piątek, 24 marca 2017

Rozdział 5. (I tak wszyscy wylądujemy w Mcdonaldzie)

W przyszłym tygodniu czeka mnie wyjazd, więc nie wiem jak to będzie z rozdziałem. O ile do poniedziałku nie dokończę Gówniarza albo McDonalda, publikacja pojawi się z lekkim opóźnieniem. Zrobię jednak co w mojej mocy, żeby któryś z rozdziałów dokończyć, przede mną luźniejszy weekend, więc może coś z tego wyniknie. 
A teraz zapraszam Was na rozdział i... w sumie jestem ciekawa, jak go odbierzecie. :D I czy po przeczytaniu coś już wam w głowie zaświta/coś Was zaskoczy. 

Sprawdzała Ekucbbw. 

Trzech panów w łóżku – wersja bez kota

Czyjeś ramiona oplotły go w pasie, przytrzymując w pionie, bo prawie runąłby na podłogę. Naprawdę nie myślał, że aż tyle wypił! Przecież kontrolował ilość wlewanej w siebie wódki, a czasem nawet odmawiał kolejki, byleby nie skończyć właśnie tak jak teraz. Ale dla Teodora miało to już niewielkie znaczenie, w tamtym momencie chciał jedynie gdzieś zalec i przeczekać aż do wytrzeźwienia.

– No to chyba po imprezie – powiedział Andrzej, odkręcając kurek, żeby zaraz ochlapać twarz ledwo przytomnego Teodora. – Będziesz jeszcze wymiotować?
Pokręcił głową, opierając cały swój ciężar ciała na umywalce. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że tym, który go trzymał, był Rafał.
– Może najlepiej będzie pojechać do mnie? – zapytał Rzepa, sięgając jedną ręką po papierowe ręczniki, a drugą wciąż obejmując Teodora w pasie. Wszyscy niczym za dotknięciem magicznej różdżki zdawali się zapomnieć o chwilę temu odbytym pocałunku... Chociaż, zważywszy że alkohol to bardzo zwodnicza substancja, może rzeczywiście zapomnieli. – Mieszkam blisko, a lepiej byłoby go nie puszczać samego – mruknął, ocierając Kamińskiemu usta.
– Mhm, tak chyba będzie najlepiej – stwierdził Andrzej, patrząc jeszcze na bladego jak ściana Teodora. – Pojedziemy do Rafała, okej? – zapytał, patrząc w jego nietrzeźwe oczy.
– O-okej.
– Trzymaj go – rzucił Andrzej do Rafała. – I najlepiej stań z nim gdzieś przy wyjściu. Skoczę po kurtki i powiem chłopakom, że się zbieramy – dodał jeszcze, już na odchodnym. Po chwili w toalecie został jedynie słaniający się na nogach Teodor i podtrzymujący go Rafał.
– Ale cię siekło – powiedział, kierując się z Kamińskim do wyjścia. – W sumie przesadziliśmy z alko. – Gdyby Teodor był odrobinę bardziej trzeźwy, mógłby zauważyć, że wypita wódka nie była obojętna również i Rafałowi. Masa ciała jednak zrobiła swoje, bo przy nim, niegdyś grubiutki Teodor, wyglądał śmiesznie szczupło. Może i nie był tak wychudzony jak Andrzej, ale Andrzej nadrabiał wzrostem; Rafał i Teodor mierzyli prawie tyle samo, więc porównanie ich do siebie miało więcej sensu.
– Z-zostaw mnie – prychnął Kamiński w momencie przebłysku trzeźwości. Spróbował odsunąć Rafała od siebie, w rezultacie czego wylądował na ścianie i to ona uchroniła pijanego Teodora przed upadkiem. – Ni-nie będziemy k-kumplami – dodał niczym małe, obrażone na świat dziecko.
– Może jak wytrzeźwiejesz, uda nam się pogadać – burknął Rzepa, drapiąc się nerwowo po wygolonym boku głowy. – Teraz chyba nie ma sensu.
– Nig-nigdy nie będzie se-nsu – odpowiedział Kamiński czkając jeszcze na koniec.
Rafał uśmiechnął się pod nosem, patrząc na niego w stosownej odległości. Gdyby coś się jednak stało, zawsze mógłby szybko przysunąć się do Teodora i złapać go, nim jak długi padłby na podłogę. Całe szczęście, Kamiński stał dzielnie oparty o ścianę, ni to czkając, ni bekając na przemian, za każdym razem strasząc Rafała. Bo raczej nie chciałby, aby Teo zapaskudził podłogę klubu. W szczególności, że tuż obok czaił się ochroniarz, zerkając na nich i jakby tylko czekając, aż wreszcie coś wydostanie się z Teodorowego żołądka.
Ku ogromnej uldze Rzepy, już po kilku minutach na horyzoncie pojawił się Andrzej, niosąc ich kurtki. Ubranie siebie nie było żadnym wyzwaniem. Problemy zaczynały się dopiero wtedy, kiedy trzeba było ubrać Teodora.
– Ty trzymaj, ja zakładam mu kurtkę – poinstruował Andrzej, a pijany (a przez to uległy) Rzepa nawet nie miał zamiaru wnosić sprzeciwu. Złapał Kamińskiego w pasie i ustawił go do pionu, podczas gdy Wroński zabrał się za wciskanie rąk w rękawy kurtki. Gdy wreszcie się z tym uporał, Andrzej zapiął jeszcze zamek (co wcale nie było takie proste, sam przecież sporo dzisiaj wypił), a później owinął Teodora szalem po sam nos. – Okej, możemy się zwijać. Zamówimy taksę, co?
– Jasne – powiedział Rafał i już wiedział, że to jemu przyjdzie wtargać Teodora po tych cholernie stromych i niebezpiecznych schodach.

***

Mieszkanie Rafała znajdowało się w jednej z urokliwych kamienic na ulicy Dietla. Nie zapłacili więc za podróż taksówką zbyt dużo, bo drogę ze Sławkowskiej, przy której mieścił się Jazz Rock, do stancji Rzepy można byłoby policzyć w kilku minutach. Za podróż zapłacił Rafał, jako że niedawno zwolniony, a przez to kompletnie spłukany Andrzej, nie mógł go poratować ani groszem. Teodor z kolei wolał zasnąć z głową opartą na ramieniu Wrony, niż myśleć o sprawach związanych z uiszczaniem opłaty. Rafał chciał więc czy nie, musiał sięgnąć do portfela. Zrobił to nawet się nie krzywiąc, chociaż życie i jego nie rozpieszczało – studia z pracą naprawdę niełatwo było połączyć. Nie spał na kasie, czasem ledwo wiązał koniec z końcem, ale już te parę złotych przeboleje.
Wysiedli z pojazdu, a mroźne powietrze, jakie ich owiało, przyniosło odrobinę otrzeźwienia, którego doznał nawet Teodor. O własnych siłach doszedł do wejścia kamienicy, jedynie przy pokonaniu schodów potrzebował pomocy i tutaj znów oberwało się Rafałowi. Bo większy i silniejszy, i zresztą Andrzej jest już zmęczony, poszedłby spać. Rzepa więc nie oponował, sam chciał jak najszybciej znaleźć się w łóżku, a dotarcie na drugie piętro w ostateczności nie było aż takie złe.
Nie szukał kluczy w kieszeni. Żaden z jego współlokatorów nie zamykał drzwi wejściowych, jak już, to zamykano swoje pokoje. Bez problemu wszedł więc do przedpokoju, w którym na podłodze walała się cała masa butów. Mieszkanie, jak to na przedwojenną kamienicę przystało, było naprawdę duże. Razem z Rafałem zamieszkiwało je siedem osób, co nie raz było cholernie upierdliwe, ale jednak niskie opłaty za pokój wynagradzały każdą niedogodność.
Teodor, który doznał chwilowego przebłysku trzeźwości, sam zdjął z siebie kurtkę. Rafał odebrał ją tylko i rzucił na wieszak, prawie uginający się pod ciężarem całej masy ubrań. Kilka dni temu Rzepa zorientował się, że zgubił gdzieś swoją ulubioną szarą bluzę. Był niemal pewny, że gdyby przekopał wieszak, znalazłby ją tam, wciśniętą pomiędzy płaszczami współlokatorek.
– Ostatnie drzwi na prawo – poinstruował Andrzeja, który złapał Teodora za rękę i pociągnął go we wskazanym kierunku. – Ja tylko skoczę do kuchni po wodę... i może do łazienki po miskę – dodał jeszcze, zerkając na Teodora, którego dzisiaj naprawdę zmiotło. Ale jakoś wcale się temu nie dziwił, kilkugodzinne picie i ciągłe siedzenie przy stole to nic dobrego. Człowiek myśli, że wszystko gra, póki nie wstanie, a procenty nie uderzą do głowy.
Pokój Rafała nie był duży, ale jak to na kamienicę przystało – był wysoki, więc i nieprzyjemnie wychłodzony. Nawet kaloryfer zawieszony pod oknem nie dawał sobie rady z ogrzaniem go, a mróz panujący na zewnątrz w niczym nie pomagał. To prawdziwy cud, że Rafał cieszył się takim końskim zdrowiem.
– Siadaj – polecił Andrzej, wskazując Teodorowi krzesło przy małym, prowizorycznym biurku, zawalonym czym tylko się dało. O ile Wroński był prawdziwym bałaganiarzem i nie przejmował się porządkami, o tyle Rafał bił go ze swoim rozgardiaszem na głowę. Z ich trio jedynie Teodor dbał o przestrzeń osobistą, chociaż i tak nie raz mama wyzywała go od syfiarzy. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że w swoim trójkącie nieporządku odnaleźli się idealnie.
Gdy Kamiński już bezpiecznie klapnął pośladkami na krzesło, Andrzej zabrał się do zrzucania wszystkich niepotrzebnych rzeczy z kanapy. Całe szczęście była naprawdę duża. Z Ikei, jak zauważył Wroński, bo jego rodzice niedawno kupili sobie identyczną i chwalili za przestrzeń. No i oczywiście cenę. Chociaż na trzy osoby to mogła być jednak zbyt wąska, ale przecież Andrzej był jak pół człowieka, a Teodor masywnością również nie grzeszył. Jedynie Rafał wykraczał trochę ponad normę z tymi szerokimi barami wyrobionymi poniekąd na siłowni, a poniekąd na budowie, bo przecież musiał jakoś dorobić do studiów.
– Okej, chyba może być – powiedział, gdy już wszystko uprzątnął. Albo raczej pozrzucał wszystko na podłogę, a później zagarnął nogą pod ścianę, żeby można było się swobodnie poruszać po pokoju. – A jak tam u ciebie? Wszystko okej? – zapytał. Nim jednak Teodor zdążył cokolwiek odpowiedzieć, drzwi do pomieszczenia otworzyły się.
– Mam miskę. Na wszelki wypadek. I wodę – poinformował Rafał już od progu i postawił wszystko tuż przy łóżku. – Z nim wszystko okej? – zapytał, zerkając jeszcze na bladego jak ściana Teodora.
– O-okej – wymamrotał sam zainteresowany.
– Dobra, to co? Lecimy w kimę? – zapytał Rzepa i jeszcze zerknął na łóżko, nie potrafiąc się nie skrzywić; zdecydowanie nie zapowiadało się na przyjemną noc. Trzech facetów w jednym łóżku to zdecydowanie zbyt wiele.

***

– Dobierzcie się w pary – ogłosił swoim mocnym barytonem Osmański, stając za kamiennym blatem stołu w pracowni chemicznej. – Tylko szybko, nie mamy całego dnia – dodał z lekkim zniecierpliwieniem, kiedy po klasie rozniosły się szumy.
Teodor niechętnie popatrzył na puste miejsce tuż obok siebie. Już nie tylko spędzał z Andrzejem przerwy, ale czasem też siadali ze sobą na lekcjach. Pech jednak chciał, że Wroński leżał właśnie w domu z wysoką gorączką, skazując Teodora na samotność. Bo Kamiński przecież nie miał żadnych innych przyjaciół.
– Teodor, a do ciebie to list mam wysłać? – zapytał chemik, jak zwykle kąśliwie. Osman słynął ze swojego trudnego charakteru i poważnego podejścia do przedmiotu. Nawet Teodor, który zazwyczaj lubił wszystkich nauczycieli, nie potrafił polubić Osmana. Nic więc dziwnego, że jego nazwisko zostało szybko przerobione przez uczniów i w rezultacie wszyscy po cichu wołali na niego SS-man. – Rozejrzyj się za kimś, chyba że wolisz robić zadanie sam.
Nieco wystraszone spojrzenie Teodora ponownie powędrowało po klasie, a on zdusił w sobie odpowiedź, że tak – naprawdę chciałby pracować w pojedynkę. Wiedział jednak, że Osman (czy też, jak kto woli, SS-man) zadawał bardzo trudne prace, którym nierzadko trudno było sprostać samemu. A chemia zdecydowanie nie należała do ulubionych przedmiotów Kamińskiego, nie był więc na tyle odważny, aby podjąć wyzwanie.
– Rzepa! Co ty tam tak z tyłu się ukrywasz? – Teodor, chociaż słowa nie były skierowane do niego, drgnął nerwowo na krześle i ukradkiem popatrzył na drugi koniec klasy, gdzie na blacie ławki leżał rozpłaszczony Rafał. Dopiero po słowach Osmańskiego wyprostował się i jakoś tak dziwnie przybity, zupełnie jak nie Rzepa, wzruszył ramionami.
– Nie mam pary – powiedział jakby nigdy nic.
– To ja ci mam szukać? – Grube, przyprószone już siwizną brwi Osmana zmarszczyły się. – Nie rób sobie jaj, chłopcze. Kolejna jedynka na pewno ci się nie przysłuży – dodał z uśmieszkiem delikatnie trącącym sadyzmem. SS-man już jakoś w pierwszej klasie na cel obrał sobie Rzepę. Teodor sam nie wiedział, jakim cudem Rafałowi udawało się za każdym razem zdawać. Musiał być na tyle głupi, że i Osman ostatecznie się nad nim litował, albo... Albo może Rzepa coś tam jednak z tej chemii umiał?
Rafał westchnął ciężko, niczym największy cierpiętnik świata, i jakby od niechcenia wstał, głośno szurając przy tym krzesłem.
– Ta jest – burknął, zaczynając rozglądać się po sali. Kiedy małe oczka Rafała spotkały się z nieco wystraszonymi oczami Teodora, na twarzy tego pierwszego pojawił się szeroki uśmiech. – Kamiński, co tak siedzisz? No chodźże do mnie. – Teodora zalała fala gorąca i to wcale nie takiego przyjemnego, które odczuwał zazwyczaj przy Andrzeju i które ogarniało go również wieczorami, kiedy to także miał Andrzeja przed oczami, ale już w znacznie bardziej erotycznym wydaniu. Teraz Teodor po prostu się bał.
– Kamiński, naprawdę nie chcę tracić więcej czasu – ostrzegł Osmański, patrząc na Teodora ponaglającym wzrokiem, niedającym żadnych złudzeń co do tego, że pozwoliłby mu dalej tkwić w swojej bezpiecznej ławce.
Chciał czy nie, podniósł się, zagarnął podręcznik, długopis i zeszyt, żeby zaraz z miną skazańca ruszyć w stronę ostatniej ławki. Szeroki uśmiech, jaki cały czas tkwił na twarzy Rzepy, wcale go nie pocieszał.
– Dobrze, skoro już zdołaliście stawić czoła temu jakże trudnemu zdaniu, przejdźmy do tematu lekcji – to mówiąc, Osman odwrócił się do tablicy z kredą w ręku, a w międzyczasie Teodor przysiadł na krześle obok Rzepy. – Węglowodany nienasycone, a dokładniej alkieny i alkiny, czyli to, o czym wspominałem na ostatnich zajęciach.
– Zaraz na zawał padniesz, Tedek – rzucił cicho Rafał, ale Teodor nawet na niego nie spojrzał, tylko otworzył zeszyt i zanotował w nim temat. – Ale ci się te świńskie łapki trzęsą – dodał, nie dając za wygraną i nie pozwalając Teodorowi tak szybko siebie zignorować.
– M-m-mu-usisz? – zapytał Teodor z zaciśniętym od nerwów gardłem.
– Co tam mamroczesz? – Teatralnym ruchem przyłożył rękę do ucha, udając, że próbuje go dosłyszeć i zrozumieć. – Możesz wyraźniej?
Teodor już prawie palił się na swoim krześle z nerwów, ale udawał, że go Rzepa nie interesuje. Całą swoją uwagę usiłował skupić na nauczycielu objaśniającym klasie zadania. Wreszcie też i Rzepa zamilkł, zniechęcony brakiem reakcji Teodora. Oparł ze znużeniem głowę na dłoni, patrząc ze znużeniem na Osmana i sprawiając jednocześnie wrażenie ucznia puszczającego każde słowo nauczyciela mimo uszu. Kamiński nie łudził się więc, że Rafał w czymkolwiek mu dzisiaj pomoże. Pewnie cała robota spadnie mu na barki, a Rzepa zgarnie sobie jedynie ocenę. Gdy więc Osman kazał im zaczynać, od razu sięgnął po podręcznik, nawet nie zerkając na Rafała. Ten jednak nagle pochylił się nad jego ramieniem, zaglądając do książki. Teodor momentalnie poczuł paraliżujący dyskomfort; na kilka chwil zamarł w bezruchu, jakby oczekując ataku ze strony Rzepy. Sekundy mijały, a Rafał ani go zaczepnie nie popchnął, ani się nie odsunął.
– Aha, okej – zamruczał Rzepa w pewnej chwili, wyrywając Teodora z transu nerwowego oczekiwania. – SS-man jak zwykle poleciał po bandzie z zadaniami – stwierdził i otworzył swój zeszyt. Teodor mógł dojrzeć, że, o dziwo, jakieś notatki tam były. Marne bo marne, koślawo pozapisywane i ozdobione krzywymi obrazkami postaci po bokach, które zapewne były wynikiem lekcyjnej nudy, jednak Rafał tak całkiem nie olewał chemii. – Weź się za pierwsze. Za chuja pana nie dam rady ogarnąć, a ty, kujonku, powinieneś sobie poradzić. Ja biorę drugie – stwierdził jeszcze i wywołując u Teodora kolejną falę zdziwienia, zabrał się do próby rozwiązania ćwiczenia. Teodor, nie chcąc więcej zwracać na siebie uwagi, też sięgnął do zeszytu.
Skoro Rafał mu pomagał, to chyba dobrze, prawda? Nie miał co się dłużej nad tym zastanawiać, w szczególności, że do końca lekcji nie zostało zbyt dużo czasu.
I chociaż do końca nie wierzył, że Rafał naprawdę stanie na wysokości zadania – zrobił to. Może SS-man znajdzie później kilka błędów, może i obniży im za to ocenę, ale... przynajmniej Rzepa coś zrobił, a nie żerował na pracy Teodora.
Wraz z dzwonkiem cała sielanka lekcji szybko dobiegła końca. Rafał nie byłby sobą, gdyby nie rzucił w stronę Kamińskiego kilku wrednych komentarzy, a Kamiński nie byłby Kamińskim, gdyby nie skulił się w sobie i nie przyjął obelg ze spuszczonym wzrokiem. Wszystko więc wróciło do normy.

***

Andrzej nie będzie spał w środku. Środek to najgorsze miejsce, więc z jakiej racji miałby tam niby spać?
Z brzegu tym bardziej nie chciał, trzech facetów w jednym łóżku to już trochę tłok, tylko czekać, aż jakiś przewróci się na bok, popchnie tego drugiego, a ostatni zleci na podłogę. Andrzej zdecydowanie nie miał zamiaru narażać swoich jakże cennych czterech liter na bolesne spotkanie z podłogą.
– No i co? Ja mam spać w środku? – zapytał z niechęcią Rzepa, przyglądając się, jak Andrzej taszczy już-prawie-zwłoki Teodora w stronę łóżka.
– Nie no, nasza pijaczyna będzie – powiedział jakby nigdy nic, sadzając wpół śpiącego Kamińskiego. Niczym dobra opiekunka ukląkł przed nim, żeby zdjąć mu buty, czemu Rzepa przyglądał się z odległości zaledwie metra. Szczupłe palce szybko rozplątały supeł sznurowadeł, żeby zaraz ściągnąć ze stopy ciężkiego trapera, a później tak samo zrobić z drugim. – Spodnie też? – zastanowił się na głos, jednak tutaj wkroczył Teodor.
– N-nie – wybełkotał.
– Okej. To na łóżko, rzygańcu – dodał, a uwadze Rafała nie umknął delikatny uśmiech, jaki pojawił się na twarzy Andrzeja. Miał wrażenie, jakby właśnie podglądał jakieś rodzeństwo albo... dobrze dobraną, troszczącą się o siebie parę?
– A jak będzie znowu chciał rzygać? To co? Przeze mnie? – zaniepokoił się jeszcze Rafał, ale widząc, że Andrzej i Teodor już ułożyli się na kanapie, nie miał za bardzo jak oponować. Klamka zapadła, co zdawało się zostać potwierdzone przez lekkie pochrapywanie śpiącego Kamińskiego i przypieczętowujące nakrycie go kołdrą przez Andrzeja. – Ej no. – Rafał zmarszczył z niechęcią brwi. – A ja pod czym mam niby spać? – prychnął, gdy Wroński zagarnął dla siebie i Teodora całe nakrycie.
– Coś wymyślisz – rzucił tylko Andrzej, odwracając się przodem do ściany. – Dobranoc.
Rafał sapnął z rozgoryczeniem. I po co niby zaproponował nocleg u siebie? Nie dość, że ta dwójka zabrała mu praktycznie całą kanapę, to jeszcze skonfiskowała kołdrę. A niestety, pora roku wcale nie zachęcała do spania bez przykrycia.
Zniechęcony wszystkim Rafał wyszedł jedynie do przedpokoju, gdzie w dużej szafie komandora jedna ze współlokatorek trzymała swój koc. Skoro jemu ukradziono pierzynę, nie miał już żadnych wyrzutów sumienia (albo to raczej alkohol w jego krwi ich nie miał), żeby podebrać dziewczynie gruby i zapewne bardzo ciepły pled.
Wrócił do swojego pokoju, aż na moment zatrzymując się w progu. Popatrzył na Teodora zwróconego przodem do pleców Andrzeja, a jakieś nieprzyjemne uczucie uderzyło w jego pierś. Momentalnie przed oczami stanął mu pijany, lekko czerwony na twarzy Kamiński całujący Wrońskiego w Jazz Rockowej toalecie.
Czy Andrzej w ogóle zdawał sobie sprawę, że Teodor latał za nim jak pies już od gimnazjum? Bo Rafał już jako nastolatek potrafił to wyłapać, ale oczywiście nie umiał połączyć jednego z drugim. Może to i dobrze. Gdyby młody Rzepa wiedział, że Teodor zadurzył się w Andrzeju, na pewno wykorzystałby to przeciwko swojej gimnazjalnej ofierze. Był małym skurwysynem, temu nie mógł zaprzeczyć. Dręczenie Teodora sprawiało mu wtedy wręcz sadystyczną przyjemność. Sam nie wiedział, dlaczego tak go nienawidził, przecież Teo niczym nie zawinił. Ale to właśnie w gimnazjum przygniotła Rafała cała masa problemów. Jedynym znanym sposobem na wyrzucenie z siebie złych emocji, była agresja.
Ułożył się tuż obok Teodora, uprzednio gasząc światło. Odwrócił się do niego plecami, jednocześnie modląc się w duchu, żeby Kamińskiego nie złapały mdłości, bo wtedy naprawdę będzie mieć przekichane. Zamknął oczy z nadzieją, że szybko uda mu się zasnąć, niestety jednak, zaraz musiał je otworzyć, gdyż wszystko w jego głowie zdawało się wirować. Cholera. Takie są skutki picia wódki, powiedziałby pewnie Andrzej z tym swoim kpiącym uśmieszkiem, gdyby teraz nie chrapał w najlepsze. Sięgnął więc do swojego telefonu, żeby przeczekać najgorsze, a później pójść spać bez uczucia zwanego helikopterem. Facebook okazał się być zbawienną rozrywką, po kilku minutach bezsensownego skrolowania w dół ogarnęła go senność. Odłożył smartfona, zamknął oczy i odetchnął. Tym razem już nic nie wirowało. Prawie zasypiał, kiedy poczuł za plecami ruch. Teodor odwrócił się do niego przodem, a Rafał momentalnie się wybudził.
Będzie rzygać?
Podać miskę?
I wtedy poczuł obejmujące go w pasie ręce i ciało przylegające do jego pleców. Serce momentalnie stanęło mu w gardle, a gdzieś w okolicach piersi jakby rozlało się coś ciepłego i jednocześnie uzależniającego.
– Teo? – zapytał szeptem, jednak nie dostał żadnej odpowiedzi prócz miarowego, sennego oddechu. Przełknął ślinę, przez moment bojąc się chociażby drgnąć. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że ciężar obejmującego go ramienia był przyjemny. Dopiero po jakiejś chwili (sam nie wiedział, ile to trwało), zdecydował się obrócić. Robił to tak wolno i ostrożnie, jakby właśnie pracował przy tykającej bombie i jakby mogła mu ona w każdej chwili wystrzelić w twarz. Teodor jednak się nie obudził, zamruczał coś pod nosem pijacko, odetchnął śmierdzącym alkoholem oddechem i to tyle. Rafał wpatrzył się w jego zanurzoną w półmroku twarz. Teodor był ładny – zdecydowanie. Może jeszcze nie przystojny, bo pomimo dwudziestu dwóch lat, wciąż zachowywał swój młodzieńczy urok. Jakby zatrzymał się na etapie osiemnastolatka i jakby dalsze starzenie już go nie obejmowało. Rafał wyciągnął dłoń w kierunku jego włosów. Chyba tylko one się nie zmieniły. Wciąż były lekko kędzierzawe, tyle że teraz Teodor starał się je jakoś ogarniać. Podcinał krócej boki, przez co pokręcona grzywka opadała mu na połowę czoła. Teodor przypominał mu kogoś z show biznesu. Jakiegoś takiego woutowanego gejowskiego piosenkarza, o którym było głośno. Zauważył to podobieństwo już na samym początku, gdy tylko Kamiński stanął w progu pomieszczenia do nagrywania.
Troye Sivan. Oczywiście Rafał nie słuchał takiej muzyki – broń Boże! Czasem jednak wpadał na branżowe strony Internetowe, a że wszystkie tęczowe media krzyczały o chłopaku, to trudno byłoby go pominąć.
Tak, Rafał był gejem.
I tak – kiedyś ciężko było mu to zaakceptować. Całe szczęście w odpowiednim momencie trafił do Krakowa. Gdyby nie Kraków i wszystkie możliwości, jakie wiązały się z wielkomiejskim życiem, prawdopodobnie dorobiłby się już bachora i – kto wie – może również żony.
Nawet nie wiedział kiedy, a zasnął, z wciąż obejmującym go ramieniem Teodora.

21 komentarzy:

  1. O RANY
    Uwielbiam Troye choć inaczej wyobrażałem sobie Teodora.
    A że Rafał... O rany boskie. Zaskoczyłaś mnie i to porządnie. Nie spodziewał bym się tego, ale to tylko dodaje smaczku do całej opowieści.
    Pozdrawiam i czekam!
    Marcel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od początku miałam taki zamysł, że Andrzej - Andy, Teodor - Troye, ale później stopniowo od Troya zaczęłam odchodzić i Teoś stał się po prostu Teosiem. :D To wyobrażenie jest tylko wyobrażeniem Rafała, mimo wszystko każdy inaczej postrzega ludzi. :)
      Dziękuję za komentarz! :)

      Usuń
  2. Czyli będzie parka albo trójkąt? A jeśli para to mamy 2 zestawy, a to się porobiło. Zajawka że Rafał jest gejem była wyczuwalna w poprzednim odcinku. Pozdrowienia :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Może Rafał był zakochany w Teo, ale siebie nie akceptował dlatego kierował na niego swoją frustrację.Na to wpadłam kiedy postanowiłam sobie przeczytać komentarz przed czytaniem rozdziału i rzucające się w oczy zdanie 'Tak, Rafał był gejem' i koniec.
    Czyli zakochanie, którego się nie dostrzega, bo brak akceptacji siebie to zasłania?
    Już myślałam, że Andrzej go tam zostawi jak Rafał zaopiekował się Teo.Nie strasz tak ;-;
    Ciekawe czy będzie miłość czy na jednym razie dzielenia łóżka się nie skończy XD Ta chemia nawet tutaj;-;weekend z rozszerzeniem<3
    Fajny rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby matura, że tak o tej chemii wspominasz? :D

      Z Rafałem jeszcze wszystko wyjaśnię i mam nadzieję, że kolejne rozdziały nie zawiodą.
      Dziękuję ślicznie za komentarz!

      Usuń
  4. No to będzie parka, jakoś tak mi się coś roiło pod czaszką z tym Rafałem od dłuższego czasu. Kraków mekką dla gejów z polski południowo wschodniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś z tą mekką musi być. :D Bo gdzie w Polsce mogłoby być lepiej?

      Usuń
  5. To było naprawdę dobre,hehehe:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny jest tytuł rozdziału haha :D
    Hmm czy końcówka była zaskoczeniem w jakims stopniu na pewno. Rafał który jest gejem a to dobre. Czytało się z zapartym tchem ten rozdzial xD
    Świetna sytuacja z tym spaniem w jednym łóżku ich trzech. Jestem ciekawa poranku haha

    Elda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tytułu, nawet nie musiałam długo myśleć, a to nieczęsto się u mnie zdarza. :D

      Usuń
  7. Rafał coraz bardziej mi się widzi koło Teo :33 Rozdział świetny, strasznie, acz pozytywnie zaskoczył.

    OdpowiedzUsuń
  8. O nie, jeszcze wyjdzie, że Teo będzie z Rafałem. Nie podoba mi się ten pomysł. On tylko należy do Andrzeja XD.
    Ale właściwie będzie to co ma być. Te opowiadanie coraz bardziej mnie wciąga i niczego nie można być pewnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak sądzisz. :) Chyba będę musiała zacząć pisać "na spontanie", bo wygląda na to, że wtedy wychodzą mi najlepsze zwroty akcji. :D

      Usuń
  9. Omatulu!! Bedzie trójkąt miłosny? Oh kurde jakie to podniecające XD jak spali juz w jednym lozku tylko o tym myślałam jak w 3 beda sie całować i np. Pieścić Teo! Zboczona ja... Pierwszy raz od dluzszego czasu mialam tak realna wizje tego!!; 3

    Weny!!; 3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, pytanie czy ja podołałabym takiemu opisowi. :D

      Usuń
  10. Mi się bardzo podoba wizja Rafała razem z Teo :D Mam co do Rzepy mieszane uczucia, ale zobaczymy jakie on tam miał jeszcze problemy. Chociaż i tak to go nie usprawiedliwia. Będzie mu ciężko przekonać do siebie Theo.
    To chyba oficjalnie... TeamRafał :D
    Ta ostatnia scena była cudowna.
    Skoro znamy już wygląd Andrzeja i Theo, to może pokażesz kiedyś jak widzisz Rafała?
    Wiesz, że uwielbiam gdy piszesz "To opowiadanie będzie miało tyle i tyle" a potem jest go więcej i więcej <3
    Dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aw, TeamRafał bardzo mi się podoba :D. Chociaż sama nie wiem co lepsze, stawiam się więc w tej samej sytuacji co Wy, bo nie wiem jak będzie wyglądać przyszłość McDonalda.
      Co do tej długości... ja naprawdę kiedyś będę musiała nauczyć się dotrzymywać słowa. :D Ale cieszę się, że nie narzekacie na rozrastające się opowiadania. <3

      Usuń
  11. Tak myślałam że Rafał jest gejem. Teraz jest całkiem sympatyczny, ale wcale się nie dziwię Theo że ma do niego taki uraz. Bardzo mnie ciekawi czy się dogadają i kto z kim będzie? Theo na pewno zaliczy niezłe zdziwko jak się obudzi w objęciach Rafała hehe 😆 Bardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, musisz mieć coś z jasnowidzki, bo na początku nawet ja nie wiedziałam, że Rafał będzie gejem. :D Ale najwidoczniej tak bardzo to tam pasowało, że nie mogłam tego pominąć. ;)
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  12. Też wyczuwałam, że Rafał jest gejem <3 Mam nadzieję, że Andrzej również :D mozę będą walczyć o Teo? :D

    #rzygańcu <3
    Teraz to już całkiem lubię Rafała. Za to Teo taki pyskaty się zrobił, no no.

    Fajnie mu się przyglądał, jak ten spał. Lubię takie sceny :3

    Ja tam nie mam nic przeciwko, mogą być trójkąty, byle nie zakochali się potem w sobie i nie cierpieli. #trójkąty bez miłości

    Chociaż wyczuwam jakieś trójkąty emocjonalne : > #brewki

    Fajny rozdział, biedny Teo=rzyganiec, tak bardzo go rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mega rozdział. Kurde pisz bo teraz chce więcej. Myślałam, że to będzie kolejne podobne opowiadanie i podchodzilam do niego jak do jeża. A naprawdę zaczyna mi się podobać. Porównanie wyglądu Teo bardzo mi pasuje. Fajnie by było żebyś wrzucila fotki z przykladowym wyglądem jak to masz w zwyczaju. Lubię mieć wgląd do wyobrażeń i inspiracji autora. Pisz jebać szkole. :3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy nadesłany komentarz!

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.