sobota, 7 stycznia 2017

Rozdział 23. (Gówniarz)

Edit: Dla wszystkich którzy czekają na "Donikąd", mam dobre wieści. Jest już napisane, myślę, że do przyszłego tygodnia powinnam się wyrobić i opublikować. :) 

Sprawdziła Ekucbbw.

Groźby

Popatrzył w stronę kobiety; wysokiej, dość męsko zbudowanej, z grubo ciosaną twarzą. W pierwszym momencie uderzyło w niego jej podobieństwo do brata. Kiedy marszczyła brwi i mierzyła go wzrokiem, miał wrażenie, jakby ktoś Macieja sklonował i zamienił w kobietę... Swoją drogą, szybko spostrzegł również, że Maciej w wersji kobiecej nie byłby zbyt urodziwy. Dobrze, że natura postanowiła stworzyć go mężczyzną.
– Myślałem, że przyjdziesz wieczorem – odezwał się starszy Wyszyński. Wyraz jego twarzy stężał, a spojrzenie skoncentrowało się na Filipie, całkowicie pomijając stojącą nieopodal Darię. Maciej nic jednak nie zrobił, nie ruszył się chociażby o minimetr; stał, jakby oczekując dalszego rozwoju wydarzeń, których nie miał zamiaru popychać do przodu.
– Niespodzianka? – powiedział Wilku, wzruszając ramionami. – Miło mi poznać – zwrócił się do Darii, nie mogąc powstrzymać szerokiego uśmiechu cisnącego mu się na usta. Nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał jakoś tej sytuacji, ale z drugiej strony wpychanie Macieja w kłopoty też nie byłoby zabawne. No, może przez chwilę. Pierwsze kilka sekund po rzuceniu czegoś w stylu: „jestem chłopakiem twojego brata”, mogłoby go nawet rozbawić, ale później... Maciej sam powinien dojrzeć do swojego coming outu (nawet jeśli bardzo wolno dojrzewał), a on nie miał prawa się wtrącać. – Jestem Filip, ojciec przyjaźni się z Maciejem i tak jakoś... – zaczął, mając zamiar znów zrobić z Macieja wujaszka, jednak gdy Daria popatrzyła na niego sceptycznie, zakładając ręce na piersi, zrozumiał, że w tym wypadku ta taktyka może nie zadziałać.
– Daj z tym spokój – sapnął Maciej, wchodząc mu w słowo. Filip uniósł tylko zdziwiony brwi, ale nie doczekał się żadnych wyjaśnień, bo Maciej już po chwili zwrócił się do Darii. – Nie będę zeznawać przeciwko Łukaszowi. Teraz możesz iść, póki – na usta wręcz cisnęło mu się „potwory” – dzieciaki nie rozniosą domu rodziców.
Na twarz Darii wpłynął pełen niezadowolenia grymas. Kobieta w żaden sposób jednak nie ruszyła się w stronę przedpokoju, w którym wciąż stał Filip, obserwując wszystko z rosnącym zainteresowaniem i mnąc w dłoniach rączki od wypełnionego czymś plastikowego worka, który tu ze sobą przytargał. Dzięki dużemu, bezdrzwiowemu przejściu do salonu, miał doskonały widok na siostrę Macieja (i na odwrót: Daria beż jakichkolwiek przeszkód mogła przyjrzeć się jemu).
– Umawiasz się z dzieciakami? – prychnęła i skrzywiła się ze zgorszeniem. Filip uniósł jedynie brwi, ale nic nie powiedział, ciekawy dalszego rozwoju wypadków.
– Ja nie wtrącam się do twojego życia, więc bądź łaskawa zostawić moje – odparł spokojnym tonem Maciej, na pierwszy rzut oka wydając się bardzo opanowany. Filip zdążył go już jednak trochę poznać, by wiedzieć, że właśnie prowadził wewnętrzną walkę. Najprawdopodobniej miał ochotę wyrzucić Darię za drzwi, ale tym okazałby tylko swoją słabość i może nawet przyznałby się do winy.
– Obrzydlistwo – prychnęła Daria i wreszcie zrobiła kilka kroków w przód. – Jesteście siebie warci. Jeden zostawia rodzinę, drugi jest pedofilem – powiedziała, zatrzymując się przed Maciejem i mierząc go zbulwersowanym spojrzeniem. – Jesteście chorzy.
– Bez przesady, wczoraj skończyłem piętnaście lat. Mogę już uprawiać seks – rzucił Filip, nie umiejąc się powstrzymać, a gdy spoczęły na nim dwie pary oczu – jedne rozpalone zgorszeniem, drugie niedowierzaniem – miał ochotę paść na podłogę z rozbawienia, czego oczywiście ostatecznie nie zrobił. Nie mógł jednak powstrzymać szerokiego, rozbawionego uśmiechu cisnącego mu się na usta. – Spoko, żartowałem! – Uniósł dłonie w geście obronnym, bo miał wrażenie, że jeszcze chwila, a zostanie rozszarpany przez rodzeństwo Wyszyńskich.
– Idź już – powiedział Maciej do Darii. Ta popatrzyła tylko na niego, żeby zaraz odwrócić się i ruszyć do przedpokoju. Minęła Filipa bez słowa, szybko założyła buty i gdy już Maciej miał wrażenie, że obędzie się bez dalszej wymiany zdań, zatrzymała się przy drzwiach.
– Mama byłaby rozczarowana – stwierdziła, kładąc rękę na klamce. Popatrzyła jeszcze na brata, dając mu jasno do zrozumienia, że to była groźba, i po chwili wreszcie wyszła z mieszkania.
Maciej poczuł się tak, jakby ktoś właśnie spuścił z niego powietrze. Aż sapnął i opadł z wyraźną bezsilnością na stojącą nieopodal kanapę. Jak to możliwe, że w jednej chwili wszystko tak bardzo się spieprzyło?
– Nie mogłeś wytrzymać, co? – zapytał ze schowaną w dłoniach twarzą.
– Jeny no, luz, całkiem zabawnie było – prychnął Filip i zaraz podszedł do sofy, uprzednio stawiając worek z zawartością na podłodze w przedpokoju. – Jej mina to mistrzostwo. Powinieneś docenić kunszt mojego żartu – stwierdził, na co Maciej westchnął tylko ciężko. Nie miał nawet siły, żeby jakoś gówniarza ochrzanić, spotkanie z Darią skutecznie go wymęczyło.
– Jedyne, co powinienem, to wyrzucić cię za drzwi z dowodem w ręku, żebyś ją dogonił i udokumentował swoją pełnoletność – odparł Maciej, jednak w jego głosie pobrzmiewało głównie osłabienie. Mimo że mówił to w kontekście ponurego żartu, raczej trudno byłoby ten żart wyłapać.
– Tej, spokojnie – sapnął Filip, widząc, że Maciej faktycznie martwił się tym jego niewinnym dowcipem. – Przecież nie wyglądam na piętnastkę, hm? – zapytał, siadając obok Macieja.
– Filip, ty wiesz, jak dzisiaj dzieciaki wyglądają? Piętnastolatki kupują alkohol, bo wyglądają na dwudziestolatków – powiedział, popatrując na Filipa sceptycznie, a Wilczyński zrozumiał, że Maciej naprawdę się przejął. Bycie gejem to jedno, ale zostanie nazwanym pedofilem to już trochę inna sprawa. A jeszcze najwidoczniej Wyszyński zaliczył dzisiaj swój coming out, możliwe więc, że naprawdę powinien trzymać usta zamknięte, a nie rzucać dowcipami na prawo i lewo.
No ale moja wina, że laska ma kija w dupie i nie łapie żartu?
– Dobra, mniejsza – sapnął Maciej i machnął ręką. Nie widział sensu w dalszym roztrząsaniu tej sprawy z Filipem. Zresztą, miał teraz trochę większe problemy. Sama myśl o tym, że matka dowiedziałaby się o jego orientacji, przyprawiała go o nieprzyjemne dreszcze. Tak bardzo już zatopił się w ukrywaniu swojego homoseksualizmu, że wizja wyjścia z szafy była dość nierealna. – Myślałem, że będziesz dopiero wieczorem – zmienił temat.
– Wyrobiłem się szybciej. – Filip jakby nigdy nic wzruszył ramionami. – Dlaczego nie chcesz powiedzieć matce? Wydawała się całkiem spoko – dodał zaraz, powracając do poprzedniej kwestii. Maciej westchnął ciężko, początkowo mając zamiar zbyć czymś Filipa, w końcu dlaczego miałby rozmawiać z dzieciakiem o swoich problemach? Szybko jednak zdał sobie sprawę, że przecież z nikim o nich nie rozmawiał. Kuba wiedział wiele, lecz nie mógł wiedzieć o wszystkim. Był fajnym przyjacielem, ale miał zbyt idealne życie, żeby zrozumieć trzydziestolatka bojącego się własnego coming outu. Maciej zatrzymywał więc wiele kwestii dla siebie i chyba właśnie zaczęło go to przerastać; ile można?
– Ona ma nadciśnienie i arytmię serca – powiedział wreszcie po chwili ciszy. – Póki nie wie, że jej syn jest pedałem, to...
– Wie – przerwał mu Filip. – Bez przesady, Maciuś. – Przewrócił oczami, a Maciej puścił znienawidzone zdrobnienie pomimo uszu. Zwracanie uwagi w przypadku Filipa niewiele dawało. – Myślisz, że wszyscy wokół ciebie są tak głupi? Masz dobry kontakt z matką, widziałem przecież. – Wstał z kanapy, żeby zaraz przysunąć się do Wyszyńskiego i wsunąć mu dłoń we włosy. Zacisnął ją i pociągnął za nie lekko, tak, żeby Maciej uniósł wyżej głowę oraz na niego popatrzył. Gdy tylko Wilczyński dostrzegł zagubiony wzrok zazwyczaj nad wyraz pewnego siebie, dojrzałego, trzyciestoparoletniego faceta, ciepłe mrowienie wypełniło jego klatkę piersiową. Maciej dużo grał, w czym zresztą byli do siebie bardzo podobni. Nie odkrywali swoich kart od razu, nie pokazywali ich każdemu. A jednak Filip po raz pierwszy zerknął Maciejowi przez ramię na owe karty, na co zresztą ten mu wreszcie pozwolił. – Matki wiedzą takie rzeczy. A jak nie wiedzą, to podejrzewają, ale nie mówią o nich wprost. Ona na razie wierzy, bo ty jej tak mówisz, a nie chce myśleć, że kłamiesz. Ma Darię, ma trójkę wnuków, więc raczej wielkiej straty nie będzie, co? Zresztą, masz ponad trzydzieści lat, nie masz – i chyba nie miałeś? – dziewczyny, a masz mieszkanie, dobrą pracę i mercedesa z salonu. I jeszcze taki wygląd. Kuźwa, trzeba być głupim, żeby liczyć na wnuki od ciebie, wiesz? Pedalstwem walisz na kilometry – zakończył z szerokim uśmiechem, żeby zaraz pochylić się do Macieja i pocałować go w sam środek czoła. – Taki z ciebie hetero jak ze mnie milioner.
Wyszyński patrzył na niego trochę zdziwiony takim wykładem. Zaraz jednak parsknął z rozbawieniem, wyciągnął rękę i nim Filip zdążył się odsunąć, przyciągnął go do siebie jeszcze bliżej, przez co ten prawie wylądował na jego kolanach. W ostatniej chwili wsparł się dłonią o kanapę, jednak nie uniknął ust Macieja, które pocałowały go krótko, ale mocno.
– Popatrz, a jednak potrafisz powiedzieć coś więcej niż „kurwa” – skomentował z rozbawieniem, gdy już puścił Filipa.
– W słowniku jeszcze mam „chuj” i „pierdolę”. Styknie do komunikowania się – odpowiedział, odsuwając się od Macieja. – Jesteś głodny? Zrobiłem dzieciakom obiad i pomyślałem, że taki stary nieudacznik jak ty będzie skazany na jedzenie na mieście. Zlitowałem się i trochę przywiozłem.
Maciej zaśmiał się cicho, już w odrobinę lepszym nastroju. Nie miał pojęcia, jak Filip to zrobił, bo w końcu nie powiedział niczego odkrywczego, ale przez moment wydało się Maciejowi, że Wilczyński wcale nie ma dziewiętnastu (a właściwie to zaraz dwudziestu) lat. Albo że to Maciej był tym starszym i bardziej doświadczonym. Na moment jakby zamienili się miejscami.
– Co?
– Gulasz węgierski.
– I sam ugotowałeś? – popatrzył na niego sceptycznie, czego Filip jednak nie zauważył, bo już się odwrócił i wyszedł do przedpokoju po zostawiony tam worek.
– No a kto miał? Andrzej znów gdzieś polazł, Kuba raczej nie bardzo potrafi gotować, a Gabrysię i Tomka lepiej trzymać z daleka od palników.
– I mi przywiozłeś? – dopytał.
– W innym wypadku właśnie zamawiałbyś pizzę – odpowiedział już z kuchni. Maciej uśmiechnął się lekko pod nosem i wstał z kanapy, żeby podążyć za Filipem. Zatrzymał się w progu pomieszczenia, popatrując na Wilczyńskiego przekładającego jedzenie z plastikowego pojemnika do małego garnka.
– Jak troskliwa mamuśka – skomentował jeszcze Maciej.
– Jeśli robisz takie rzeczy z mamą jak ze mną wczoraj, to szczerze ci współczuję – odbił piłeczkę, żeby zaraz wrócić do nastawienia odpowiedniej mocy na płycie indukcyjnej.
Maciej zaśmiał się jeszcze, ale już nic nie odpowiedział. Wszedł jedynie do pomieszczenia, usiadł na krześle i wpatrzył się w Filipa, dochodząc do wniosku, że dzieciak naprawdę świetnie tu pasował. Zdecydowanie lepiej odnajdywał się w tej kuchni niż właściciel mieszkania.

***

Był inny niż Maciej. Był nawet inny niż jego koledzy z branży informatycznej, którzy również pokończyli dobre studia i którzy nie spoczywali na laurach w rozwoju osobistym. Bardzo dużo mówił, jednak robił to w ten sposób, że chciało się go słuchać, bo zdecydowanie wiedział, o czym mówił oraz nie paplał wszystkiego, co ślina przyniosła na język. Zdawał się uważnie ważyć słowa i był dość elokwentny, a więc te wszystkie książki na półkach w jego mieszkaniu nie pozostawały jedynie atrapą.
– Czytasz takie książki? – zapytał, na co Kuba uśmiechnął się szeroko i popił odrobinę wody, aby zaraz zabrać się za chaczapuri. Jakub zabrał go do restauracji gruzińskiej, nic więc dziwnego, że kiedy Łukasz wziął kartę dań w dłoń, tylko wytrzeszczył oczy, żeby ostatecznie zdublować zamówienie przyjaciela Macieja.
– Lubię wiedzieć, co dzieje się w naszym światku – odpowiedział. – Myślę, że to powinno być istotne dla każdego z nas. Nie ma nic gorszego, niż homoseksualista nieprzejmujący się walką o swoje prawa. Jak my nie będziemy chcieli zmiany, to kto?
Łukasz uśmiechnął się lekko. Właśnie poczuł się tak, jakby otrzymał słowny policzek. Raczej nie bardzo interesował go świat LGBT, nie obchodziło go, czy uzyskają te małżeństwa albo chociażby związki partnerskie. Nie zaprzątał sobie głowy paradami równości, a już z pewnością nie był na bieżąco z kulturą. Jedyne książki, jakich się tykał, to fantasy, czasem sci-fi.
– W sobotę wystawiają ten spektakl u nas w teatrze – powiedział Kuba, odchylając się na swoim krześle. – Pojechałem na to rok temu do Warszawy, bo byłem przekonany, że taka objazdówka po całej Polsce nie będzie możliwa.
Łukasz uśmiechnął się z lekkim zakłopotaniem.
– Nie czytałem tego... – Właściwie to nawet o tym nie słyszał. Witkowski jako autor obił mu się o uszy głównie przez skandal z mundurem SS. O jego twórczości miał raczej niewielkie pojęcie.
– A chcesz? – zainteresował się zaraz Jakub, pochylając się z powrotem nad stołem. – Mogę ci pożyczyć. Nie wiem, czy będziesz mieć czas, żeby przeczytać do soboty, bo jest dość grube, ale przynajmniej się zapoznasz.
Popatrzył na niego ze zdziwieniem, ale ostatecznie kiwnął głową. Czyżby właśnie został zaproszony do teatru i sam nieświadomie się na to zgodził? Po plecach przebiegł mu dość nieprzyjemny dreszcz; Kuba był miły, ale Łukasz czuł się za bardzo osaczony. Postawa Kuby emanowała pewnością siebie. Przygniatającą pewnością siebie, należy dodać, a Łukasz nie wiedział, jak sobie z tym poradzić.
– Po obiedzie zahaczymy o moje mieszkanie. – Uśmiechnął się lekko i powrócił do swojego chaczapuri. Łukasz szybko spostrzegł, że Kuba raczej nie pytał, on mówił, co zrobią, oczekując, że Malecki się do tego przystosuje. Z jednej strony powinno mu się to podobać, w końcu nigdy nie lubił sam podejmować decyzji; zawsze pozwalał na ostatnie słowo innym – najpierw Maciejowi, później Darii. Może więc Kuba nie byłby taki zły? Mimo wszystko Łukasz czuł, że po prostu nie pasuje. Nie miał takiej wiedzy jak Jakub, ani nawet nie czuł potrzeby, aby tę wiedzę zdobyć. Nie interesowały go sztuki teatralne, a już na pewno nie jakieś czołowe książki polskiej literatury spod znaku LGBT. – Dam ci Lubiewo i może jeszcze wypijemy po lampce wina, hm? Kolega mi przywiózł takie jedno mołdawskie. Zasmakuje ci.
Łukasz uśmiechnął się z wymuszeniem.
– Jasne.
Miał jednak świadomość, że na winie ta wizyta się nie skończy.

***

Zerknął na szaleńczo machający ogon, by po chwili po raz kolejny powrócić wzrokiem do ekranu komputera. Zmarszczył brwi, usiłując skupić się na pracy, co przez cały dzień jakoś nie bardzo mu wychodziło. Filip w jego mieszkaniu zdecydowanie nie motywował do zajrzenia w dokumenty, nawet jeśli przez cały dzień raczej niewiele zrobili. Głównie siedzieli, jedli, trochę „poćwiczyli” (Maciej uwielbiał ten typ ćwiczeń) i dwa razy wyszli na spacer z Ciapkiem.
Wychodzenie na spacery z psem i Filipem było dziwne. O ile do tego pierwszego całkiem już się przyzwyczaił, to idący obok Wilku wydawał się po prostu dziwny.
Ciapek z jednej, Gówniarz z drugiej. Ciapek obsikujący pień drzewa, Gówniarz gadający jakieś pierdoły, niezrażony milczeniem Macieja. Ale Wyszyńskiemu ta paplanina w żaden sposób nie przeszkadzała; owszem, dziwnie było być na spacerze z tą dwójką naraz, jednak całkiem szybko przyzwyczaił się do Filipowych komentarzy. I miał wrażenie, że do wspólnych spacerów także by przywyknął.
Znów oderwał wzrok od ekranu laptopa, żeby przenieść go na koczującego psa pod zamkniętym wejściem łazienki. Poruszający się w niecierpliwym szale ogon teraz już nie przecinał powietrza, tylko zamiatał płytki, podczas gdy mokry nos niespokojnie obwąchiwał szparę w dole drzwi. Maciej szybko pokręcił głową, z całych sił usiłując nie dać się rozproszyć. Miał chwilę; póki Filip brał prysznic, chciał ją wykorzystać, bo podejrzewał, że później nie nadarzy mu się już taka okazja.
Otworzył plik, który dostał od jednego z grafików. Przejrzał go szybko, zdecydowanie zbyt szybko, aby mógł wyciągnąć odpowiednie wnioski i zauważyć niepasujące do zlecenia drobiazgi. Najwyżej jutro w pracy jeszcze raz do tego usiądzie, teraz powinien chociaż na to zerknąć.
Pisk. Długi, tęskny pisk.
Drgnął, znów wybijając się z rytmu. Popatrzył na psa, trochę już poddenerwowany. Ciapek znów stęknął, tym razem jednak odrobinę ciszej, co nie oznaczało, że mniej żałośnie. Wyciągnął swoją chudą łapę z o wiele zbyt długimi czarnymi pazurami i drapnął nimi o framugę.
– Uspokoisz się wreszcie? – powiedział z poirytowaniem pobrzmiewającym w głosie. Oczywiście był zły za ciągłe rozpraszanie go. Wcale nie był zazdrosny o nowy obiekt zainteresowania Ciapka.
To, że normalnie Ciapek chodził za nim krok w krok, a dzisiaj przez cały dzień wlókł się za Filipem, też nie miało znaczenia. To tylko pies, kto by się nim przejmował?
W odpowiedzi usłyszał jedynie niezadowolone burknięcie. Pies ułożył pysk na płytkach, zamierając z nosem wetkniętym w szparę drzwi. Maciej przyglądał się temu żałosnemu widokowi z lekkim rozbawionym uśmiechem na ustach, gdy ciszę w mieszkaniu, zmąconą jedynie odgłosem branego przez Filipa prysznica, przerwało burczenie. Tym razem dźwięk nie wydobył się z gardła Ciapka; komórka przesuwała się w wibracjach po blacie stolika do kawy, wypełniając drżącym brzmieniem całe pomieszczenie. Maciej początkowo chciał zignorować ten fakt, w końcu telefon nie należał do niego, a on nie był Filipem, żeby łapać za cudze komórki. Już chciał znów zmobilizować się do pracy, gdy kątem oka dostrzegł podświetlający się na ekranie napis.
Pacuła.
Patrzył się na urządzenie, bijąc się przez moment z myślami. Filip ostatnio nic nie wspominał o Błażeju, ten temat całkowicie między nimi umarł. Maciej także nie dopytywał, jakby mając nadzieję, że dzięki temu problem sam zniknie. Ale jak widać – nie znikał. Co więcej, właśnie próbował dodzwonić się do Filipa.
Ciało zareagowało samo. Wychylił się, złapał za telefon i tak po prostu przeciągnął zieloną słuchawkę po ekranie.
Myśl, że Filip mógłby znów zostać pobitym przez tego psychopatę, wypełniła jego umysł wraz z rosnącą złością. O ile Maciej nigdy nie pchał się do bójek, a jedynie je za młodu prowokował, teraz był pewny, że mógłby Pacułę pobić. Z chęcią przyłożyłby w ten jego pysk i kazał raz na zawsze zostawić Filipa w spokoju. Aż zacisnął dłoń w pięść, gdy drugą ręką przycisnął telefon do ucha. Biłby Pacułę tak długo, aż trudno. byłoby go rozpoznać. Z satysfakcją patrzyłby, jak puchnie, czerwienieje, aż wreszcie sinieje. I nawet jeśli wiedział, że w rzeczywistości jedyną osobą, która miałaby szanse spuchnąć, był on, naprawdę miał ochotę jakoś mu zagrozić. Bo skoro Filip nie potrafił... to kto by miał?
– Zostaw go w spokoju – powiedział do słuchawki takim głosem, że sam ledwo go rozpoznał. Jakby naprawdę zaraz mógł rozszarpać Pacułę na strzępki. Jakby on, korporacyjny szczur, był w stanie zagrozić wielkiemu dresiarzowi z całą masą innych dresiarzy za plecami.
Odpowiedziała mu cisza. Już myślał, że Błażej się rozłączył, nawet odsunął telefon od ucha, aby to sprawdzić, gdy Pacuła wreszcie się odezwał:
– Już nie żyjesz, śmieciu.

***

Walenie w drzwi. Nerwowe, donośne, w samym środku nocy. Sapnął ciężko, gdy do walenia dołączył się jeszcze głośny dźwięk dzwonka. Ktoś zamęczał go, wciskając raz po raz, jednocześnie nie zapominając o dobijaniu się pięścią.
Przewrócił się na brzuch, mając nadzieję, że nie będzie musiał się podnosić. Był zmęczony. Nie, mało powiedziane. Padał na pysk. Nie spał cały poprzedni dzień, a gdy wreszcie mógł się położyć, ktoś postanowił odwiedzić go o trzeciej w nocy (albo nad ranem, zależy, jak patrzeć).
– Wstawaj i zobacz, kto to, bo zaraz po policję zadzwonię! – W mieszkaniu rozniósł się skrzekliwy głos babci. – Pewnie znowu któryś z twoich kolegów! – Poczuł, jak ktoś go szturcha. Obejrzał się przez ramię, na pulchną postać oświetloną przez światło padające z sypialni obok. – Ja żem wychodzić nie będę, bo to łachudry same. Z kryminalistami się trzymasz, co to budzą porządnego człowieka w samym środku nocy! – skrzeczała, nie dając już żadnych złudzeń, że zostawi go w spokoju. Podniósł się, a powieki same ciągnęły w dół. Głos babci skutecznie go jednak otrzeźwił, nie znał nikogo, kto miałby tak irytująco jazgotliwy tembr głosu, gdy się denerwował. Rozzłoszczona babcia i babcia na co dzień wydawały mu się dwiema całkowicie różnymi osobami. – No ruszże się! Bo zaraz sąsiadów pobudzą!
Wstał więc szybko i trochę chwiejnie przeszedł do przedpokoju. Przemierzył go boso, krzywiąc się na drobinki piasku przyklejające mu się do stóp. Gorszym uczuciem było chyba tylko jego zmęczenie.
Odryglował drzwi (zawsze bawiło go, na ile spustów babcia potrafiła je pozamykać) i uchylił, żeby wpuścić do zaciemnionego pomieszczenia łunę ostrego, sztucznego światła z klatki schodowej. Zaraz jednak przed nim wyrosła wysoka sylwetka z naciągniętym na głowę kapturem.
– Błażej? – zapytał Sławek zdziwiony. – Rany Boskie, ty wiesz, która jest godzina?
– Dobry! – rzucił jednak Błażej gdzieś nad ramieniem Sławka, dostrzegając postać jego babci w przedpokoju.
– Żeby mi to ostatni raz! – zaskrzeczała, ale Pacuła już nie słuchał. Złapał jedynie Sławka za ramię i wyciągnął go z mieszkania. Zatrzasnął za nim drzwi, żeby po chwili przycisnąć go do nich całym swoim ciałem.
Pachniał alkoholem i trawką. Wzrok miał mętny, a ruchy stosunkowo nieporadne. Mimo to jak zwykle wyglądał groźnie, w szczególności kiedy marszczył brwi i patrzył tak, jakby za chwilę miał zabić.
Serce Sławka przyspieszyło swoje bicie, bynajmniej nie ze strachu. Po jego ciele rozlało się ciepło, kiedy patrzył w te na pozór nieprzyjemne oczy. Błażej był blisko, tak blisko, jak chyba jeszcze nigdy. Przyciskał go całą sylwetką, owiewał kwaśnym oddechem twarz, otaczał ciepłem swojego ciała.
– Miałeś go znaleźć – warknął nietrzeźwo Błażej, zaciskając dłonie na nagich przedramionach Sławka. Był jedynie w krótkich spodenkach i białym, prującym się u dołu podkoszulku. – Zabiję go, kurwa, zabiję. Masz go znaleźć, rozumiesz?
Sławek nie rozumiał. Patrzył na Błażeja, mając absolutną pustkę w głowie i niestety wiedział, kto jest jej przyczyną. Dopiero po chwili udało mu się połączyć fakty.
– Pracowałem...
– Muszę. Go. Kurwa. Znaleźć – wycedził słowa przez zęby, zwieńczając je mocnym uderzeniem pięścią w zamknięte drzwi.
– Błażej, spokojnie – sapnął i korzystając z tego, że Pacuła na chwilę puścił jedną z jego rąk, wyciągnął ją przed siebie oraz wiedziony chwilową odwagą, przyłożył do szorstkiego od kilkudniowego zarostu policzka. – Zaraz ktoś wyjdzie i wezwie policję.
– Ten chuj...
– Rozmawiałeś z Filipem? – zapytał, wiedząc, że wcale nie chce usłyszeć twierdzącej odpowiedzi.
– Nie. Koło dupy mi on lata, chce tamtego kolesia. Skurwiel jebany – warczał, aż czerwieniejąc ze złości, ale o dziwo wciąż się nie odsuwając.
– Okej. Coś wymyślimy – powiedział ugodowo Sławek, patrząc Błażejowi w oczy. Ich barwa nawet teraz, przy lekko zaczerwienionych od marihuany białkach, wciąż powalała swoją krystalicznością. Jeszcze nigdy nie widział takich tęczówek, przypominających dwie bryły lodu. I może był po prostu bardzo zmęczony, a może dość miał już łażenia za Pacułą i zastanawiania się, jak długo to jeszcze potrwa. Był sam środek nocy. Stali na klatce schodowej. Czasowe światło na korytarzu wreszcie zgasło, pozostawiając ich w półmroku. Znalazłaby się lepsza chwila?
Wychylił się i tak po prostu pocałował śmierdzące alkoholem usta Pacuły. Nie nastawiał się na nic; ani na odepchnięcie, ani tym bardziej na jakiś zapraszający ruch ze strony Błażeja. Ten nagle jednak przycisnął jego ciało mocniej do drzwi, całkowicie go osaczając. Odbierając oddech oraz możliwość ewentualnej ucieczki. Docisnął swoje wargi do wąskich warg Sławka i zaczął oddawać pocałunek. Mocno. Chaotycznie. Zdecydowanie nietrzeźwo.

20 komentarzy:

  1. Nosz ale się porobiło. Sławek to chyba poszedł na całość. Nieźle wymyślił-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Hej, dopiero niedawno zauważyłam Twój komentarz pod ostatnim fragmentem "Donikąd", odpisałam, ale mogę powtórzyć, żebyśmy już się nie rozmijały. ;) "Donikąd" czeka jedynie na zakończenie (które właśnie w tym momencie piszę, tak a propos). Jest już całe też sprawdzone, korektorka czeka jedynie na ten fragment. Tak więc zakładam, że w przyszłym tygodniu jej go wyślę. :)

      Usuń
  3. Czyli Pacuła wraca do świata żywych :D Miło to czytać. Bardzo ciekawi mnie jak dalej potoczą się losy tej jego zemsty. I czy Sławek odegra w tym jakąś ważniejszą rolę (bo czemu by nie?
    Podoba mi się również dojrzewanie związku Filipa i Macieja. Przyjemnie się to czyta, momentami z takim 'awwww :3'. No i Filip przyniósł mu obiad. Patrząc na stosunek Filipa do ludzi z pozostałych rozdziałów to naprawdę duże poświęcenie.
    Tak sobie wyliczam w myślach, w tym rozdziale mamy niedzielę, za tydzień będzie poniedziałek, badania i wyniki to nawet kilka dni i niestety dochodzę do wniosku, że może nawet minąć jeszcze miesiąc albo i więcej zanim poznamy wyniki testów na HIV :D Czas oczekiwania prawie jak na wyniki matury.
    No nic, w najbliższych rozdziałach zapowiada się sporo ciekawych rzeczy. Rozwód, coming-out, hiv i pacuła <3 Hell yeah!


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i gdzieś w tekście znalazłam 'w kocu' a nie 'w końcu'. Gdzieś w okolicach Macieja i Fifiego na kanapie.

      Usuń
    2. Dzięki, już poprawiłam :)
      Czekanie na wynik testu to od jednego, do kilku dni. Wszystko zależy od wyniku właśnie, bo jeżeli jest dodatni, to wysyłają jeszcze próbkę krwi do laboratorium, aby potwierdzić zakażenie. Ale często można zamknąć się w obrębie jednego-dwóch dni. :)

      Faktycznie dużo wydarzeń złoży się na kolejne rozdziały. :D Trochę jakby końca nie widać, a mam już 200 stron w pliku.

      Ślicznie dziękuję za komentarz <3

      Usuń
  4. Dobrze, że Łukasz już kogoś ma, może nawet stały związek? Ten Pacuła, Maciuś nie może być notorycznie bity i zabijany, plizzzz o litość nad nim :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. – Mama byłaby rozczarowana – stwierdziła, kładąc rękę na klamce. -> Daria to niezła sucz. Wie, gdzie uderzyć, jak chce. Filip w gadce o matce Macieja w samo sedno. Jakby Maciej przez ostatnie kilkanaście lat żył w jakimś zawieszeniu, fałszywym świecie ułudy. A teraz wszystko poszło się walić.
    Więc Daria jest żeńską wersją Macieja... To musiało Łukaszowi ułatwić pewne sprawy. Teraz mnie nie dziwi ta 3 dzieciaków. Ale serio, dalej nie mogę tego przełknąć. Jak, no, jak można hajtnąć się z siostrą własnego kochanka. Ale to przecież Łukasz-łajza. Wykonał przed żoną coming-out stulecia, żeby wejść pod pantofel wyzwolonego geja. By się trochę ogarnął wreszcie.
    Filip taki uczynny. Jak nie on. Co ta miłość robi z człowiekiem. Czary jakieś :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. No to Maciuś chyba będzie musiał się ujawnić przed mamą... To nawet dobrze, ale rozumiem ze się boi. Natomiast ja zaczynam się bać o niego, bo Pacuła jest naprawdę wku.rwiony.
    Ciekawe czy Łukaszowi wyjdzie coś z Kubą, po dzisiejszym rozdziale mam wątpliwości, no ale zobaczymy :) Dzięki i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeeeeej, rozdział <3

    Bez przesady, wczoraj skończyłem piętnaście lat. Mogę już uprawiać seks.
    Pedalstwem walisz na kilometry – KOCHAM GO :D naprawdę.

    Scena, gdzie Filip pocieszał Macieja, była urocza :)
    Siostra jednak dowaliła :(
    W dodatku Filip umie gotowąć!

    Opis – wiedziałam, że będzie chodzić o Kubę! Już kocham gościa :D Może oni coś tego z Łukaszem? A nuż się uda?

    Maciej i Filip, którzy ĆWICZĄ w mieszkaniu <3
    Widzę, że Maciuś mocno pokochał Ciapusia :D

    Maciej także nie dopytywał, jakby mając nadzieję, że dzięki temu problem sam zniknie - jasne, jak widać, nie zniknął.
    Czyli szykuje się niezły pojedynek : >
    Błażej znowu wali hipokryzją na kilometr.
    Ale jestem ciekawa, jak to rozegra :D

    Coraz bardziej kocham Filipa :D bo Macieja kocham od początku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa, widziałam gdzieś tempr zamiast tembr głosu.

      Usuń
    2. Poprawiłam! :)

      Błażej zdecydowanie jest hipokrytą. No ale co mu się dziwić, zbyt wiele pod kopułą to on nie ma. :D

      Usuń
    3. Właśnie, bardzo mi się podoba, że właśnie tak go (Błażeja) przedstawiasz. To jest kurde pieprzony hipokryta, a jeszcze chce krzywdzić biednego Filipka :(

      Usuń
  8. O to ładnie Sławek wykorzystał okazję :D podejrzewałam jego zamiary, ale co to z tego będzie:D
    Błażej to taka intrygująca dla mnie postać. Daleko mu do ideału, ale jego historia jest bardzo ciekawa.
    Trudno mi go ocenić, jednak trzymam się dalej tego że uwielbiam czytać o każdej z postaci, zmienia sie wtedy spojrzenie na całość.
    To trochę tak jakby wyjaśniać, że nikt z natury nie jest zły :)

    Pozdrawiam ciepło,
    Elda

    OdpowiedzUsuń
  9. Sławek zajmie się Błażejem, Maciej Filipem, Kuba Łukaszem, raj na ziemi i tylko biedna Daria utraciła wiarę w raj i szykuje co po niektórym piekło na ziemi. Filip zaskakuje - nie dość, że gotuje, to jeszcze a psychoterapeutę się zabawia. Filip ma z jednym rację - rodzice faceta po trzydziestce, stanu wolnego, już raczej złudzeń nie mają, albo pedał, albo aseksualny a trzecia możliwość to seksoholik. I tylko pielęgnują złudzenia dla lepszego samopoczucia lub wybierają opcję dogodniejsza dla siebie.
    Pozdrawiam w oczekiwaniu na ulubiony ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z seksoholikiem jeszcze nie słyszałam, ale w sumie też możliwe. :D I nawet do Macieja pasuje. ;) "Pedał" i "nienormalny" pada w mojej rodzinie (całe szczęście dalekiej) zdecydowanie najczęściej.

      Usuń
  10. Przeczytałam rozdział w dniu premiery, ale wracam z komentarzem, bo nieładnie tak przeczytać i nie zaznaczyć obecności :D

    Filip zdecydowanie nie mógł się powstrzymać przed komentarzem. Dziwne by było jakby potulnie milczał przez całą rozmowę.
    Nie wiem w sumie czego się spodziewałam po Darii... ale to jak się zachowała całkiem do niej pasuje. Wyczuwam, że zacznie uprzykrzać życie Maciejowi i namiesza mu w nim bardziej niż Wilku z Błażejem.
    A skoro już mowa o Pacule. Maciek chyba nie zdaje sobie sprawy z kim zadziera i odbieranie tego telefonu było raczej lekkomyślne. Chyba nie spodziewał się, że gdy powie, by zostawił Filipa, ten potulnie przyzna mu rację i da im spokój? Może i Błażej nie jest jakimś przywódcą zorganizowanej grupy przestępczej, ale jest narwany, a w połączeniu z jego "profesją" i tym, że ciągle jest na haju - Maciej dostanie po mordzie. I to ostro.
    Niemniej jednak nie mogę się doczekać ich konfrontacji.
    Przejdźmy do kolejnej pary, czyli do Łukasza i Kuby. Niestety nie wróżę im miłości rodem z jakiegoś romansidła. Kuba wydaje się być zbyt wielkim wyzwaniem dla Łukasza, jak na pierwszego partnera po coming outcie. Podejrzewam, że Malecki stchórzy i zamiast iść do przodu, zrobi krok w tył. Nie zapominajmy też o Darii, która jest zdeterminowana, aby urządzić mu piekło na Ziemi.
    A teraz przejmy do głównego punktu programu, bo nie da się ukryć, że ostatnia scena zdecydowanie nim była :D
    Już od jakiegoś czasu przeczuwałam, że Sławek może mieć coś do Błażeja, a teraz kiedy Filip jest trochę poza obrazkiem, zdecydował się wykorzystać swoją szansę. Raczej nie będzie z tego wielkiej miłości, ale mimo wszystko zaczęłaś cholernie ciekawy wątek.
    Co więcej mogę dodać? Odnoszę wrażenie, że zmierzasz do kulminacyjnego momentu, bo jakby nie patrzeć, postawiłaś każdego bohatera w ciężkiej sytuacji, dodatkowo zgrabnie ich wszystkich ze sobą łącząc. Nie spodziewam sie, że będzie cudowny happy end, ale liczę, że nie skończy sie to istną katastrofą dla każdego.
    Czekam na kolejny i życzę mnóstwo weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze - jaki długi komentarz! :D Bardzo mi miło, że zachciało Ci się tu wrócić i coś napisać. To naprawdę motywuje do dalszego pisania. :)
      Cieszę się, że zauważyłaś to połączenie między bohaterami i cieszę się również, że ich perypetie życiowe ciekawią. Jak dla mnie "Gówniarz" to opowiadanie, przy którym najbardziej się napracowałam. Dało mi nadzieję, że wcale nie stoję w miejscu i mogę przeć do przodu. Może i nie jest idealne, ale jestem z niego naprawdę zadowolona. ;)
      I faktycznie, powolnymi krokami zmierzamy do zakończenia. Po raz pierwszy jednak wcale mi się do tego nie spieszy. Wiele opowiadań ucinałam, byleby jak najszybciej je odfajkować i zabrać się za coś nowego. Tym razem nie mam zamiaru w niczym się spieszyć i nie odliczam rozdziałów do końca. ;)

      Ślicznie dziękuję za komentarz. :) Moja wena czuje się podbudowana.

      Usuń
  11. Cieszę się ze opowiadanie Donikąd niedługo opublikujesz ;)
    A co do tego opowiadania. Jezusiu jakie emocje! Przeczytałam rozdział dwa razy i... mrau po prostu mrau! XD
    Tak wiem, mało komentarzy piszę, prawie wcale jednak wiedz ze masz dużo więcej fanów niż myślisz ^^

    weny!! ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale komentarze naprawdę podbudowują! :D Liczby liczbami, jednak nie ma nic lepszego dla autora niż komentarze czytelników. :)
      Niemniej, ciesze się, że napisałaś. A Donikąd możliwe że już w niedzielę.

      Usuń

Dziękuję za każdy nadesłany komentarz!

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.