milionem nieprzyjemnych myśli. To wystarczyło, żeby otrzeźwiał, chociaż Andrzej całował naprawdę nieziemsko. Momentalnie odepchnął go od siebie i popatrzył na niego ze zmarszczonymi groźnie brwiami.
– Będziemy się pieprzyć i co dalej? – warknął zupełnie nie pasującym do niego, groźnym i stanowczym tonem, który zaskoczył nawet Andrzeja. Wroński zamrugał, patrząc na Teodora ze zdziwieniem, żeby po chwili odetchnąć ciężko. To była ta chwila, w której nie omijał problemu, tylko stawiał mu czoła. Cholernie irytujące.
– Wczoraj było zajebiście – mruknął, naprawdę nie wiedząc, jak się do tego zabrać. Podrapał się w bok głowy, chyba po raz pierwszy w życiu tak się denerwując. Nawet nie wiedział od czego zacząć. – Byłem pijany, ale wiedziałem co robię i...
Teodor na ten widok zamrugał zaskoczony, bo zakłopotany Andrzej był tak rzadkim zjawiskiem, że aż na wyginięciu. W końcu zawsze wiedział, jak odnaleźć się w każdej sytuacji, a teraz nawet nie potrafił dobrać odpowiednich słów.
– Teo, cholera – sapnął ciężko, patrząc wreszcie prosto na zdezorientowanego Teodora. – Zależy mi na tobie, okej? – zapytał i tylko tyle wystarczyło, żeby serce w piersi Kamińskiego zaczęło bić jak szalone. – I właśnie to mnie trochę przeraża, bo wiem, czego potrzebujesz, a ja tego na pewno ci nie dam.
Teodor uniósł brwi, ale przez poprzednie wyznanie Andrzeja nie potrafił już myśleć trzeźwo. Andrzejowi na nim zależało! Rany boskie, powiedział to! Teraz mógłby się świat walić i palić, a jego w zupełności by to nie obeszło, bo – cholera – Andrzejowi na nim zależało!
– A czego potrzebuję? – zapytał, chociaż myślami był już zupełnie gdzie indziej.
– Stabilności.
– Naprawdę ci na mnie zależy? – pominął wszystkie inne kwestie, o których wspomniał Andrzej. Patrzył na niego jak dziecko, które dostało wymarzony od dawna prezent i dopytywało rodziców, czy to na pewno było przeznaczone dla niego. Nic innego się nie liczyło, wszystko, co nie było wyznaniem Andrzeja, przestało mieć znaczenie.
– Tak, Teo, tak – sapnął Andrzej ze zniecierpliwieniem, przeczesując nerwowo włosy. – Nie chciałem do tego doprowadzić, przepraszam. Pod pewnymi względami się różnimy, ty szukasz kogoś pewnego, a ja...
Teodor nie wytrzymał. Nie słuchał. Wszystkie jego marzenia w końcu się spełniły – spał z Andrzejem, a później jeszcze usłyszał takie słowa. Nie czekając na nic, wychylił się i pocałował Wrońskiego mocno w usta, chcąc mu przekazać, że jemu również na nim zależało. Ale Andrzej nie był głupi, wiedział o tym doskonale – jak nikt potrafił odczytywać sygnały wysyłane od innych ludzi, a Teodor był niesamowicie łatwy do odczytania. Nie zmieniało to jednak faktu, że Andrzej sam nie mógł czasem trzymać łap przy sobie, Teodor miał w sobie to coś, co go przyciągało, nie pozwalało odepchnąć, chociaż wiedział, że robi źle.
Odpowiedział na pocałunek – bo jak miałby nie odpowiedzieć, kiedy Teodor obejmował go tak mocno, jakby nigdy nie chciał puścić? Całował zażarcie, ocierał się o niego swoim nagim ciałem, a Andrzej przecież nie był robotem! Jak mógłby to wszystko zignorować?
Nawet nie wiedział kiedy, a znowu znaleźli się na materacu. I chociaż było mu w tamtej chwili nieziemsko (pomimo lekkiego kaca), czuł, że zjebał. Zawalił na całej linii.

***

Teodor popatrzył na misę pełną rosołu i chociaż nigdy specjalnie nie przepadał za tą zupą, teraz jego żołądek na sam zapach potrawy odpowiadał bolesnymi skurczami. Gdyby tylko mógł, zjadłby chyba wszystko i właśnie dlatego nie chciał jeść nic.
– Obrzydliwe – zamruczał Andrzej, mieszając chochlą i patrząc ze wstrętem na zupę z wielkimi kołami tłuszczu unoszącymi się na powierzchni.
– Oj, już nie gadaj – zbył go szybko Oskar i sam sięgnął po chochlę, żeby nalać sobie zupy. – Jestem tak głodny, że wszystko mi jedno.
Teodorowi też było wszystko jedno, naprawdę zjadłby tę zupę, a później pochłonął jeszcze drugie danie, ale w jego głowie pojawiła się nagle wizja, jak może niedługo wyglądać z kolejnymi ponadprogramowymi kilogramami. Chciał schudnąć i to jak najszybciej, a jedząc taki tłusty rosół na pewno nie przybliżyłby się do osiągnięcia swojego celu.
– Obleśne – skwitował jeszcze Andrzej i popatrzył na Teodora. – Ty też nie jesz? – zapytał, na co Teodor zaraz pokręcił głową.
– O-obleśne – powtórzył za nim i wzruszył ramionami.
– Zjadłbym jakąś zapiekankę. O! Albo takiego hamburgera z Maca. – Westchnął ciężko, patrząc jeszcze z obrzydzeniem na misę zupy. – Mogliby nam dać jakiś wybór, a nie wciskają nam zupy, w których nie wiadomo co pływa – narzekał dalej, na co Teodor uśmiechnął się pod nosem i kątem oka rozejrzał po zapełnionej stołówce. Jedni jedli zupę i niczego nie komentowali, a inni, tak jak Andrzej, siedzieli niezadowoleni. Nikt więc nie zauważył Teodora migającego się od posiłku. Dopiero jednak kiedy przyszła kolej na drugie danie, zdał sobie sprawę, że coś tam musi zjeść, bo sznycel, ziemniaczki i surówka wyglądały całkiem apetycznie. Kiedy więc wrócił na swoje miejsce z zapełnionym talerzem odebranym od kucharki i zobaczył Andrzeja pochłaniającego mięso, wiedział już, że powinien trochę poudawać. Pogrzebać widelcem, poprzewracać ziemniaki, ewentualnie zjeść surówkę... no i może trochę mięsa? Od mięsa przecież nic mu się nie stanie, prawda?
Zajął miejsce przy stole i już miał zabierać się za jedzenie, gdy tuż obok przeszedł Rafał. Na całej swojej drodze od okienka wpatrywał się w Teodora z rozbawieniem, a kiedy znalazł się niedaleko, zachrumkał, imitując odgłosy wydawane przez prosiaka.
– Jedz, jedz – rzucił jeszcze z rozbawieniem i ponownie zachrumkał. Parę osób zaniosło się śmiechem, a zadowolony Rafał wrócił do swojego stolika. Teodor automatycznie się zgarbił, czując, jak palą go policzki. Momentalnie zapragnął zniknąć.
– Debil – warknął Andrzej, z trudem powstrzymując chęć wstania, złapania z misę zupy i wylania jej na głowę Rafała. – Nie przejmuj się nim – dodał jeszcze, na co Teodor kiwnął głową. Już wiedział, że niczego nie przełknie.

***

– Wychodzisz? – zapytał Teodor, śledząc uważnie ruchy krzątającego się po pokoju Andrzeja.
– Mhm, praca – odpowiedział zdawkowo, może nawet odrobinę zbyt chłodno, na czym od razu się przyłapał. Zerknął kątem oka na zdezorientowanego Teodora, niewiedzącego co o tym wszystkim myśleć i momentalnie poczuł złość. To, że zjebał, nie było ani w jednym ułamku winą Teodora. Przecież przeczuwał, co takiego Kamiński do niego czuje – nie był idiotą, potrafił wyłapać wszystkie te spojrzenia i je zinterpretować. – Muszę zacząć coś robić, nie? – dodał z lekkim uśmiechem, dochodząc do wniosku, że nie mógł tak traktować Teodora. Każdego innego owszem, ale nie Teodora.
– No tak – odpowiedział, wyraźnie skonfundowany. W końcu jeszcze przed chwilą leżeli w pościeli, powtarzając wszystko, co zrobili w nocy, tyle tylko, że w pełni na trzeźwo. A teraz? Andrzej wychodził, był raczej niechętny do rozmów i Teodor znów nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć.
– Idziesz ze mną dzisiaj do Rafała? Współlokatorki organizują u niego imprezę, już mu powiedziałem, że się wpraszam – powiedział w pewnym momencie Andrzej, nastraszając swoje czarne włosy i ani na moment nie odrywając spojrzenia od swojego lustrzanego odbicia.
– Dzisiaj? – zapytał Teodor, a jego spojrzenie automatycznie zsunęło się w dół, na zabandażowaną kostkę.
– Mhm – zamruczał w odpowiedzi Andrzej i zerknął krótko na Teodora. – Nogą się nie przejmuj. To tylko domówka.
– Okej – odpowiedział niemal od razu i kiwnął głową. Teraz poszedłby chyba wszędzie, gdzie byłby Andrzej, byleby tylko móc spędzić z nim więcej czasu.
– No to super. Co dzisiaj na obiad? Kupię coś, hm? – mówił Andrzej jakby nigdy nic. Jakby znów wrócili do punktu wyjścia, a gdy tylko Teodor sobie to uzmysłowił, skrzywił się z niechęcią. Już zawsze tak będą się zachowywać? Najpierw pocałunki, później seks, a później znów kumple?
Grymas na twarzy Teodora nie umknął uwadze Andrzeja. Już sięgał po kurtkę i miał wyjść z mieszkania, kiedy jeszcze raz zerknął na Kamińskiego. Coś aż nieprzyjemnie ucisnęło go w klatce piersiowej, przypominając mu, że chyba nie był takim egoistą, za jakiego zawsze się uważał. Westchnął ciężko i pod wpływem impulsu przeszedł cały pokój, zatrzymując się dopiero przy łóżku, na którym siedział Teodor.
– Kupię coś na mieście, a później się ogarniemy i podjedziemy taksą do Rafała, hm? – zapytał. Zaskoczone i jednocześnie roziskrzone spojrzenie Teodora zatrzymało się na nim. Andrzej zawsze uważał że jego oczy miały niesamowity kolor, chociaż były po prostu niebieskie. Nie tak błękitne, jak u Andrzeja, a po prostu niebieskie.
– O-okej – zająknął się i kiwnął głową. Andrzej znów poczuł uścisk w piersi, którego niezbyt potrafił zdefiniować. Wiedział jednak, że zdecydowanie oznaczał coś przyjemnego. Nie myśląc już więcej, pochylił się, złapał Teodora za brodę i pocałował. Krótko, ale intensywnie, a kiedy się odsunął i dostrzegł zawstydzoną minę Kamińskiego, aż zaśmiał się w duchu.
– To do później – powiedział jeszcze, odwrócił się i zniknął w przedpokoju. Teodor patrzył chwilę w tamtą stronę, a kiedy usłyszał trzask zamykanych drzwi, zrozumiał, że Andrzej już wyszedł.
Odetchnął i z głupim, ale szczęśliwym uśmiechem przyklejonym do twarzy opadł na łóżko. Nie rozumiał sposobu działania Andrzeja (no bo kto by go zrozumiał), ale chyba te wszystkie gesty oznaczały jedno...
Wreszcie był bliżej Wrońskiego niż kiedykolwiek wcześniej.

***

„Tylko domówka” okazała się naprawdę dużą imprezą, z czego Teodor zdał sobie sprawę już gdy stanął u progu klatki schodowej. Muzyka niosła się mocnymi basami po całej kamienicy, a dźwięki niezidentyfikowanych rozmów słychać było już na dole.
– I sąsiedzi nie mają nic przeciwko? – zapytał Teodor, podchodząc o kulach do schodów.
– Rafał ma całkiem spoko sąsiadów. A jak nie to najwyżej ktoś to zgłosi. Nie nasza sprawa – odparł Andrzej, jak zwykle nie przejmując się niczym, co nie dotyczyło bezpośrednio jego. – Czekaj. – No chyba, że chodziło tu o Teodora, nim akurat się przejmował. – Nie będziesz czołgał się po tych schodach.
– Dam radę – odpowiedział Teodor od razu, nie chcąc robić z siebie takiej ogromnej kaleki. Chociaż już przez samą wizję dotarcia na górę, bolały go dłonie i ramiona od wspierania się na kulach.
– Bez przesady – mruknął Andrzej, przewrócił oczami i jeszcze jakby bojąc się, że Teodor mimo wszystko zacznie się wspinać po schodach, złapał go za tył kurtki. Kamiński w odpowiedzi posłał mu zaskoczone spojrzenie, ale Andrzej już się nim nie przejmował. Wyciągnął komórkę, wybrał odpowiedni numer z książki telefonicznej i zadzwonił. Sygnał połączenia przedłużał się, a co twarz Andrzeja wykrzywił grymas poirytowania i niechęci. Teodor mimowolnie uśmiechnął się z rozbawieniem, ale grzecznie czekał oraz nie protestował.
– Jezu, no ile mam czekać – fuknął, gdy tylko ktoś po drugiej stronie odebrał. – Złaź na dół, przesyłka – powiedział, a Teodor momentalnie zrozumiał, z kim takim Andrzej rozmawiał.
– Nie no, mogę wejść sam – zaprotestował szybko, ale Andrzej nawet nie zwrócił na to uwagi.
– Czekamy na dole – dodał jeszcze i się rozłączył. – A jak niby sam chcesz lecieć po tych schodach? – zapytał, ruchem głowy wskazując na piętrzące się przed nimi drewniane, strome i wyraźnie krzywe stopnie. – Na trzeźwo można się z nich zjebać, co tu dopiero mówić o wspinaczce z kulami.
Teodor już nic nie odpowiedział. Andrzej postawił na swoim, a on po dzisiejszym poranku i popołudniu, kiedy to Wroński wrócił z rozmowy, głośno oznajmiając już od progu, że dostał pracę, nie miał zamiaru mu się sprzeciwiać. Wręcz przeciwnie, z chęcią by jeszcze pochylił się do Andrzeja i go pocałował, ale to wcale nie przychodziło mu bez wahania. Wciąż nie wiedział, co takiego kluło się pod tą farbowaną kopułą Andrzeja.
– Co tak patrzysz? – zagadnął Wroński, przyłapując Teodora na chwili słabości, kiedy to wlepiał w niego swoje maślane spojrzenie.
– N-nic. – Szybko odwrócił wzrok.
– Cały dzień tak patrzysz – stwierdził Andrzej z niejaką dumą.
– Jak? – Teodor zerknął na niego, czując, że robi mu się gorąco. I że zaczyna tracić równowagę na tych przeklętych kulach, więc oparł się plecami o ścianę.
Andrzej nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko bezczelnie, żeby po chwili przysunąć się do Teodora i pocałować go już któryś raz tego dnia. Słyszał, jak Teodor najpierw wciąga nerwowo powietrze w płuca, żeby zaraz odpowiedzieć na pocałunek, który nie trwał jednak długo. Dźwięki stawianych nieopodal kroków na drewnianych schodach skutecznie otrzeźwiły Teodora. Odskoczył nerwowo od Andrzeja, przestraszony, że ktoś jest obok.
No i owszem, był.
– Hej – przywitał się Andrzej jakby nigdy nic. – Bierz go i lecimy na górę – powiedział, wzruszył ramionami i zaczął wspinać się po schodach, zostawiając zawstydzonego, czerwonego po same koniuszki uszu Teodora za sobą.
– Jasne – odparł zdawkowo Rafał, patrząc najpierw na Andrzeja, a później dopiero na Teodora. W jego spojrzeniu było coś, co nie spodobało się Kamińskiemu. Nie potrafił jednak określić, co to takiego. Jakiś taki niewypowiedziany chłód, złość, dezorientacja... zazdrość? – Jak noga? – zapytał Rafał obojętnie, a Teodor miał wrażenie, że te spokojne, obojętne tony wcale nie przychodzą mu z łatwością.
– Dobrze – odpowiedział i zerknął jeszcze na schody, ale Andrzeja już tam nie było. Pognał na górę, zostawiając ich samych.
– Kule sprawują się dobrze? – dopytał. Sam je w końcu dzisiaj Teodorowi podrzucił.
– Tak.

– Daj mi je, a ty się wesprzyj na moim ramieniu. Jakoś dotrzemy na górę. – Teodor zawahał się na moment, żeby zaraz podać Rafałowi kule. Nim jednak zdążył się chociażby zachwiać i runąć na podłogę, Rzepa już go obejmował, ratując od upadku. – Dobra, a teraz się trzymaj – powiedział tak łagodnym głosem, że Teodor na moment aż wstrzymał oddech. Zerknął jeszcze na twarz Rafała z bliska, ale już nic nie powiedział. Zaczęli wspinać się na górę w milczeniu, każdy zatopiony we własnych myślach.

22 komentarze:

  1. I tak uważam że Rzepa lepszy. I szukam jego odpowiednika w necie. Ale fakt ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widać, że Andrzejowi naprawdę zależy na Teo, ale wydaję mi się, że to przeraża go najbardziej...
    Rafał jest zazdrosny i to z jaka uwagą zajmuję się Teo jest świetne.
    Nie mam pojęcia co możesz dalej wymyślić :)Cały tydzień będę się zastanawiać...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę spóźniony komentarz, ale nadrobiłam zaległości i jestem zachwycona. :D <3

    Prawdę mówiąc, cieszę się że Andrzej zrobił ten pierwszy krok, bo już myślałam, że Rafał zrobi.
    W sumie zgadzam się z większością, chyba Rafał bardziej nadaje się do związku, ale i tak kibicuję Andrzej x Teo :D <3 po prostu uwielbiam takie Andrzejowe postacie, no i sam mówi, że nie może dać Teosiowi stabilności itp., ale myślę, że po prostu boi się zobowiązań. :D Gdyby spróbowali, mogłoby się okazac,że nie jest tak źle. :D #sprawdzone info

    Zazdrosny Rafał <3 ciekawe, jak Teo z tego wybrnie. No bo skoro Rafał czuje do niego miętę, to chyba będzie teraz oburzony. :D i ciekawe, czy zmieni się jego stpsunek do Andrzeja.

    Z tą nogą to przerąbane.

    Po dłuższym zastanowieniu się: chyba wolałabym Andrzeja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wyglądu też wolałabym Andrzeja... chociaż, po dłuższym namyśle, takie to chude, nastroszone i zażelazowane. Bałabym się, że w którymś momencie go zgniotę. :D

      Usuń
  4. To musi być trójkąt. Bo się obrażę.
    Techniczną nazwą w sumie byłoby throuple

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jeśli ma być trójkąt, to w jakiś sposób Andrzej i Rafał musieliby zadziałać ze sobą. :D

      Usuń
    2. Ja na samym początku w ogóle myślałam, że Andrzej z Rafałem to coś tego, bo tak to wyglądało. XD

      Usuń
  5. Jeju, uwielbiam! Strasznie się cieszę, że mimo wszystko na ten moment jest Andrzej x Teo. Mam nadzieję, że obawy Andrzeja co do samego siebie się zmienią i on sam przekona się, że nie jest takim, na jakiego się kreuje. Z drugiej strony szkoda mi Rafała, ale no nie. No po prostu no nie. Nie widzę go z Teo, bardziej pasuje mi właśnie do takiego dobrego, pomocnego męskiego kumpla:(((
    Weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nadal nie widzę Andrzeja w związku, wydaję mi się, że jeszcze do niego nie dorósł. Chociaż lubię go coraz bardziej, co jest dosyć dziwnie, ponieważ nadal mnie denerwuje swoim zachowaniem. Nie przepadam za takimi osobami ;_; Mam nadzieję, że się ogarnie, jeśli jednak skończy w związku z Teo.
    Rafał <3 Muszę powiedzieć, że uwielbiam tego pana tak samo mocno jak motyw zazdrości/walki w opowiadaniach. Dodatkowo bardzo lubię relacje od nienawiści do miłości. Tak więc kibicuję mu. Oby chłopak zawalczył o Teo <3
    Jestem ciekawa jak to wszystko się skończy. No, równie dobrze może pojawić się inny, nowy chłopak, który skończy z Teo. A Andrzej i Rafał w magiczny sposób się w sobie zakochają i będą razem. Happy end <3 Chociaż nie, dobra, stop.
    Tak czy inaczej - pozdrawiam! I życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, uwielbiam jak snujecie domysły o zakończeniu historii! Mnie to nie przeszkadza, możecie się tym ze mną dzielić. Fajnie coś takiego czytać, kiedy ma się już rozpisaną całą historię. ;)

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  7. Rzepa, rzepa, rzepa!

    OdpowiedzUsuń
  8. McDonald jest taki lekki, uwielbiam:) Dawno nie czytałam, a teraz jak wróciłam do tego ich cudownego trójkącika to czuję niedosyt :D Naprawdę kocham to czytać, ciągle się uśmiecham. Pisz dalej <3

    PS Gówniarza też nadrobiłam i trochę smutno, że już koniec:( Ale w zasadzie przedłużanie ich historii nie miałoby sensu. W końcu ostatecznie wszystko skończyło się dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ski! Wróciłaś! (Mam nadzieję, że do swoich tekstów również.)
      Też lubię ten ich trójkąt. Zawsze jakoś mnie to odrzucało, ale tutaj po prostu mogłabym siedzieć, pisać i pisać, jak to Andrzej z Teo, a po chwili Rafał z Teo. Nie wiem czemu, może to dlatego że po raz pierwszy wykreowałam tak bardzo ciapowatą postać, jaką jest Teodor, a jednak potrafię ją polubić (zazwyczaj wszyscy moi główni bohaterowie byli wygadani, pewni siebie i aroganccy, a tutaj taka odmiana).

      Dzięki za komentarz!
      (I bierz się do roboty leniu śmierdzący.)

      Usuń
    2. Ja póki co do pisania nie wrócę. Złapały mnie poważne problemy zdrowotne (czekam na wyniki wycinków z żołądka) + pracuję niemal codziennie, żeby jakoś ogarnąć życie :( Nie mam do niczego głowy teraz...
      Dlatego McDonald był dla mnie bardzo miłą odskocznią od problemów dnia codziennego :)

      Usuń
  9. Podoba mi się lekkość tego opowiadania oraz świeże podejście do różnych tematów czy problemów (jak np.: dojrzewanie, dyskryminacja, kompleksy, miłość, przyjaźń), dotyczących każdego nastolatka i młodego człowieka. Retrospekcja z gimnazjum to udany zabieg, za który również to opowiadanie ma u mnie dużego plusa - pozwala czytelnikowi wczuć się w sytuacje i zrozumieć emocje bohaterów.

    Bardzo miło czyta się historię Teo, Andrzeja i Rafała. Z końcem każdego rozdziału czuję niedosyt ~ chciałoby się czytać non stop. Z marszu polubiłam Teo oraz dojrzałą wersję Rzepy. Andrzeja wolałam jako nastolatka – wydawał się sympatyczniejszy, bronił Teo i spędzał z nim czas, nie patrząc na jego wygląd czy kompleksy na punkcie jąkania. Swoją drogą, jestem ciekawa jak to się stało, że ich drogi się rozeszły i nie utrzymywali ze sobą żadnego kontaktu, zanim nie spotkali się w McDonaldzie.

    Dorosły Andrzej to lekkoduch i egoista, raczej nie typ pasujący do związków. Fajnie, że mu zależy na Teo, ale nie widzę ich razem na dłuższą metę. Niczym sam Andrzej, również mam obawy, że nieumyślnie skrzywdzi go. Natomiast Rafał to mężczyzna w miarę ustatkowany, silny. Stara się naprawić relacje z Teo, mimo nieprzyjemnej przeszłości. Podoba mi się, że on także nie pozostaje obojętny na niego.

    Z jednej strony cieszę się, że spełniły się Teodorowe marzenia o Andrzeju, z którym zaprzyjaźnił się w gimnazjum i do którego poczuł swoje pierwsze miłosne zauroczenie. Jednakże, mam nadzieję, że serce Teo zwróci się ku Rzepie w ostateczności.

    PS. Opowiadanie czytam od samego początku, jednak dopiero teraz natchnęło mnie na podzielenie się swoją opinią :)

    Mam również pytanie, czy planujesz wydać „I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie” w formie e-booka w przyszłości? Chętnie bym zakupiła by móc do niego wracać w wolnych chwilach :)

    Aleksandra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki takim komentarzom aż chce się pisać i chociaż dorosłość mnie ostatnio zabija, to zawsze znajdę to parę godzin w tygodniu żeby przysiąść i coś nasmrodzić. :)

      Cieszę się, że mimo naiwności McDonalda, zauważasz, że opowiadanie wprowadza jednak coś świeżego. Początkowo miała to być jedynie krótka historia pisana dla rozluźnienia, sama nie wiem kiedy tak mi to wyewoluowało, kiedy rozwinęłam te postacie, zaczęłam zagłębiać się w psychikę i tak dalej. Ja chyba nie umiem nie wrzucać powiewu realności do opowiadań i wcale nie uważam tego za atut. Przydałoby się raz napisać taki całkowicie oderwany od rzeczywistości tekst, ale chyba za mocno stąpam po ziemi. ;)

      Fajnie, że zwróciłaś uwagę na zmianę Andrzeja. Bo nie tylko Rafał się zmienił, Andrzej również i już myślałam, że za słabo to podkreśliłam. Każdy z nich się trochę zmienił, jedni na lepsze, drudzy na gorsze, ale chyba takie już jest życie, prawda? Każdy się zmienia, nikt nie jest w dorosłości tym samym człowiekiem co w gimnazjum czy liceum.

      Jeśli chodzi o Twoje pytanie - tak, McDonald na pewno wyląduje na beezarze, ale albo będzie dostępny za darmo, albo za drobną, symboliczną opłatą. Tekst już mam cały rozplanowany i nie ma tam już miejsca na żadne dodatkowe rozdziały, tak jak to zrobiłam w Gówniarzu czy Americanie. A jakoś nie widzę tego, żeby zbierać kokosy za już opublikowany tekst na blogu. Ściągać go stąd też nie mam zamiaru, bo to już byłby szczyt chamstwa i nieposzanowania dla czytelnika.

      Dziękuję ślicznie za komentarz. Cieszę się, że jednak zdecydowałaś się go napisać, bo naładowałaś mnie taką energią i weną, że właśnie gospodaruję sobie godzinkę wolnego, siadam i piszę, żeby zdążyć z rozdziałem na niedzielę. :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Uuu no to mamy akcję. Mnie też w imieniu Rafała zazdrość dopadła ;D
    Jakoś tak martwi mnie ten związek Andrzeja z Teo. Choć różnie to może się jeszcze potoczyć: )
    Ściskam ciepło,
    Elda

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio nie komentowałam, to teraz wyleje swoje żale.
    Mam nadzieję, że Andrzej jest tylko chwilowy. Może nie jest już aż takim wrzodem jak na początku, ale nadal za nim nie przepadam. Moim faworytem jest i będzie Rzepa. Hawk.
    Swoją drogą, gdzieś w poprzednim albo jeszcze wcześniejszym rozdziale mignęło mi, że Teo nie czuł tych fajerwerków kiedy całował się z Andrzejem... i cały czas tkwię z nadzieją, że pojawi się to podczas całowania z Rzepą <3 A teraz w ogóle jak jest impreza i okazja to czekam na to niesamowicie.
    Swoją drogą zazdroszczę weny :D Mnie moja w natłoku obowiązków opuściła, a to co mam napisane nie nadaje się w ogóle na publikacje.
    No, to czekamy na rozwój wypadków :> I żeby Rzepa wykazał się większą inwencją twórczą niż dotychczas i trochę zaczął zabiegać o zainteresowanie ze strony Teo (!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja wena jakoś mnie odnajduje w tym całym kotle obowiązków. Może dlatego, że pisanie to jeden z nielicznych momentów, w którym mogę usiąść, wyłączyć się z życia i po prostu wrócić do wykreowanego przez siebie świata. Gdybym mogła, chyba wcale bym z niego nie wychodziła. ;)

      Usuń
  12. Od początku nie lubiłam Rzepy, cieszę się, że to Andrzej zrobił pierwszy krok.

    OdpowiedzUsuń
  13. Okej, to opowiadanie jest świetne, ale tak bardzo. Najfajniejsze "trzy rozdziały", jakie od dłuższego czasu czytałam :D Teodor to najkochańsza ciapa, bardzo mu kibicuję i miło się czyta o tym, jak stanął na nogi po tym okropnym czasie w gimnazjum. Andrzeja uwielbiam i chociaż najpierw nie byłam przekonana co do tego jego imidżu ala Andy, szybko go polubiłam i teraz mogłabym ciągle czytać o tym, jak paraduje w samych gatkach po mieszkaniu Teodora, wyłudza pieniądze od Bogu ducha winnych rowerzystów i kłóci się z panią w szpitalnej recepcji. To taki chłopak, który zawsze sobie jakoś w życiu poradzi i bardzo go za to lubię. Byłoby fajnie, jakby jednak wyszło mu z Teodorem, chociaż Rafał... No, Rafał najpierw nie wzbudzał we mnie pozytywnych uczuć przez to, jak w przeszłości traktował Teodora, ale rzeczywiście udowodnił, że się zmienił, i widać, że jakoś mu na Teo zależy. Także nie wiem, który z tej dwójki wydaje mi się lepszy dla Teodora, pozostaje mi tylko czekać na następne rozdziały i zobaczyć, jak potoczą się wydarzenia. Przyznam, że opcja z trójkątem też nieźle działa mi na wyobraźnię >:)
    Życzę weny i mam nadzieję, że następne rozdziały będą jeszcze lepsze!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy nadesłany komentarz!

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.