piątek, 30 grudnia 2011

Rozdział 2. (Wilczy skowyt)

Rozdział 2. Bo tak naprawdę to tylko bardzo mądry i łagodny wilk

Spojrzał w stronę starego, kurantowego zegara, zamiatając powolnymi ruchami podłogę. Została mu jeszcze godzina…
Dzisiaj cały dzień nie mógł się skupić. A to wszystko przez tego psa. Bał się, że zwierzak wygryzł sobie opatrunki albo zrobił coś jeszcze gorszego. W końcu zostawił go w tej spiżarni na cały dzień. To nie był dobry pomysł, w szczególności, że spiżarnia była malutkich rozmiarów.
Drzwi do apteki otworzyły się, a wiszący nad nimi dzwoneczek ogłosił, że mają klienta. Stary Mazhar oderwał się od swoich zapisków, poprawiając na nosie druciane okulary.
Demio od niechcenia spojrzał na mężczyznę, który podszedł do lady. Był bardzo wysoki, ubrany w długi, beżowy płaszcz, wyglądający na drogi.
- Dobry wieczór! – Powitał go właściciel apteki, wstając z taboretu. Mężczyzna kiwnął głową, uśmiechając się, przez co wokoło jego ust powstało jeszcze więcej zmarszczek. Mimo wieku (bo pewnie był koło pięćdziesiątki) był przystojny.
Demio powrócił do swojego zajęcia - niezwykle powolnego zamiatania podłogi. Chciał jak najdłużej się ociągać, żeby Mazhar nie dorzucił mu jeszcze jakiejś pracy.
- Chciałbym coś na sen – powiedział mężczyzna.
- Ależ oczywiście. Problemy z zaśnięciem? – zapytał starzec, który zazwyczaj wdawał się w dłuższe rozmowy z klientami. Taki już miał nawyk.
- Tak. Coś w ten deseń – potaknął, chyba niezbyt skory do konwersacji. Ale jak to już ze starym Mazharem było, nie dawał za wygraną.
- Lek ma być silny czy może łagodniejszy? Nie widziałem pana jeszcze tutaj, co prawda to nie takie małe miasteczko, ale i tak… - Demio ukucnął, żeby zmieść paprochy na szufelkę, obserwując jak aptekarz miota się pomiędzy półkami.
- Możliwie jak najsilniejszy – odparł cicho klient.
- Z prawej. – Rudzielec poinstruował właściciela sklepu, gdyż sam układał lekarstwa. – Najwyższa półka, panie Mazhar.
- Ach, tak – potaknął aptekarz. – Najsilniejszy jaki posiadam… Ba! Pewnie i nie znajdzie pan silniejszego w żadnej aptece w mieście – pochwalił się. – To jak? Przeprowadził się pan?
- Nie. Jestem w mieście na kilka dni, bo zgubiłem… coś – mruknął, kładąc na blat złotą monetę i zabierając flakonik z lekiem. Gdy szedł do drzwi, zmierzył jeszcze Demio nieprzyjemnym spojrzeniem.

Wszedł do kuchni, kładąc na zniszczonym stole zakupione mięso, po czym podszedł do drzwi od spiżarni. Uchylił je niepewnie, dostrzegając ruch w środku. Odetchnął, otwierając wejście szerzej tak, że światło z kuchni wpadło również do pomieszczenia, w którym siedział pies.
Zwierzak łapczywie pochłaniał kaszę z garnka, nawet nie patrząc na rudzielca.
Chłopak uśmiechnął się, czekając aż skończy jeść. Wolał nie ryzykować i nie podchodzić do psa, który je. W szczególności, że nie wiedział tak do końca, czy nie jest agresywny.
Demio oparł się o framugę, przyglądając się stworzeniu. Jego białemu, dosyć grubemu futru i temu długiemu, typowo wilczemu pyskowi.
A może to jednak jest wilk? Wszystko w jego budowie ciała na to wskazywało. Nie widział jeszcze tak dużego psa.
W tym czasie zwierzak skończył jeść, spoglądając na rudzielca błyszczącymi oczami. Czy tylko mu się wydawało, czy może te oczy świeciły się? Wilk (albo bardzo wyrośnięty pies, Demio już sam nie był pewny, czym to było) zamerdał przyjaźnie ogonem, podchodząc do niego ostrożnie. Tak, jakby nie chciał naruszyć ran.
Rudzielec ukucnął, głaszcząc zwierzaka po głowie, za co został nagrodzony liźnięciem w policzek.
- Wymyśliłem ci imię – powiedział, spoglądając w te hipnotyzujące ślepia, po czym jeszcze zerknął pod ogon, żeby upewnić się, że miał do czynienia z samcem. – Xinus, może być?
Odpowiedziało mu tylko bardziej nasilone merdanie ogonem. Tak, jakby zwierzak zrozumiał, co przecież było niemożliwe.

Spojrzał jeszcze raz na powoli zabliźniającą się ranę, nie wierząc własnym oczom. Jak to, tak szybko?! Jeden dzień, a rana już się zabliźnia? Wiedział, że na psach (czy tam wilkach) wszystko szybciej się goi, ale żeby aż tak?
- No, facet – powiedział. – Niedługo będziesz całkowicie zdrowy. – Potarmosił jeszcze jego grzbiet, uważając, żeby nie naruszyć obrażeń. W końcu zawsze mogły powrócić do poprzedniego stanu.
- Demio, chodźże mi tu zaraz, niewdzięczniku! – Usłyszał odgłosy dobiegające z werandy. Westchnął ciężko, wstając i zamykając za sobą drzwi od spiżarni. – Wpuść mnie! – Po domu rozniósł się huk.
- Mam nadzieję, że niczego nie rozwaliłeś, bo będziesz spać na dworze! – krzyknął, spoglądając na pijanego ojca przez szybę drzwi.
Pewnie zaraz po pracy poszedł z tymi swoimi „kolegami” się urżnąć i przepić ostatnie pieniądze, jak to było zawsze.
Bo jednak nie mógł powiedzieć, że ojciec nie pracował. Był stajennym u Foundrymanów, ale niestety… Jakoś te pieniądze, które tam zarobił, nigdy nie docierały do domu, a on nie miał siły nic z tym zrobić.
Westchnął ciężko, kapitulując. Podszedł do drzwi, przekręcając zamek i tym samym umożliwiając mężczyźnie wejście do środka.
Ojciec przytrzymał się framugi, ściągając buty i mierząc syna uważnym spojrzeniem.
- Ile dzisiaj wypiłeś? – westchnął rudzielec, spoglądając na niego z politowaniem. Wiedział, że jeszcze trochę, a naprawdę nie wytrzyma i go zostawi na pastwę losu, żeby się gdzieś tam zapił w krzakach. Jak na razie jednak nie potrafił go tak po prostu wyrzucić. Był jego jedyną rodziną po śmierci matki.
Mężczyzna nie odpowiedział, zamykając za sobą drzwi.
- Jestem głodny – powiedział.
- Trzeba było zrobić zakupy, a nie chlać – odparł chłopak, pocierając skronie. Chciał już zaprowadzić go do sypialni i mieć z głowy.
- Po cholerę mam syna, jak żadnego z niego pożytku nie ma? – warknął nagle, podchodząc do niego szybkim krokiem i łapiąc za przód bluzki. Demio nie zdążył go nawet odepchnąć, gdy za swoimi plecami usłyszał groźny pomruk.
- Wilk! – wrzasnął ojciec chłopaka, puszczając go gwałtownie i aż się zataczając. – Co tu robi wilk?
Demio obejrzał się za siebie, spoglądając na zjeżonego Xinusa, odsłaniającego ostrzegawczo swoje śnieżnobiałe kły. Następnie wychylił się nieco, żeby spojrzeć na otwarte drzwi od spiżarni. Był pewny, że je zamykał… Żeby je otworzyć zwierzak musiałby przekręcić gałkę, a tego raczej nie byłby w stanie zrobić…
Chociaż z tego wynika, że jednak Demio nie doceniał jego możliwości.
- Spokojnie – powiedział powoli chłopak, na co wilk zwrócił na niego swoje niebieskie oczy, mimo wszystko dalej stojąc w bojowej pozycji, z głową nisko podłogi. Rudzielec przełknął ślinę, niezbyt wiedząc, co ma robić. To w końcu było całkowicie dzikie zwierzę! Co go podkusiło, żeby brać go do domu?! Fakt, wczoraj był w nieciekawym stanie, ale i tak… mógł go opatrzyć i zostawić. – Jest dobrze, Xinus – mówił to, co przynosiła mu ślina na język. Miał nadzieję, że jego spokojny ton głosu da znak zwierzakowi, że nie ma co się denerwować.
Wilk strzyknął uszami, chowając zęby i siadając. Jego najeżona wcześniej sierść zaczynała powoli opadać.
Demio odetchnął, nie wiedząc czy ma wysunąć rękę i pogłaskać go, czy może postarać się wyrzucić go za próg.
Z drugiej strony chyba się do niego przywiązał. Zwierzak zdawał się rozumieć, co do niego mówi. No i chyba Xinus go właśnie przed chwilą chciał obronić… Uważał zachowanie jego ojca za zagrożenie.
- C-co w tym domu robi wilk? – zapytał ojciec, przerywając ciszę.
- To pies – mruknął rudzielec, choć wiedział już, że prawda jest inna. Trzymał pod dachem najprawdziwszego w świecie białego wilka. Nawet, jeżeli na początku łudził się, że tak naprawdę to jakaś mieszanka psa, teraz, po tym małym przedstawieniu, nie było już co się łudzić. – Może trochę duży, ale to pies – burknął, kierując się w stronę schodów. – Xinus, chodź – zawołał zwierzaka, a ten niemal od razu wstał, wspinając się po stopniach zaraz za rudzielcem i ani razu nie oglądając się na ojca chłopaka.

Demio wszedł do swojego pokoju w samej koszuli do spania. Dosłownie przed chwilą położył ojca spać, a później się szybko wykąpał. Jedyne, o czym teraz marzył, to sen.
Spojrzał na wilka, śpiącego tuż koło jego łóżka, po czym uśmiechnął się pod nosem na ten widok. Przeszedł koło zwierzaka, sięgając po grzebień leżący na stoliku nocnym, zaczynając przeczesywać swoje długie włosy.
- Jak Boga kocham, za tydzień je ścinam! – warknął, mocując się z kołtunem. Xinus podniósł łeb, obserwując uważnie każdy ruch rudzielca. Przekrzywił nieco głowę, gdy Demio zaczął mocować się z grzebieniem, który utknął w jego lokach. W końcu, po długiej bitwie, udało mu się wreszcie rozczesać włosy. - Takie ciekawe, co? – zapytał, wiedząc, że wilk od dłuższej chwili mu się przygląda.
Chłopak podszedł do szafy, wyciągając z niej ubrania na jutrzejszy dzień. Wolał to wszystko zrobić dzisiaj, niż później rano biegać po całym pokoju i zastanawiać się, gdzie podziały się jego spodnie.
Przewiesił jeszcze białą, bawełnianą koszulę przez krzesło, po czym położył się na łóżku, wyciągając rękę i mierzwiąc futro Xinusa na karku. Zwierzak podniósł się nagle, kładąc łeb na poduszce chłopaka, stykając swój zimny, mokry nos z nosem Demio. – A podobno wilki są straszne – westchnął rudzielec, przesuwając dłonią po puchatym i mięciutkim uchu. Już chciał zgasić światło, gdy jego uwagę przykuła podłużna blizna przecinająca prawą stronę pyska zwierzaka.
Chłopak dotknął jej palcem, stwierdzając, że jest już dosyć stara. Wcześniej jej nie zauważył, bo sierść ją trochę przykrywała. A zresztą nawet mu się tak dokładnie nie przyglądał… – Biedaku, – westchnął – będziesz miał same blizny. – Miał na myśli też jego świeże rany. Ciągle zastanawiał się, kto taki mu je zrobił.
Kłusownicy? Bo przecież nie mogła to być sprawka niedźwiedzia, ani żadnego innego zwierzęcia!
Sięgnął dłonią do lampy naftowej stojącej na stoliczku i ją gasząc. Już po chwili usłyszał jak coś ciężkiego opada na podłogę i próbuje ułożyć się w wygodnej pozycji. Uśmiechnął się do siebie, odwracając się przodem do ściany, a tyłem do Xinusa. Zasnął w akompaniamencie pochrapywania wilka.

Obudził go mokry, ciepły dotyk na policzku. Zmrużył oczy, mrucząc coś pod nosem, po czym zaczął powoli podnosić powieki. Pierwsze, co zobaczył, to dwa niebieskie ślepia wpatrzone w niego i duży, czarny nos. Wilk wydał jakiś dziwne, nieartykułowane burknięcie, przebierając łapami i stukając pazurami o drewnianą podłogę.
Demio podniósł się do siadu, przeciągając tak, że aż strzyknęło mu w stawach. Rozejrzał się po pomieszczeniu oświetlanym przez pierwsze promienie słoneczne. Och, jak on nie cierpiał wczesnego wstawania… Sięgnął do szafki nocnej, gdzie znajdował się jego stary, obdrapany zegarek kieszonkowy. Powoli zbliżała się piąta.
Zwierze znowu pisnęło, zwracając na siebie uwagę rudzielca. Ten spojrzał na niego zdziwiony, aż nagle przypomniał sobie, że przecież wczoraj Xinus cały dzień siedział w domu! Boże! Nie nadawał się do opieki nad zwierzętami!
Aż wyskoczył z łóżka, ciesząc się w duchu, że wilk wytrzymał i nie załatwił swoich potrzeb w domu. Sprzątanie tego chyba nie byłoby najprzyjemniejsze…
Zszedł schodami, a Xinus kroczył zaraz za nim, ale wystarczyło tylko, że otworzył drzwi na werandę, a ten aż wystrzelił z domu, żeby podbiec do najbliższego drzewka i się załatwić.
Demio westchnął, widząc jak ten wraca. Właściwie… mógłby już go wypuścić, no nie?
Ukucnął do wilka, zdejmując zrobione przez siebie prowizoryczne opatrunki. Otworzył szerzej oczy, spoglądając na prawie zagojoną skórę.
Jak to…?
W niecałe dwa dni?
Spojrzał niepewnie w niebieskie oczy, podnosząc się. Może każdy wilk tak po prostu ma? To trochę głupie, ale… jakie było inne wytłumaczenie?
- No, to już nie musisz przesiadywać u mnie. – Uśmiechnął się, czochrając pieszczotliwie długą sierść na karku. Wilk zerknął na niego jakoś tak… smutno? Jakby rozumiał.
Demio potrząsnął głową, odrzucając głupie myśli. Przecież to było tylko zwierze! Jak mogło rozumieć?
Odetchnął, wchodząc do przedpokoju. Nie chciał tego robić, bo przywiązał się do Xinusa. Nawet nadał mu imię!
Ale przecież to było dzikie zwierze. Jak mógłby trzymać je w domu?
Zamknął drzwi tuż przed nosem wilka, po czym odwrócił się na pięcie, nawet się na niego nie oglądając.

13 komentarzy:

  1. Jak mógł zamknąć drzwi przed nosem wilka!?
    JAKI CHAAAAAAAAAM!

    OdpowiedzUsuń
  2. "Zamknij drzwi przed nosem wilka, narzekaj, że jesteś sam" dobry tekst na kwejka ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak tak można... biedny wilczek ;D
    Szczerze bardzo mi się podoba:D:D:D myślę że może z tego wyjść niezłe opowiadanie! :D
    To wszystko się robi coraz bardziej zamieszane hihi
    Dobrze, dobrze :D
    Pozdrawiam!

    Również Życzę Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie, dołączam się do wcześniejszych komentarzy D:
    Tak nie można, toż to niehumanitarne o.o
    I fajne imię mu nadałaś, znaczy Demio nadał.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie rozumiem dlaczego tak postąpił z biednym wilczkiem. To poco jego uratował i teraz gdy jest wyleczony to wykopał go na bruk. Nie wiem dlaczego, ale gdy czytam te opowiadanie wydaje mi się, że mam niedosyt i smutno mi się robi gdy jest już koniec.
    Wyczekuje kolejnego tak wyśmienitego rozdziału pozdrawiam.
    Lajla

    OdpowiedzUsuń
  6. łee :( dlaczeego zamknął mu tak chamsko drzwi przed noskiem ? Głupeek ! :( Rozdział fajny choć ze smutnym zakończeniem.. :p No ciekawe co się wydarzy w nastepnym rozdziale ;) czeekam i wysyłam pokłady weeny :D ;**
    vampirka_15

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak on mógł?! Głupi, głupi, głupi. Rozdział mi się podobał, choć wydaje mi się, że troszeczkę nudny. Narazie nie ma żadnej akcji i to pewnie przez to. Sam pomysł na to opowiadanie bardzo mi się podoba ;3 Już nie wiem na co nie potrafię się bardziej doczekać: Słońce za chmurami, Zostawić rzeczywistość czy Wilczy skowyt. ; D

    OdpowiedzUsuń
  8. `Hejka!
    Nominuję cię do One Lovely Blog Award. Prowadzisz jeden z moich ulubionych blogów ;] Regulamin znajdziesz na blogu Nikkii -> http://naruto-w-akatsuki-yaoi.blog.onet.pl/ . Szukaj tam czerwonego napisu Regulamin.
    Pozdrawiam ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. No nie, to nie było miłe. Ja protestuję, tak nie można po prostu robić. Ja chcę tego wilka z powrotem, ot co.

    OdpowiedzUsuń
  10. Supcio! :D Oj mądry wilk! Ja zawsze uwielbiałam wilki, najbardziej te białe, oj a jak sobie wyobrażę jego oczka! *.* Jestem ciekawa co będzie dalej, ale kurde nie wyrzucaj go! :( Gdzie wilczek ma pójść?? :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Twój blog został oceniony na
    www.literacka-krytyka.blog.onet.pl
    Ocenę znajdziesz pod numerem 463.
    Pozdrawiam!

    Sen Chu

    OdpowiedzUsuń
  12. Wytypowałam cię do One Lovely Blog Award, cokolwiek to jest, tak więc jestem zobowiązana cię o tym powiadomić. Więcej informacji znajdziesz na moim blogu w odpowiedniej zakładce.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak mogłabym o nim zapomnieć? Czytuję go zawsze nawet jeżeli nie komentuję ^^ Ja tam nawet nie wiem o co chodzi w tej całej nominacji ;] Nie chcesz wypełniać, nie musisz ;] Nikt do tego zmusić cię nie może.
    Pozdrawiam ;^)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy nadesłany komentarz!

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.