poniedziałek, 16 października 2017

Rozdział 4. (Co z Oliwerem nie tak?)

Śmierdzisz

Następnego dnia wciąż nie mogłem dojść do siebie. Chociaż rzeczywiście nigdzie z Łukaszem nie wylądowałem (oczywiście mam na myśli łóżko albo chociażby tylną kanapę w samochodzie), doczekałem się jedynie krótkiego, pożegnalnego pocałunku, to musiałem przyznać – była to najlepsza randka w moim życiu. Jedyna co prawda, ale już wiedziałem, że nic jej nie pobije. Oczywiście byłoby lepiej, gdyby Łukasz na koniec zaciągnął mnie do swojego mieszkania, jednak przecież nie można mieć wszystkiego, no nie?
Wstałem rano (o ile jedenasta w południe to wciąż rano) w świetnym nastroju. Najwidoczniej w moim przypadku to coś nowego, bo już na schodach naraziłem się na podejrzliwe spojrzenie Alicji.
– Coś się stało? – zapytała niepewnie, jakbym miał jej zaraz oznajmić, że chwilę temu napadłem na przychodnię ojca i wykradłem mu jakieś leki, którymi się później naćpałem. Wzruszyłem tylko ramionami, opanowując głupi uśmiech.
– Nie – odparłem, przechodząc do kuchni i zaglądając do lodówki. Alicja wychyliła się z fotela w salonie, bacznie mnie obserwując.
– Czemu się tak uśmiechasz?
Rany Boskie, naprawdę jest ze mną tak źle, że nawet matka uważa mój uśmiech za nienormalne zjawisko?

wtorek, 3 października 2017

Rozdział 17. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Okej, prezentuję Wam wersję najsurowszą z surowych, taką, jakiej jeszcze nigdy wrzucałam, bo aż wstyd. Świeżo napisane i ani razu nieprzeczytane - po prostu nie mam siły, żeby jeszcze to teraz sprawdzać. Naprawdę ciężko było mi znaleźć czas na ten rozdział i ostatecznie wyglądało to tak, że każdego dnia poświęcałam po dziesięć, piętnaście minut na dopisanie chociaż kilku zdań. Niektóre fragmenty mogą się więc nie kleić, ale że i tak już długo kazałam Wam czekać, to chciałam jak najszybciej to opublikować.
Oby nie było tak źle, jak mi się wydaje. Na dniach wszystko skoryguję, a teraz nie pozostaje mi już nic, tylko zaprosić Was na rozdział i przeprosić za ewentualne błędy.

Carpe diem

Wspinając się po schodach, czuł osobliwą, wypełniającą go po brzegi lekkość. Każda myśl, jaka jeszcze niedawno zaprzątała mu głowę, tak po prostu wyparowała, pozostawiając po sobie przyjemną pustkę. Dopiero gdy stanął przed drzwiami swojego mieszkania, wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Przygniotło go jak kowadło spadające na bohatera kreskówki; nagle i niespodziewanie, wprasowując postać w podłogę.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Rozdział 3. (Co z Oliwerem nie tak?)

Betowała Ekucbbw.

Randka

Nie chodzę na randki. Właściwie to chyba na żadnej jeszcze nie byłem, bo wyjścia do kina trzy lata temu niestety nie mogę uznać za randkę, chociaż wszystko na nią wskazywało. Jak się jednak okazało już w budynku Multikina, do którego musiałem jechać pół miasta w upale i w tramwaju bez klimatyzacji (nowoczesne Krakowiaki to zasługa ostatniego roku, wtedy jeszcze trzeba było się telepać w starych, śmierdzących tramwajach), randka była tylko wymysłem mojej wyobraźni. Tak naprawdę kolega – bo inaczej go nazwać nie mogę – nawet nie był gejem i nastawił się na kumpelski wypad do kina na najnowszych Avangersów. I, żeby tego było mało, zabrał ze sobą jeszcze swoją dziewczynę. Tak, miał dziewczynę. A więc nie dość, że moje nadzieje brutalnie roztrzaskały się o mur rzeczywistości, to jeszcze gościu, w którym zadurzyłem się po uszy, okazał się totalnym heterykiem. Nigdy nawet na mnie nie spojrzał z inną, bardziej mi sprzyjającą intencją. A ja jak głupi masturbowałem się po nocach do jego zdjęcia, zakochałem się i oczywiście źle odebrałem wszystkie znaki, jakie mi wysyłał... chociaż, chyba w ogóle niczego w moją stronę nie wysyłał. Był dość „ciepły” w obejściu, to fakt, ale najwidoczniej nawet hetero może być ciepły.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Informacja

Trochę zastanawiałam się, czy pisać tę informację, czy może jednak nie zawracać ani sobie, ani Wam głowy. Doszłam jednak do wniosku, że będę spokojniejsza, kiedy o tym Was poinformuję.

Ostatnio piszę o wiele mniej niż kiedyś, co niestety wynika z mojego braku czasu. Wciąż jednak mam gdzieś z tyłu głowy, że ten jeden rozdział na tydzień musi być. Takie myśli bardzo mnie stresują, bo ostatnio jak napiszę te pięć stron w przeciągu siedmiu dni to jest wielki sukces. Pisanie ma być jednak przyjemnością, w szczególności, że już nie marzę o wielkiej karierze pisarki. ;) Teraz to moja ucieczka od rzeczywistości, a nie źródło zarobku. Dlatego nie chcę się zmuszać, na siłę wynajdywać w ciągu napiętego dnia chociażby tę jedną godzinę, w szczególności, że właśnie rozwijam się w zupełnie innym kierunku i to też zabiera mój czas, chęci, wenę.

Napiszę więc - kończymy z polityką rozdziału na tydzień. Rozdział będzie, kiedy będzie, wszystkiego jak zawsze dowiecie się przez Facebooka. Jeśli chodzi o kolejną publikację, coś tam mam już napisane, ale nie wiem czy wyrobię się na weekend. I właśnie tego chciałam uniknąć, bo lubię przestrzegać swoich wytycznych co do publikacji postów, a kiedy się spóźniam, czuję wyrzuty sumienia.

Kończę więc z tymi wytycznymi. ;) Myślę, że mnie zrozumiecie i nie będziecie zbytnio narzekać. Wciąż mam głowę pełną pomysłów, a ten blog jest dla mnie naprawdę bardzo ważny, nie ma mowy o porzuceniu go. Za długo już go prowadzę, gdyby nagle go zabrakło, powstałaby jedna wielka pustka.

Rozdział już niedługo, za parę dni - nie wiem dokładnie za ile. Jak napiszę to będzie i tego się trzymajmy. :) Wszystkie dodatkowe informacje znajdziecie u mnie na fanpejdżu. Tam powiadamiam o każdej publikacji.

Trzymajcie się i do napisania.

sobota, 19 sierpnia 2017

Rozdział 16. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Wiem, że trochę musieliście na ten rozdział poczekać, ale no tak wyszło. ;) Musiałam mocno się zmobilizować, żeby go napisać. W ramach przeprosin, rozdział odrobinę dłuższy niż inne rozdziały McDonalda. :) 

Niebetowane

Bez żadnego alkoholu, bez żadnej trawki

Rafał wrócił do mieszkania cały nabuzowany emocjami. Cud, że po drodze nie spowodował żadnego wypadku, bo naprawdę nie potrafił się na niczym skupić. Nie wiedział jednak na kogo był bardziej zły – na Andrzeja wykorzystującego Teodora, na Teodora żałośnie zapatrzonego w Andrzeja, czy na samego siebie, przejmującego się tym wszystkim, chociaż go to przecież nie dotyczyło. Teodor go nie dotyczył, nie raz już mu mówił, że nie chce zapominać o przeszłości.
I takie jego prawo, do cholery, pomyślał Rafał ze złością, kiedy rzucił swoją kurtkę na kanapę, żeby zaraz usiąść tuż obok niej. Wpatrzył się w ścianę, dobrze wiedząc, że długo nie wytrzyma w tym małym pokoju. Aż go nosiło, czym prędzej musiał więc wyładować na czymś swoją frustrację, a niestety karnet na siłownię skończył mu się parę tygodni temu. Nie odnawiał go, no bo i za co niby? Nie spał na kasie, ledwo wiązał koniec z końcem, a siłownia, jedna z nielicznych przyjemności w jego życiu, nie licząc muzyki, musiała zejść na dalszy plan.

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.