sobota, 19 sierpnia 2017

Rozdział 16. (I tak wszyscy wylądujemy w McDonaldzie)

Wiem, że trochę musieliście na ten rozdział poczekać, ale no tak wyszło. ;) Musiałam mocno się zmobilizować, żeby go napisać. W ramach przeprosin, rozdział odrobinę dłuższy niż inne rozdziały McDonalda. :) 

Niebetowane

Bez żadnego alkoholu, bez żadnej trawki

Rafał wrócił do mieszkania cały nabuzowany emocjami. Cud, że po drodze nie spowodował żadnego wypadku, bo naprawdę nie potrafił się na niczym skupić. Nie wiedział jednak na kogo był bardziej zły – na Andrzeja wykorzystującego Teodora, na Teodora żałośnie zapatrzonego w Andrzeja, czy na samego siebie, przejmującego się tym wszystkim, chociaż go to przecież nie dotyczyło. Teodor go nie dotyczył, nie raz już mu mówił, że nie chce zapominać o przeszłości.
I takie jego prawo, do cholery, pomyślał Rafał ze złością, kiedy rzucił swoją kurtkę na kanapę, żeby zaraz usiąść tuż obok niej. Wpatrzył się w ścianę, dobrze wiedząc, że długo nie wytrzyma w tym małym pokoju. Aż go nosiło, czym prędzej musiał więc wyładować na czymś swoją frustrację, a niestety karnet na siłownię skończył mu się parę tygodni temu. Nie odnawiał go, no bo i za co niby? Nie spał na kasie, ledwo wiązał koniec z końcem, a siłownia, jedna z nielicznych przyjemności w jego życiu, nie licząc muzyki, musiała zejść na dalszy plan.

piątek, 11 sierpnia 2017

Rozdział 2. (Co z Oliwerem nie tak?)

W następnym Mcdonald, obiecuję.

Sprawdzała Ekucbbw.

Dziwak za dziwakiem

Kolejny mój dzień na uczelni rozpoczynały ćwiczenia z filozofii. Całe szczęście, tym razem mogłem zostać w łóżku trochę dłużej niż wczoraj, więc kiedy szedłem na przystanek, nie nawiedzały mnie mordercze myśli w kierunku ludzi, których spotykałem. Co więcej – udało mi się w miarę wyspać, dlatego poranek (albo wczesne popołudnie, jak kto woli) mógłbym zaliczyć do udanych. Zamiast zniszczonej pięćdziesiątki dwójki, nadjechała pachnąca nowością osiemnastka, którą również mogłem dojechać na kampus. Zapowiadał się naprawdę dobry dzień.
„Na razie dopiero zacząłem studia” – odpisałem Łukaszowi, kiedy już znalazłem się w tramwaju i przycupnąłem na siedzeniu. Od wczorajszego wieczora rozmowa jako-tako nam się kleiła (a to nowość, nie? Rozmowa na Grindrze!) i ani razu jeszcze nie zeszła na tematy seksu. Tak po prostu gadaliśmy o życiu, o planach (których ja raczej nie miałem), o jego pracy, no i moich studiach. Nie miałem pojęcia, co z tego wyniknie, ale Łukasz wydawał się sympatyczny, więc postanowiłem pociągnąć to dalej.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Rozdział 1. (Co z Oliwerem nie tak?)

Jedna z moich czytelniczek, Interia, założyła bloga z opowiadaniem. Jeśli chcecie, zachęcam Was do odwiedzenia go i zostawienia śladu po sobie. Wsparcie komentarzami na pewno jej się przyda, bo początki zawsze są trudne. :)


 Niebetowane


 Zielone oczy, pączki z sieciówki i wystraszony Prezes, czyli pierwszy dzień na kulturoznawstwie

Poranek nie zwiastował zbyt przyjemnej pogody na resztę dnia. Ciężkie chmury, które zawisły nad Krakowem, stopniowo ustępowały jednak spozierającemu zza nich słońcu, aż wreszcie nieprzyjemna, szarobura aura odeszła w zapomnienie. Ludzie szybko zaczęli gotować się w wyciągniętych z dna szafy jesiennych płaszczach, bo oto na początku października znów zawitało lato.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Prolog (Co z Oliwerem nie tak?)

Wrzucam z lekkim opóźnieniem, gdyż wczoraj nie miałam po prostu czasu, wyprowadzki nigdy nie są dla mnie przyjemne. To opowiadanie jest więc w pewnym sensie moim pożegnaniem się z Krakowem, za którym zawsze już będę tęsknić. Zaczynam nowy rozdział życia, niech Oliwer domknie do końca poprzedni. :) Oprócz McDonalda Kraków przecież nie pojawił się w żadnym moim tekście, trzeba to nadrobić.

Betowała Ekucbbw.


Prolog

Mówią, że studia to najlepszy etap w życiu. Nie jest się jeszcze dorosłym, ale dzieciństwo ma się już dawno za sobą. Jest jak pogranicze między jednym a drugim, dające przyzwolenie na robienie głupich rzeczy. Idealnie, prawda? Powinienem więc skakać pod sam sufit, że wreszcie należę do tego zaszczytnego, elitarnego, akademickiego grona... A jednak, jakoś żadna duma, radość, czy chociażby ciekawość nie rozpierała mnie od środka.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Co z Oliwerem nie tak?

To opowiadanie pisałam pod kątem beezara, ale przez pracę i całą masę kursów, które czekają mnie w sierpniu, nie zależy mi na publikacji w tamtym miejscu. Bo ani nie jestem już przymierającą głodem studentką, ani nie mam całej masy czasu na pisanie, a jednak blog zawsze był dla mnie ważny. A że nie dokończyłam rozdziału McDonalda, przypomniało mi się o tym tekście. Prolog już jutro. :)

Ostrzeżenia: wulgaryzmy
Status: niezakończone
Gatunek: komedia, urbanfantasy
Rok rozpoczęcia i zakończenia publikacji: sierpień 2017 - ?


Wiktor jest zwykłym chłopakiem – ani przystojny, ani szczególnie inteligentny, a w dodatku malkontent. Nie udało mu się spełnić oczekiwań rodziców, wyniki maturalne przekreśliły ich plany o przejęciu przez syna gabinetu weterynaryjnego i, ku ich rozpaczy, zamiast przyszłego weterynarza, trzymają pod dachem przyszłego kulturoznawcę. Wiktor jednak za bardzo się tym nie przejmuje – w końcu i tak nie lubi zwierząt.

Pierwszy dzień studiów zaczyna się dla niego jak każdy inny, jak zwykle zaspał, jak zwykle spóźnił się na tramwaj, a w Krakowie już straszą alarmami smogowymi. Wszystko jest tak, jak być powinno, dopóki nie usiądzie obok niego chudy, dziwny chłopak z okularami na połowę twarzy i... nie zacznie Wiktora wąchać. A później, na domiar złego, przez przypadek spotkają się w tej samej sali wykładowej.

Czy Wiktor w końcu dowie się, co z Oliwerem nie tak? 


Spis rozdziałów:

Rozdział 1. Zielone oczy, pączki z sieciówki i wystraszony Prezes, czyli pierwszy dzień na kulturoznawstwie 
Rozdział 2. Dziwak za dziwakiem

Mój banner:

Mój banner:
Zdjęcia opublikowane na blogu nie są moją własnością. Nie mam żadnych korzyści finansowych z powodu umieszczenia ich na stronie.